22 sty 2015

Szalona porażka w Phoenix

W pojedynku guardów, w pojedynku wszystkiego, Blazers przegrali szalony mecz w Phoenix 113-118 po wielkim comebacku w drugiej połowie, z najlepszym meczem w tym sezonie Nicolasa Batuma i crunch-time, w którym to nie Damian Lillard, a Eric Bledose wyglądał jakby miał swój własny czas. 

Na ponad 2 minuty do końca meczu Blazers po wymuszonym rzucie za trzy z 8 metra Nicolasa Batuma wyszli na 5 punktowe prowadzenie i mieli wszyskto żeby wygrać ten mecz. Mieli najlepsze momenty w obronie w tym meczu, mieli Damian Lillarda, pudłujących Suns i przewagę w głowach, po wyjściu z naprawdę cuchnącego szaletu z -25 punktami kilkanaście minut wcześniej. Jednak najpierw Goran Dragić trafił trójkę z lewego rogu po podaniu podwajanego na przeciwległej stronie któregoś z Morrisów, a następnie Eric Bledsoe, po tym jak Dorell Wright bawił się w swoją własną zabawę pierwszej opcji w zespole, trafił w kontrataku ciężki layup z faulem na jeden punkt przewagi.

Blazers do tego momentu trafili 46% swoich rzutów w meczu pozbawionym obrony, która przychodziła od czasu do czasu podwajając Nicolasa Batuma w pick-and-rollach na skrzydłach albo potrajając Chirsa Kaman w low-post, czy też switchując na trójce guardów Suns. Brakowało Blazers gry w izolacjach i post-up. Nie zagrał LaMarcus Aldridge i Suns nagle stali się zespołem, który mógł grać swój nietuzinkowy smallball przez cały mecz, bo ani Kaman, ani tym bardziej siedem głupiutkich w obronie stóp Meyersa Leonarda nie było w stanie zatrzymać 32 punktów Suns po penetracjach szybkiego tercetu Dragić, Bledose, Thomas. Hornacki częściej kończyli pod obręczą niż podawali na obwód, ale ani outside ani inside Blazers nie mieli obrony przez pełne 48 minut. 

To nie tak, że Aldridge zrobiłby robotę w obronie, ale jego wzrost i sposób gry w ataku wymusiłyby więcej minut chociażby Milesa Plumleego czy gry większych frontcourtem. Blazes poza fatalnym fragmentem meczu na przełomie pierwszej i drugiej kwarty gdy stracili 16 punktów z rzędu, aż tak bardzo nie brakowało Aldridge'a, bo wreszcie swój sezon zaczął Nicolas Batum.

Blazers od początku spotkania oparli swój atak na penetrującym Batumie. Najpierw wszedł pod kosz z prawej storny, później miał rzadko oglądany w tym sezonie backdoor-cut na alley-oop po podaniu Lillarda. Blazers w początkowej fazie meczu starali się szybko przechodzić do ataku grając nawet w 4 kwarcie swoje 7-second-or-less, kończąc akcję po 4 sekundach rzutem Dorella Wright'a. Batum rzucił najlepsze i najefektywniejsze w sezonie 27 punktów z 9 na 15 z gry. Trafił 6 z 8 rzutów za trzy, miał 10 zbiórek, 5 asyst tylko 2 straty - obie w trzeciej kwarcie - i wreszcie wyglądał jak zdrowy. Tak jak trzecia opcja zespołu, tak jak 11 milionów za rok gry. 

Batum grał pick-and-rolle z Kamanem, który jest aktualnie jedynym wysokim zdolnym wykreować sobie rzut w post-up. Kaman zaczął od silnego 5 na 5 z gry w pierwszej kwarcie, a cały mecz skończył z 14 punktami i 6 zbiórkami nie znajdując miejsca na parkiecie przeciwko niskim Suns. 

Dragić, Bledsoe i Thomas rzucili przeciwko Lillardowi, Matthewsowi i tej reszcie guardów z ławki Blazers 76 punktów z każdego miejsca na parkiecie mijając ich obydwu na zasłonach, tak jak reszta ligi robi to ostatnio z Damianem Lillardem. Lillard po dobrym w defensywie grudniu i kilkunastu meczach w MVP mode zdobył dzisiaj 22 punkty na 27% skuteczności siłując rzuty nie tylko w czwartej kwarcie. 

Stotts zaczął mecz Dorellem Wrightem w piątce za kontuzjowanego Aldridge'a. Spędził prawie 35 minut na parkiecie, grając dużą część spotkania z Batumem obok, wymieniając się z nim na pozycjach 3 i 4. Blazers przez cały mecz mieli dobry spacing, ale Wright siłował rzuty i zabijał akcję zatrzymując ruch piłki podobnie jak reszta drużyny, nie radząc sobie z dobrym odcinaniem od podań pozostałych graczy. Miał za to kluczowe zagranie na 9 minut do końca. Trafił rzut za trzy z faulem, zdobył 4 punkty w jednym posiadaniu i Blazers tracili tylko 7 punktów do Suns. 

W crunch-time Terry Stotts nie rozpisała żadnej genialnej akcji, a Nicolas Batum i tak spieprzył swój mecz. Nie trafił rzutu wolnego na 14 sekund do końca na remis po 114, pani z botoksem w ustach odetchnęła, a Eric Bledsoe zebrał piłkę, 4 sekundy uciekał przed faulem i trafił oba rzuty. Blazers mieli 10 sekund na doprowadzenie do dogrywki. Steve Blake wybijał piłkę z lewej strony, pozostała czwórka ustawił się na weak-side. Bledsoe i Tucker nie zgubili odpowiednio Lillarda i Matthewsa na zasłonach Robinsona i Batuma. Blazers nie mieli planu B więc Lillard uciekł na przeciwległą stronę, Blake podał za wysoko przez całą szerokość parkietu i według sędziów, którzy tej akcji nie sprawdzili, Lillard po złapaniu piłki nadepnął na linię. Blazers stracili piłkę, kolejne 4 sekundy faulowali Bledsoe. Ten trafił oba rzuty, Phoenix było szczęśliwe, ja na zimnym południu nie.

Ławka Blazers znowu czuła się jak w 2013 roku i w 48 minut wepchnęła 13 punktów. Steve Blake grał tylko 10 minut na 0 z przodu i 0 z tyłu. Thomas Robinson miał 6 punktów i 7 zbiórek, Meyers Leonard nie był tak stretch jak w ostatnich tygodniach i oddał zaledwie 1 rzut, ale miał 8 zbiórek. Will Barton i C.J McCollum nie liczyli się. Gerald Green miał jeden punkt mniej niż piątka rezerwowych Blazers. Good.

Suns trafili 51% rzutów z gry, 33% trójek, penetrowali na 50 punktów w paint. Nie grali tyłem do kosza, nieznacznie wygrali zbiórki, ale trafiali wszystko, wszędzie, zawsze. Mnóstwo rzutów przez ręce, z obrońcą tuż tuż. Prawie 60% kontestowanych rzutów wpadło do kosza i ostatni raz Blazers wygrali w Phoenix w 2010 roku gdy Marcus Camby grał w kosza.

Blazers grają dzisiaj w Rose Garden z Boston Celtics o 4:00. Blazers wciąż są na drugim miejscu w konferencji zachodniej, ale nikt nie chce grać w pierwszej rundzie z San Antonio Spurs.

4 komentarze:

  1. Nie wiem czy się ze mną Piotrek zgodzisz, ale mecz przegraliśmy przez to, że w crunch time rzucał 2 razy ten co nie powinien - Dorell Wright. Wiem, że Lillard grał na niskiej skuteczności, ale kto może oddać clutch rzut, jak nie on? Na pewno nie Dorell... W końcu wrócił Nic Batum, ufff...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgoda co do tego kto powinien oddawać wszystkie ważne rzutu, ale mogę zrozumieć te decyzj, bo statystycznie Wright rzucał lepiej. Postawa Batuma cieszy i tym bardziej czekam na mecz z Bostonem.

      Usuń
  2. "pani z botoksem w ustach odetchnęła"
    :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy18:51

    Nareszcie Batum jeszcze tylko parę takich meczy i chyba znowu zacznę wierzyć w tego gościa

    OdpowiedzUsuń