13 maja 2018

Finały konferencji, zmiany w klubach. W Portland cisza



13 maja 2018 w naszej ulubionej lidze rozpoczynają się finały konferencji. Ich skład, zwłaszcza na Zachodzie jest zgodny z przewidywaniami, zagrają w nim dwie najlepsze drużyny. Po drugiej stronie Ameryki, mimo wielkich oczekiwań na sensację, również bez większych zaskoczeń. Hektolitry talentu z Filadelfii zostały zamrożone w bostońskim laboratorium Brada Stevensa, a Toronto rozczarowali jak prawie zawsze. Porażka z dworem króla Jamesa to żadna ujma, ale już jej rozmiary miały taką moc, że zmiotły z fotela trenerskiego Dwane'a Caseya. W obronie stanowiska nie pomogło nawet 59-23 z sezonu zasadniczego.

27 kwietnia 2018

Pamiętnik z sezonu 2017-2018


Co pozostanie w głowie z sezonu 2017-2018? Mój osobisty pamiętnik. 

Bardzo nierówna gra Blazers, rollercoaster nastrojów i opinii. Do końca 2017 zespół rozczarowywał. Terry Stotts bardzo długo szukał optymalnego ustawienia. Kiedy nadzieje na dobry sezon powoli konały, wraz z nastaniem nowego roku zespół złapał flow. Damian Lillard wszedł na "all-starowską" ścieżkę i w drugiej części sezonu poprowadził całą resztę do spektakularnej serii 13 zwycięstw. To dzięki niej Blazers jako trzecia ekipa , zaraz po hegemonach z Houston i Oakland, zameldowali się w playoffach. Nie trzeba było, jak w ubiegłym sezonie drżeć do samego końca. Postęp.

22 kwietnia 2018

0:4 czyli zmieceni, to znaczy upokorzeni

Mecz nr 4: BLAZERS @ PELICANS 123:131 (0-4)


Kiedy Blazers zaczynali mecz z Pelicans Joel Embiid i Ben Simmons wykańczali właśnie Miami, pokazując, ile znaczy talent. Dzień wcześniej Matthew Dellavedova z Milwaukee, rzucając się do gardła Bostonowi, udowodnił z kolei, jak ważna jest ambicja i pasja. W ciągu 3 playoffowych gier Blazers nie pokazali za dużo ani jakości, ani też woli walki. Dlatego po tygodniu rywalizacji stanęli  na skraju przepaści, próbując nie zrobić kroku do przodu.

20 kwietnia 2018

Cudu nie było. Nowy Orlean nie leży nad Wisłą.


Mecz nr 3: BLAZERS (0) @ PELICANS (3) 102-119

 

OK. Lecimy do Nowego Orleanu, Luizjana. Po to, by zmazać wstyd po dwóch domowych porażkach, by zawalczyć, by pokazać, że 3 seed coś w lidze znaczy. Z drugiej strony Pelikany w wyśmienitych humorach, tryskający optymizmem Anthony Davis i tryumfujący Alvin Gentry. W głowach blejzersów siedzą te porażki i przede wszystkim niemoc. Czują tę niemoc wszyscy. Trzeba było wygrać pierwszy mecz, który jakby nie patrzeć roztrzygnął się w crunch-time w ostatnich sekundach. Pamiętamy, że PTB mieli wtedy trzy szanse na objęcie prowadzenia i być może zwycięstwo. Wszystkie zmarnowali. A potem jest już tylko gorzej. 

18 kwietnia 2018

Między laniem w Portland, a ... w Nowym Orleanie


Do przerwy 0:2, chciałoby się powiedzieć. Jak może przebiegać druga, już luizjańska, część, tej jak na razie fatalnej dla Blazers rywalizacji, spytałem Rafała Kamieńskiego z PELICANS.PL 

1. Pelicans zagrali dwa świetne spotkania. Czy są w stanie utrzymać ten poziom przez, co najmniej,  następne dwa?
Mam nadzieję, że Pellies nie zatracą pazura, z jakim grają od pierwszej minuty, pierwszego meczu w Portland. Po wypowiedziach na konferencji prasowej wszystko wskazuje jednak na to, że są oni w 100% skoncentrowani na jednym wyznaczonym celu, który jeszcze nie został osiągnięty. Alvin Gentry i zawodnicy wciąż powtarzają - jeszcze nic nie zrobiliśmy. I ja się z tym zgadzam. New Orleans muszą przygotować się na to, że Blazers przyjadą do ich miasta z podejściem "do or die". To Damian Lillard i spółka przejmują teraz tytuł "underdoga" w tej serii i "mogą", a nie "muszą". 
Czy Pelicans mogą grać jeszcze lepiej? Nie wiem, bo robią dotychczas wszystko co jest niezbędne do tego, aby wygrywać z Trail Blazers. Bronią niemalże perfekcyjnie i utrudniają życie liderom Rip City. Jednak na to, czy są w stanie utrzymać taki poziom bardzo duży wpływ będą mieć po prostu usprawnienia Terry'ego Stottsa. Jeśli coach Blazers nie wymyśli lepszego sposobu na tę drużynę, to Pels powinni grać swoje. I są zdecydowanie w stanie to robić, bo to wcale nie jest żaden "fluke". Pelicans to bardzo dobrze zorganizowana i walcząca drużyna, która nie odpuszcza do końca spotkań. Wiele osób się tego po prostu nie spodziewało.

2. Komu poza Jrue, w największym stopniu Pels zawdzięczają dwa zwycięstwa?
Oczywiście Jrue Holiday jest fenomenalny. Od kilku dni gdziekolwiek się nie ruszę, widzę komplementy skierowane w jego stronę i same pochwały co do jego obrony. Cieszę się, że wreszcie to dostrzeżono, bo on takie rzeczy robi od, co najmniej, kilku miesięcy. Jednak Pelicans to zespół i należy tutaj pochwalić cały team za to, że doskonale wywiązują się ze swoich zadań. Oczywiście indywidualnie można byłoby tutaj obok Jrue, wspomnieć o Anthonym Davisie, dzięki któremu wszystkim graczom Pelikanów gra się po prostu swobodniej.
Pójście w stronę Davisa byłoby jednak zbyt łatwe. Tutaj trzeba wskazać Rajona Rondo, który jest przedłużeniem Alvina Gentry'ego na parkiecie. Zawodnicy Pels wspominają, że ten człowiek nie śpi po nocach i analizuje grę Blazers. Kiedy Damian Lillard wyprowadza piłkę, Rajon krzyczy w stronę kolegów zagrywkę i ustawia cały zespół. To całe "Playoff Rondo" to nie żart. Jest agresywny, cholernie mądry i prowadzi młodszych kolegów, uczy ich na każdym kroku. On ma swoje wady, ale Pellies zawdzięczają mu charakter, jaki sobie wyrabiają od kilku miesięcy. Walczą o każdą piłkę i pomagają sobie w każdym posiadaniu. W dodatku, kiedy trzeba trafić rzut - to ma jaja, aby to zrobić. 

3. Czy pomimo dwóch wygranych z rzędu, Blazers mogą spodziewać się usprawnień lub zmian ze strony Gentry'ego?
Zdecydowanie. Pierwsze co mi przychodzi na myśl, to np. powrót Moe Harklessa do gry. Zrobił dużą różnicę w pierwszej połowie - trafiał rzuty i bardzo mnie zaskoczył świetną obroną na Anthonym Davisie. Terry Stotts pewnie będzie chciał go częściej używać, a Pelicans powinni być na to przygotowani. Zresztą, uwielbiam tego chłopaka. Tak samo mam pewne obawy, kiedy Zach Collins zostaje kompletnie niepilnowany na dystansie - mam wrażenie, że gdyby Blazers mieli do niego więcej zaufania (i też sam zawodnik do siebie samego), to mógłby wrzucić Pellies kilka łatwych punktów. Zwłaszcza, że wygląda w tej serii bardzo dobrze.
Alvin Gentry wspomina również o problemach ze zbiórką. Blazers robią tutaj fenomenalną robotę i walczą o każdą piłkę. Jeśli Pelicans grają z takimi graczami jak Damian Lillard i CJ McCollum to nie można pozwolić im na dodatkowych kilka rzutów w bonusie. Wiąże się to jednak z ryzykiem, jakie podejmują Pels w obronie tej dwójki, gdzie czasami wychodzi nawet trójka obrońców na obwód i zamykają Lillarda. Wtedy robi się sporo miejsca dla wysokich Blazers, którzy mają większą szansę na zbiórkę. Wówczas Pelicans muszą dać z siebie więcej, aby odciąć ich od tych piłek - tak dadzą sobie większą szansę na kolejne zwycięstwo.
Poza tym jednak, Pelicans wygrali jednak 2 spotkania z rzędu i teraz to od Terrego Stottsa zależy, czy Alvin Gentry będzie tutaj musiał robić jakieś większe zmiany i roszady

4. Jak typujesz resztę serii? 
Tak jak przed serią, jestem wciąż dość ostrożny w swoich typowaniach. Mam duży szacunek do drużyny z Oregonu, Damiana Lillarda i CJ McColluma. Wierzę, że są w stanie zmienić swoją grę i sprawić Pelikanom jeszcze wiele kłopotów. Ta seria wcale nie jest tak łatwa, jak wynik 2-0 wskazuje. Te spotkania są zacięte, bardzo ostre i rozstrzygają się często w ostatnich sekundach. Kilka lepszych zagrań, więcej szczęścia i Blazers mogą zgarnąć zwycięstwo w Nowym Orleanie. I jeśli miałbym realnie stawiać - to myślę, że tak się stanie.
Myślę, że Blazers wyrwą mecz w Luizjanie, ale ostatecznie seria zakończy się w 6 meczach na korzyść Pelicans. Jeszcze sporo grania przed nami. 

(NO P)roblems? A lot!

SZOK. Jedynie tak można podsumować dotychczasowy przebieg pierwszorundowej rywalizacji z Pelikanami.

15 kwietnia 2018

I po przewadze parkietu


Mecz nr 1: PELICANS @ BLAZERS 97:95 (1-0)


Straceńcza szarża Blazers w ostatnich 5 minutach meczu okazała się niestety łabędzim śpiewem. Dominujący przez cały wieczór goście obronili się i już w pierwszej grze serii  odebrali Portland przewagę parkietu. Nie mogło być inaczej bowiem przez zbyt długi czas  najlepsi spośrod Blazers byli najsłabsi. Rain Bros zagrali dobrze zaledwie przez chwilę. Zawiedli.