15 sty 2015

Przegrana z Clippers

 
Blazers po ciężkiej walce w crunch-time z 2 punktami LaMarcusa Aldridge i tym co działo się z Damianem Lillardem w pierwszych 36 minutach, przegrali 94-100 z Los Angeles Clippers, ale wciąż są na drugim miejsce w konferencji zachodniej i niestety w pierwszej rundzie mogą grać z San Antonio Spurs. Dwie złe wiadomości w ten zachmurzony czwartek. I Jamal Crawford.

LaMarcus Aldridge zanim został wyłączony z gry przez hero-ball Damian Lillarda, robił z Blake'a Griffina swoją.. mhmhm.. grając tyłem do kosza, rzucając z mid-range i zbierając tak jak w serii z Houston Rockets. W trzy kwarty miał 35 punktów, 12 zbiórek i obronę na złym w paint Griffinie. Przez 3/4 meczu Blazers robili wszystko, żeby Aldridge dostał piłkę i kończył akcję rzutem. Były pick-and-pop i pick-and-rolle, którymi to Clippers wygrali mecz bardziej w obronie niż w ataku, bo rolujący Griffin i Jordan nie radzili sobie z Aldridgem, Meyersem Leonardem wreszcie uparwiającym sport i Chrisem Kamanem, który do 11 zbiórek dołożył 15 punktów w tym 4 po dwóch wsadach w 4 kwarcie, najpierw po współpracy z Leonardem potem po podaniu Steve'a Blake'a.

Damian Lillard zdobył 15 punktów, ale tylko 3 w pierwszych trzech kwartach. Clippers i Chirs Paul kontestowali wszystko, wszędzie, zawsze jakby ten mecz miał skończyć serię w playoffach. I rzeczywiście. Intensywność gry przez pełne 48 minut, entuzjazm na trybunach i prawie, prawie Lillard-time w czwartej kwarcie, zabił i wyniósł do piwnicy najpierw trójką na +3, a dwie minuty później 22 jumpshotem w meczu na pięć punktów przewagi, urodzony w Seattle Jamal Crawford.

Clippers od początku mieli plan jak spowolnić Blazers i ukraść im jedną z trzech rozgrywających par rąk. Każdy pick-and-roll kończył się trapowaniem Damian Lillarda z piłką na 8 metrze. Ta jednowieczorowa maszyna, która w sezonie jest 16 obroną ligi podwajała w pierwszej kwarcie również na lewym i prawym boku parkietu. DeAndre Jordan schodził do pomocy, Baby Davis raczej się turlał gdy piłkę dostawał Aldridge bądź w post-up chciał grać Wesley Matthews ze słabszym fizycznie J.J Reddickiem. Z biegiem czasu Doc Rivers skupił się tylko na trapowaniu Lillarda, a Chris Paul na rzucaniu. 

Ten mecz pokazał jak daleko Damian Lillard jest od a) obrony b) od Chrisa Paula. ESPN delikatnie przyświrowali z "debatą" Lillard vs. Paul, ale Tom Haberstroh ma rację: jeśli jesteś w crunchtime graj Lillardem, jeśli chcesz gracza na 48 minut bierz Paula. I tak było. Lillard przez 48 minut zostawał na zasłonach Griffina i Jordana, Chris Paul bawił się z nim w berka, kotka i myszkę w każdą grę którą przegrywałeś w dzieciństwie. Rzucał z mid-ragne, wymuszał faule (10/10 z linii) miał 10 asyst i 2 przechwyty. #generał.

W czwartej kwarcie gdy Damian Lillard łapał wiatr, a Blazers prowadzili sześcioma punktami na 7 minut do końca, Chris Paul nie miał zamiaru przegrywać meczu i razem z Mattem Barnesem wykonali ruch Doca Riversa, który w ostatnim fragmencie meczu skakał na Terrym Stottsie.

Na 6 minut do końca po błędzie 24 sekund Chrisa Paula przejął Nicolas Batum, ale Matt Barnes - kryty przez Lillarda - postawił szybką zasłonę, uciekł w lewą stronę tworząc fałszywy mismatch i obronę od której Blazers próbowali uciec. Chwila i Chris Paul znowu grał przeciwko Lillardowi. W kolejnym posiadaniu na parkiet wszedł Wesley Matthews, ale Matt Barnes zrobił to samo i Clippers po celnym rzucie Griffina wrócili do remisu 85-85. Do końca meczu gdy Blazers próbowali switchować na rozgrywającym Clippers, Barnes stawiał dobre, wysokie zasłony i The Ballmers szybko wracali do najlepszego dla nich matchupu Lillard-Paul kończąc mecz.

Słabo zagrał Nicolas Batum na 0 celnych rzutów i 4 punktach po rzutach z linii. Wesley Matthews skończył mecz obolały wpadając na Reddicka, Paula i w rząd kamer z 8 punktami z 13 rzutów, C.J McCollum trafił 1 z 5 prób, a Meyers Leonard miał double-double 11/10, stretchując, rzucając z pół dystansu i szokując, że siedem stóp ma taki miękki nadgarstek. Blazers trafili 40% z gry, tylko 6 z 26 rzutów za trzy i ograniczyli stratę punktów w paint. (24 LAC). Po tym jak w pierwszych minutach spotkania nie dawali sobie rady z kontrami i early offense Clippers, z biegiem czasu lepiej kontrolowali transition defense tracąc w kolejnych minutach tylko 8 punktów po szybkich atakach. W drugiej połowie lepiej zbierali na obydwu tablicach, po tym jak w 17 minut DeAndre Jordan miał double-double z 13 punktami, 11 zbiórkami w tym 3 w ataku.

Przed Blazers wyjazdowe ultra back-2-back. 16 stycznia w San Antonio, dzień później w Memphis z Grizzlies. Wciąż bez Robina Lopeza i Joela Freelanda. Do przeczytania.

6 komentarzy:

  1. Batum i jego 2 airball'e z rzędu[!] i po chwili strata piłki w ataku. A to wszystko na przestrzeni może 30 sekund...
    Kolejny solidny występ Meyersa - rywale pozostawiają go zupełnie bez krycia na 6-7 metrze, a on spokojnie ciuła i ciuła te swoje jump-shot'y - oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny mecz. szachy na dużej intensywnosci. moje top3 w tym sezonie i to mimo porazki. znakomicie się to oglądało. ta sekwencja airballi i strat Batuma wyprowadziła mnie totalnie z rownowagi, a mam, wydaje mi się, duża cierpliwosc do niego

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja do Batuma cierpliwości nie mam już dawno (a zwłaszcza do jego rzutu) ale tym mistrzowskim posunięciem - dwa airbole i strata - nawet mnie zaskoczył...Oprócz Batuma najbardziej denerwującym zjawiskiem w drużynie Blazers jest obowiązkowy kozioł Kamana po złapaniu piłki pod koszem - akurat po to, by obrońcy mu ją elegancko wyjęli spod kolan... Na plus, co zastanawiające - Leonard - już nie daje takiej siary w ataku, choć w obronie jaki wiadomo dużo pracy przed nim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy09:12

      Tez już nie mogę oglądać tych strat Kamana :/
      Leonard daje rade (a jestem jego największym "wrogiem" na tym forum). Dobrze Myers!

      Karol PTB

      Usuń
  4. Behemot23:30

    Tak, wygląda na to, że Leonard znalazł swój sposób na miejsce w NBA. Nie wierzę, że to piszę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy00:25

    Nie wyszedł mecz Nickowi(zdecydowanie za wolny),ale nie tylko on miał fatalne airballe
    -mimo wszystko to był świetny mecz.
    Trochę za mało trójek Leonadra ;).
    RIPCITZEN

    OdpowiedzUsuń