To był ostatni mecz Portland Trail Blazer w tym roku. I dobrze.
Przez trzy kwarty i kawałek czwartej, zanim crunch-time wyrywał z butów stratami, obroną i gdzie się podział wielki rzut Damiana Lillarda w ostatnim posiadaniu, Blazers cofali się do 2011 roku, gdy Raptors byli tylko śmieszną drużyną z Kanady wygrywającą 22 mecze w sezonie z Linasem Kleizą i tym co zostało z Peji Stojakovica. Mamy kilkanaście godzin do roku, w którym Toronto Raptors będą faworytem do wygrania konferencji wschodniej i nie dlatego, że wschód ciągnie nogami po ziemi.
To był ciężki mecz. Raptors rzucili 64 punkty w paint. Jonas Valanciunas miał w pierwszej kwarcie fragment dominacji w post-up, a Blazers wracali do obrony i nonszalancji z lat ubiegłych. Popełnili w całym meczu 14 strat, kilka w crunch-time i przy każdym wybiciu piłki z boku, Mike Rice przypominał to, co stało się w meczu przeciwko Golden State. Blazers równie dobrze mogli to spotkanie przegrać blowoutem i na czwartą kwartę wychodzić Victorem Claverem.
Raptors podwajali gracza otrzymującego piłkę z boku w crunch-time i dogrywce, sprawiając problemy mentalnie nieprzygotowanym do tego spotkania Blazers. Serce drżało za każdym razem. Terry Stotts rozpisywał zagrywki, ale jego zawodnicy byli skacowani przed imprezą. Blazers nagle z teamu, który dokonywał egzekucji z inbounds plays i był clutch, stali się LeBronem w 2011 roku, jakby zapominając, że Damian Lillard kilka meczów zdążył wygrać, a Wesley Matthews kiedyś był najefektywniejszym graczem w ostatnich 5 minutach. Być może dalej jest.
Matthews trafił 5 z 10 rzutów za trzy i stopował w obronie, switchując najpierw zbyt mało żeby to przyniosło rezultaty, później w sam raz. Stotts w czwartej kwarcie zaczął zmieniać krycie trójce Lillard, Matthews, Batum odpowiadając na niski lineup Dwane'a Casey'a. Przez cały mecz trenerzy obu drużyn walczyli na smallballowe piątki, ale Blazers mecz kończyli z Joelem Freelandem na środku.
Z Joelem Freelandem, który nie istniał w ataku (1/5 z gry), ale zebrał 12 piłek, 5 na atakowanej tablicy przeciwko litewskim bokobrodom i miał 2 bloki, w tym kluczowy na 10 sekund do końca regulaminowego czasu, gdy ustał na nogach przeciwko szybkiemu Lowry'emu. W tej akcji Nic Batum został na wysokiej zasłonie Amira Johnsona, bo kto w tym meczu tego nie robił?
Blazers nie bronili paint. Joel Freeland do crunch-time i LaMarcus Aldridge do 3 na 5 z gry w czwartej kwarcie, nie wyglądali zdrowo. Ten drugi sprawiał wrażenie smętnego człowieka, który musi ruszyć się sprzed komputera, a ten pierwszy stawiał bańki.
Źle wyglądał atak. Blazers rzucili w całej pierwszej połowie 38 punktów nie trafiając za trzy, nie trafiając z mid-range, nie dostając się pod obręcz i na linie. Raptors na szczęście nie wykorzystali zbyt dużo nie i prowadzili zaledwie 7 punktami po 24 minutach, mając - znowu - Kyle Lowry'ego w MVP mode, który trafił 6 z 12 rzutów i pokazał jak daleko Damian Lillard jest od zostania obrońcą w tej lidze. Lillard zwykle zostawał na zasłonie, ale z Lowrym, który trafia 36% za trzy, 41% z mid-range i wkręca się w paint 9 razy na mecz, przechodzenie pod/nad zasłoną nie było w defensywnych posiadaniach Blazers tak kluczowe jak ograniczenie dogodnych pozycji do rzutu.
Raptors oddali tylko 28 niekontestowanych rzutów, z których trafili 5. Fakt, że grali dużo wewnątrz, blisko obręczy, tyłem do kosza w low-post, ale Blazers udowodnili, że są jedną z czołowych defensyw na obwodzie i to co Raptors mieli na dystansie zazwyczaj bronili (4 -22 za trzy TOR).
W drugą stronę, Blazers nie tyle co mieli problemy z atakiem, co nie trafiali. Nicolas Batum w pierwszej kwarcie spudłował trzy rzuty bez obrońcy przed sobą. W cały meczu Blazers dostali 52 niekontestowane próby, ale trafili zaledwie 36.5% takich rzutów marnując niezły ruch piłki i extra podania od wysokich, czy na skrzydło. Wpakowali się w delikatne kłopoty w ostatnich minutach meczu, gdy Nicolas Batum zagrał cross-pass przez całą szerokość parkietu, zakończony stratą, ale koniec końców ball-movement Blazers byłby skuteczniejszy, gdyby rzut za trzy siedział tak jak w pierwszych minutach dogrywki.
Blazers spudłowali 24 z 36 rzutów z dystansu. J.R Lillard był 4 na 15 za trzy, w całym meczu rzucił 26 punktów z 24 rzutów, będąc nieefektywny jak na początku sezonu. Siłował rzuty, w ostatnim posiadaniu w czwartej kwarcie spudłował layup na zwyciestwo po minięciu Terrence'a Rossa.
LaMarcus Aldridge miał 13 zbiórek i 23 punkty z 10 na 19 z gry, stołując się dla odmiany na lewej stronie mid-range oraz odrobinę w paint. Raptors mieli plan podwajać Blazers w low-post i przez pierwsze 17 minut meczu Aldridge zdążył oddać tylko 2 rzuty (USAGE% - 10), kompletnie ustępując Chrisowi Kamanowi, który wybudował dom, spłodził syna, rzucił 10 punktów i zebrał 8 piłek w 16 minut, odpowiadając na bullying wysokich Raptors pod koszem.
Dorell Wright miał 16 nieproduktywnych minut jako power foward w niskim ustawieniu z Chrisem Kamanem, a później z Aldridgem na centrze. Tylko 1 na 7 z gry, 0 na 3 z dystansu. C.J McCollum miał epizod na 21 fauli per 36 minut w tym meczu. Steve Blake miał zaledwie 1 asystę i 5 punktów z 5 rzutów, w tym celną trójkę w 4 kwarcie na 4 punkty straty, na 7 minut do końca meczu, po podwojeniu Aldridge'a i jego asyście. Nicolas Batum oprócz wielkiej trójki w dogrywce miał mecz do zapomnienia. 4 na 11 z gry, ale dobra obrona na graczach od pozycji numer jeden do pozycji numer cztery w niskim lineupie i po zmianach w kryciu oraz po 3 przechwyty, asysty i zbiórki.
Blazers kończą rok na drugim miejscu w konferencji zachodniej i do spotkania z Hawks 3 stycznia odpoczywają. Do pierwszych Warriors tracą tylko pół meczu grając bez Robina Lopeza, bez Nicolasa Batum albo z jego resztkami. Gdyby playoffy miały zacząć się dzisiaj, Blazers graliby z San Antonio Spurs, a tego nie chcemy. Szczęśliwego Nowego Roku!
Strasznie mozolny mecz, dobrze, że skończył się właśnie w ten sposób. Co by nie mówić Toronto jest "for real". SAS i OKC niech się lepiej wezmą do roboty jeśli nie chcemy uczestniczyć w wyścigu "kto przegra więcej kwietniowych meczów". Dzięki za kilka porannych uśmiechów w czasie czytania tekstu :)
OdpowiedzUsuńSkąd Wy bierzecie niekontestowane i kontestowane rzuty? Są takie statystyki podawane czy liczycie sami? :)
OdpowiedzUsuńkurna co Wright pomogl ostatnio to tym razem zwalil- dwie bardzo ważne straty, ale w sumie każdy ma dużo na sumieniu w tym meczu
Pozytywne jest to, iż wygrywamy z Toronto nawet wtedy kiedy ewidentnie nie mamy swojego dnia
W tym meczu te niekontestowane rzuty były "niekontestowane, ale jednak trochę tak" ;)
Usuńhttp://stats.nba.com/game/#!/0021400473/playertracking/ 6 ostatnich kolumn
UsuńFajna relacja, z jajem :-)!
OdpowiedzUsuńKarol
Rzeczywiście najbardziej wypasiony mecz zagrał CJM :) rzeczywiście epizot na 21 fauli :)
OdpowiedzUsuńZapomniałeś dodać, że Kaman w przerwie zdążył jeszcze zasadzić drzewo....
OdpowiedzUsuńPozdrowienia dla wszystkich and Happy New Year, także od mojej dopiero co poślubionej małżonki, która ma dużo cierpliwości, jeśli w nocy w takim meczu jak ten usłyszy co nieco z mojego prywatnego komentarza... Dziś szło jak po grudzie, ale mistrzów poznaje się po tym właśnie, jak takie mecze wygrywają...
Go Blazers!!!
Wszystkiego dobrego zarówno w Nowym Roku, jak i na przysłowiowej "nowej drodze życia" :)
UsuńWszystkiego dobrego wszystkim! Wytrwałości dla wszystkich autorów bloga!!! :)
OdpowiedzUsuńŁatwą mają robotę- to przyjemność opisywać tegorocznego mistrza NBA
UsuńWszystkiego dobrego w Nowym Roku i duzo radosci z naszych chłopców
OdpowiedzUsuńLaMarcus
Bedzie ciezko:) moze final konferencji:)
OdpowiedzUsuńWszystkiego Najlepszego w NY! Batumowym skrytożercom mówimy nie....tylko statystyki grają!!! RIPCITIZEN
OdpowiedzUsuń