12 sty 2015

Czas Damiana Lillarda



Blazers gdyby mogli najchętniej graliby tylko czwarte kwarty, najlepiej ostatnie 5 minut, najlepiej pięcioma Lillardami w składzie. No, ale tak łatwo nie ma i dlatego przez 3/4 meczu trzeba  się męczyć z zespołem prowadzonym przez Ronniego Price'a. Trzy kwarty tego spotkania to był najnudniejszy mecz w wersji punkt za punkt jaki widziałem. Żadna z drużyn nie uzyskała przewagi większej niż 5 punktów. Niby powinny być emocje, a były niby rzuty, niby dunki, niby obrona, wszystko na niby aż do rozpoczęcia ostatniego okrążenia.

Zaczęło się zwyczajowo. Aldridge rzucał z półdystansu, Batum nie trafiał nawet osobistych, Kaman sprawdzał stan błędnika Jordana Hilla, Lillard próbował drive'ów, Matthews postanowił nie rzucać. Na osłodę dostaliśmy  od Meyersa Leonarda akcję 2+1. I  w tym stylu doczłapaliśmy  do stanu
23: 20. W drugiej kwarcie najwięcej emocji dostarczyła trójka S. Blake'a, ale to było w ostatniej sekundzie gry. Przez całe 11.59 trzeba się było zadowolić mid-rangem Leonarda (bravo!!!), penetracjami Lillarda, 100% skutecznością Batuma. Powoli budził się Matthews( 5 pkt.) Po drugiej stronie punktowali prawie wszyscy z meczowej 10, prawie bo nie trafiał tylko... N. Young. 

Defensywa Blazers ma zadziwiającą łatwość kreowania bohaterów po drugiej stronie parkietu. I tak w pierwszym spotkaniu tych drużyn błyszczał Jordan Hill, dzisiaj wydawało się przez moment, że Blazers postanowili odkurzyć legendę Carlosa Boozera, który w pierwszej połowie pomylił się tylko raz zaliczając 10 punktów. Natomiast niejaki Tarik Black z 6 punktami i 6 zbiórkami w 20 minut, wyglądał jak wczesny Andrew Bynum. Chris Kaman gra słabiej w roli podstawowego centra,  9 punktów z 10 rzutów , 12 zbiórek, bez bloków w 32 minuty. Lepsze numery kręcił wychodząc z ławki. Meyers Leonard nie umie bronić. T. Robinson robi to lepiej, ale dostaje od Stottsa ochłapy. Blazers męczą się więc nawet z rywalami pokroju Lakers, dopóki nie zacznie się czwarta kwarta i do akcji nie wkroczy Damian Lillard. 

W ciągu 9 minut  ostatniej kwarty Lillard rzucił 17 ze swoich 34 punktów. Zdobywał punkty po jumperach, lay-upach, bezczelnych trójkach i monster-dunkach. Po raz kolejny poirytowany zbyt długotrwałym mizianiem się z małoatrakcyjnym rywalem pokazał swoje okrutne oblicze. Załatwił Blazers kolejną wygraną. Z tego spotkania  należy obejrzeć tylko ostatnie 12 minut. Portland zagrało wtedy na  ponad 50% skuteczności, trafiając 6/8 za trzy. Trafiali wszyscy: Batum , Leonard, Blake, i po dwa razy Matthews z Lillardem. 

To było 20 zwycięstwo Blazers, kiedy  prowadzą po trzech kwartach. Są 30-8  z najlepszym bilansem  od 1991r. Czy rok temu nie pisaliśmy czegoś podobnego? 11-2 bez Robina Lopeza robi wrażenie. Wobec słabości rywali na razie nie przekłada się to na wyniki, ale gdy przyjrzeć się pojedynczym akcjom, to jego brak jest bardzo widoczny. To co wystarcza na Miami czy Lakers nie wystarcza na Atlantę i  będzie obciążeniem w pojedynkach z Memphis czy San Antonio.

Czekamy na Rolo, czekamy na Freelanda i z niepokojem patrzymy na CJ McColluma. Dostaje swoje minuty, gra przeciwko nie najsilniejszym ekipom i zawodzi, bardzo zawodzi. Dzisiaj 1 punkt, 1 asysta, 1 strata. Wyciągnijcie średnią i postawcie ocenę. Na tym tle M. Leonard jest bogiem( 10 punktów z 5 rzutów)- nasza nowa pierwsza opcja z ławki.

Nic Batum 11 punktów z 7 prób, 9 zbiórek, 6 asyst. Coraz lepsza skuteczność.   Nikt nie kreuje lepiej partnerów w tej drużynie. Dzisiaj Leonard i Kaman po podaniach Francuza trafiali kilka razy do pustej bramki. Ktoś słusznie zauważył, że Batum jest klejem, który zespala  grę Blazers.
A poza tym, jak powiedział po  meczu bohater wieczoru: 
"We play together. We get along. We are confident in ourselves."

14 komentarzy:

  1. Behemot18:47

    Zabawa w dziada:
    https://vine.co/v/ODA9xZXKxJb/embed

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rano nigdzie nie moglem tego znaleźć, a poźniej zapomnialem. dzieki za link, to rzeczywiscie najbardziej zabawna akcja meczu:)

      Usuń
  2. Anonimowy19:08

    extra w top ten ewery time no uno

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy20:16

    Panowie a tak z innej beczki...ROY vs LILLARD...

    OdpowiedzUsuń
  4. Lillard ma jedną ogromną przewagę nad Roy'em. Coś czego nie da się wytrenować, co nie ma też związku z talentem- ZDROWIE. Nigdy nie poznaliśmy wszystkich możliwośći Roy'a. Skonczył karierę mając 27 lat, dopiero wkraczał w swój prime

    OdpowiedzUsuń
  5. Behemot23:36

    Roy był niezwykły, ale takiego gracza jak Lillard szukać ze świecą. Wszedł do ligi szturmem, a z każdym sezonem zaskakuje rozwojem dokładając kolejne elementy do swojej gry. A przecież miał być "NBA ready" i z teoretycznie już nie tak dużym potencjałem rozwoju. Naprawdę nic mnie w jego przypadku nie zdziwi, sky is the limit!
    Dasz mi Lillarda i zdrowego Roya, biorę Lillarda.

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy00:21

    Batum czasem przypomina mi Clyde'a.Szczególnie wejścia z kelnerem.Albo dunk po straszeniu trójką.Fajnie się go ogląda.Taki OldSchool,obawiam się trochę wejść pod kosz Lillarda-trochę kontuzjogenne.B.Roy też tak forsował faule i źle skończył.Oby nie tym razem.Na razie mamy max zwycięstw w lidze i syndrom zadyszki noworocznej Tym razem nas ominął.
    RIPCITIZEN

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy08:35

      Nie wiem czy ominal. Narazie gralismy z ogorkami i kazde zwyciestwo bylo strasznie wymeczone.

      Karol PTB

      Usuń
    2. pdxpl09:29

      wygrywanie z ogórkami to tez sztuka. Spójrz na np. Chicago czy Clippers. Ale zgoda co do tego,że nie ma co się podniecac. PO wszystko zweryfikują

      Usuń
    3. Anonimowy12:45

      Ależ nie! Ekscytowac się mozemy i powinnismy.
      Jak bedziemy teraz(3 najblizsze mecze) mieli conajmniej 2-1 to bede bardzo podekscytowany!

      Karol PTB

      Usuń
    4. Behemot13:43

      Tak jest! :D

      Usuń
    5. no tak, racja, bo jak w PO odpadniemy w pierwszej rundzie to bede zalował. A więc jaram, strasznie sie jaram, poki jest czym!!!!

      Usuń
  7. Anonimowy08:41

    Tak jak podejrzewałem. Na ciut mocniejsze drużyny już nam pary nie wystarczy.
    Od Clippersow znowu lanie :(


    Karol PTB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Behemot09:54

      Bez dwóch centrów gramy, just sayin...

      Usuń