1 lis 2014

Przegrana w Sacramento



Blazers przegrali pierwszy mecz w sezonie idąc na ofensywną wymianę ciosów z Sacramento - matko boska - Kings, zapominając o obronie jeszcze bardziej niż zazwyczaj i robiąc z nas frajerów wstających o zimnej 3 rano. Dzień mógł zacząć się lepiej, ale Damian Lillard, Nicolas Batum i Steve Blake trafili 8 z 30 swoich rzutów i wyglądali jakby zaraz mieli się pochorować.

To nic, że Darren Collison rzucił 17 punktów z 14 rzutów operując na całym obwodzie ze słabymi w obronie guardami Blazers. Różnica pomiędzy obroną Lillarda i Blake'a polegała właściwie na tym, że ten drugi wiedział gdzie i jak się ustawić. Lillard w drugim meczu z rzędu bronił słabo (aczkolwiek nie skompromitował się tak jak przeciwko Westbrookowi) dając za dużo luzu swojemu przeciwnikowi, łapiąc przy okazji 4 faule.

Tragicznie - ponownie - wyglądał w ataku. Trafił 4 z 13 rzutów, wszystkie za trzy. Nie trafił ani jednego pull up jumpera z mid-range i nie-skończył ani jednej penetracji. Fakt, że po drive'ach często stawał na linii i trafiał (8-9), ale przez dużą większość spotkania był niewidoczny.

Blazers przegrywali w trzeciej kwarcie nawet 11 punktami, ale zgodnie z oczekiwaniami na 4 minuty przed końcem włączyli wyższy bieg i kilka razy wymusili złe rzuty Kings, sprokurowali błąd 24 sekund i zaczęli trafiać swoje rzutu. Kwartę zakończyli runem 13-2, a w ostatnie 12 minut weszli z remisem 71-71. 

To był moment gdy Blazers mieli zrobić dokładnie to samo co w meczu z Thunder. Znaleźć odpowiednie tempo gry, nie forsować rzutów i przede wszystkim trafiać je tak jak zazwyczaj to robią. Niestety Kings chcieli wygrać swój jeden mecz z dwudziestu paru spotkań w tym sezonie, żeby nie zniechęcić fanów szybkim 0-2.

Rudy Gay wyglądał jak wczesny kandydat MVP. Był on fire z 10 punktami w pierwszej kwarcie z 5 rzutów. Potem przez kolejne trzy dołożył 30 i mecz skończył z 40 punktami z 13/19 z gry obalając na jeden wieczór obronę Nicolasa Batuma. Francuz trafił tylko 3 rzuty i wspólnie z Lillardem miał najgorsze na parkiecie -16 (Reggie Evans z watą cukrową na twarzy i -14 jest szczęśliwy).

Blazers oddali 21 punktów po 11 stratach i nie wyglądali dobrze w transition defense. Wracając do obrony zbyt często tworzyli niekorzystne mismatche (Steve Blake - DeMarcus Cousins) albo zostawiali jednego gracza Kings bez obrońcy.

Mieli ciężki mecz na obydwu tablicach i wyjątkowo zostali zdominowani na tej bronionej. Kings zebrali 14 piłek w ataku i rzucili z nich 18 punktów rozpychając się w zagęszczonym przez obronę Blazers paint.

Terry Stotts w końcówce szukał sposobu na wygranie tego meczu. Pierwszy raz w tym sezonie zagrał niską piątką z trzema guardami (Lillard, Blake, Matthews) Batumem i Aldridge'm. Blazers na nieco ponad 1 minutę do końca zbliżyli się do Kings na 6 punktów, ale Rudy Gay trafił każdy z 4 rzutów wolnych i Blazers na 40 sekund do końca mieli posiadanie w ataku (91-99).

Stotts nie poprosił o czas a Blazers pod presją rywali, czasu i wyniku zagrali na szybki rzut. To mogło sie udać, ale w rogu znalazł się LaMarcus Aldridge i Blazers stracili szanse na złapanie kontaktu z Kings. Potem Collison i Hollins trafili po 2 rzuty wolne i odesłali Blazers do domu.

Znowu nieźle wyglądał współpraca Kamana i Blake'a, ale ich wspólnej gry w pick-and-rollach nie było tak dużo jak w meczu z Thunder. Kaman grał więcej z wysokimi korzystał z podań od Aldridge'a i Lopeza (razem 5 asyst) i przydawał się w ataku koncząc mecz z 12 punktami i 6 zbiórkami.

Steve Blake miał 6 punktów i 5 asyst, Dorrell Wright był zaskoczony, że dostał jakiekolwiek minuty, a C.J McCollum drugi raz z rzędu był niewidoczny.

W defensywie Portland zagrali słaby mecz, ale Terry Stotts nieco poeksperymentował ze schematami obrony pick-and-rolli i pozycji centra. Blazers nieśmiało trapowali gracza z piłką w rogach boiska, mieli kilka posiadań w których dla odmiany wychodzili wysoko za swoim graczem, a Robin Lopez i Chris Kaman odpuszczali centra gdy ten miał piłkę dalej niż w paint.

Blazers mają dzien przerwy i w niedziele grają w Rose Garden z Warriors o godzinie 2 w nocy.

5 komentarzy:

  1. Lillard i Batum są bez formy. Lillard - selekcja rzutowa tragiczna, obrona nie istnieje - on jeszcze nie wszedł w ten sezon. Batum śpi - i w obronie i w ataku - straty, złe podania etc. Jak Aldridge w IV kwarcie przestał trafiać swoje jumperki, często kontestowane - no popatrz - obrona drużyny NBA połapała się, co graja Blazers - to nie było ofensywy, bo reszta nie wiedziała, co ma grac.. A aż się prosi grac akcje DO - a nie OD kosza, gdzie Matthews lub Batum kończ akcję lay-upem. Jak Aldridge trafia mid-range a obwód trójki PTB są nie do zatrzymania,a le jak te rzuty nie wchodzą, to nie ma alternatywy i o to mam po dzisiejszym meczu pretensje do Stottsa (PS w zeszłym roku też tak było...)

    OdpowiedzUsuń
  2. pdxpl11:39

    Na razie obrona Blazers ( a raczej jej brak) kreuje bohaterów: Westbrook, Gay. W niedzielę Curry rzuci z...73pkt. Mimo wszystko nie panikujmy We are from Portland;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Behemot15:32

    Na 6g mecz dostał "psią kupę" w alercie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pdxpl15:58

      Oni tam naprawdę nie doceniają R. Gay'a;)

      Usuń
  4. Ja nie wiem dlaczego oni tak slabo zawsze wchodzą w mecz

    na plus wreszcie trojki Blaka ale CML tragedia po raz drugi. Chlopak nie wykorzystuje minut

    na rotacji chyba trzeba wrocic do T- Roba bo wolny lad nic nie gra

    na duzy plus znow Kaman chocisz 4 Kwarte i tak spierdzielil

    spac mi sie chce caly dzien przez te mecz nocny

    OdpowiedzUsuń