23 lut 2015

Debiut Afflalo. Porażka z Memphis Grizzlies

Wielki choke w czwartej kwarcie, w której Blazers trafili zaledwie 4 z 23 rzutów popsuł przyzwoity debiut Arrona Afflalo i fantastyczną końcówkę trzeciej kwarty Steve'a Blake. Blake w ostatnich 90 sekundach trafił trzy rzuty za trzy samodzielnie prowadząc run 12-4, po którym Blazers mieli 13 punktów przewagi, własny parkiet, własną publiczność, niezłą obronę i ruch piłki, który przez pierwsze 36 minut przyczynił się do 21 asyst przy 29 celnych rzutach. To wszystko mogło dać pierwszą wygraną z Grizzlies w tym sezonie, ale jak nie to nie.

W meczu nie zagrał LaMarcus Aldridge, który kontuzjował kciuk w rzucającej ręce podczas meczu z Jazz - to nie ten sam kciuk, przez który miał opuścić dwa miesiące sezonu, także bez strachu. W pierwszej piątce wyszedł Meyers Leonard i ktoś w Memphis nie uwierzył, że Leonard rzuca za trzy. Na pick-and-popach, Grizzlies zostawiali go wysoko na lini za trzy punkty. Do przerwy był najlepszym strzelcem całego meczu z 11 punktami. Oddawał niekonetsowane rzuty za trzy po podaniach Damian Lillarda. W całym meczu Leonard nie mógł poradzić sobie z Marciem Gasolem, ale to nie tak, że był zbędny w obronie. Miał w defensywie twarde posiadania na Gasolu, w których każdy inny center ligi pudłowałby rzuty w post-up. Ale Marc Gasol, to Marc Gasol i na około 30 sekund do końca trafił daggera na plus 4 punkty. Blazers w sytuacji do której sami się zmusili, nie byli w stanie odrobić nawet jednopunktowej straty. 

Leonard w całym spotkaniu zdobył 11 punktów, miał tylko 1 zbiórkę i w drugiej połowie nie istniał w ataku. 

Dlatego Terry Stotts poszedł w small-ball, tak bardzo oczekiwaną niską piątkę ze Stevem Blake'iem, Arronem Afflalo na dwójce i Dorellem Wrightem w parze z Nicolasem Batumem jako wymiennymi stretcht-czwórkami. Blazers w trzeciej kwarcie byli jak team zmierzający po mistrzostwo. Rzucili 39 punktów piątej obronie ligi. Swoją agresywną obroną w paint zatrzymali Grizzlies na 5 celnych rzutach z 12 w pomalowanym. 

Wcześniej, bo w drugiej kwarcie Terry Stotts wygrał pierwszą partię szachów z Davidem Joergerem zaczynając to co po przerwie przyniosło 13 punktów przewagi. Dorell Wright w matchupie przeciwko: najpierw Koscie Koufosowi, a później Jonowi Leourowi penetrował i rzucał z mid-range na 6 punktów. Joerger w końcu wrócił do podstawowych wysokich i to Blazers musieli pod własnym koszem radzić sobie z parowozem Randolph-Gasol. Grizzlies zrobili run 15-0 zapowiadając, to co stanie się w czwartej kwarcie. Blazers odpowiedzieli dunkiem w kontrze bardzo dobrego w tym spoktaniu Batuma i rzutem za trzy Meyersa Leonarda

Damian Lillard w trzeciej kwarcie wygrał matchup z Mike'iem Conleyem. Rzucił wtedy 14 punktów, był hot i kręcił głową gdy Terry Stotts zmieniał go za Steve'a Blake'a. Jednak musi być jakieś ale. W ostatnich 12 minutach Lillard nie trafił rzutu, był -19 w blisko 10 minut nieefektywnej gry i Blazers - nie tylko przez niego - przegrali mecz. 

Nicolas Batum był wypoczęty i agresywny. Trafił 7 z 13 rzutów na 17 punktów, zebrał 10 piłek i miał 5 asyst. Po meczu o ostatnich pięciu minutach powiedział:

Nie trafialiśmy. Nie panikowaliśmy, po prostu robiliśmy to zbyt szybko. 

Tempo w jakim Blazers chcieli wrócić do meczu było zbyt szybkie jak na team, który z up-tempo ma niewiele wspólnego. Właśnie w tych 5 minutach brakowało Blazers Aldridge'a. Nie było planu. Atak był zbyt przewidywalny. Blazers desperacko szukali otwartych rzutów, na które obrona Grizzlies miała odpowiedź sprowadzając zawodników Blazers do gry w izolacjach. Chaos rósł z posiadania na posiadanie, co odbiło się po bronionej stronie. Grizzlies trafili 54% swoich rzutów, wygrali zbiórki - najpierw niszcząc niską piątkę z Portland, a później ustawienie z dwoma wysokimi. 

Przyzwoicie wypadł Arron Afflalo zdobywając 8 punktów z 6 rzutów, grając z ławki. To pierwszy mecz, ale w obronie wyglądał dobrze przeciwko graczom zarówno z piłką jak i bez. W ataku nie miał zbyt dużego pojęcia co robić, gdzie zbiegać, jak ustawiać się względem rozgrywającego, ale to jego pierwszy mecz i logiczne, że poznanie playbooka i filozofii Terry'ego Stottsa potrwa co najmniej kilka spotkań.

Kolejny mecz w środę z San Antonio Spurs. Rose Garden, 4:30

4 komentarze:

  1. Behemot11:50

    Ale seria, Memphis, San Antonio a chwilę potem Oklahoma. Oby była z tego choć jedna wygrana (najlepiej ta ostatnia ;P).

    OdpowiedzUsuń
  2. Mamy teraz cieżki kalendarz a Oklahoma już coraz bliżej. Obyśmy utrzmali 4 miejsce na Zachodzie.Rozkręca się Dallas, którzy mają mocną pakę.Myśle, że w tym roku bedzie ciężej przejść I runde play - off niz rok temu.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja uprę się, że Terry Sttots zawalił ten mecz, bo jeśli prowadzi się 13 pkt w IV i drużyna przeciwna zaczyna odrabiać straty (ale jeszcze ich nie odrobiła), to robisz wszystko, żeby do tego nie doszło, czyli:
    1) bierzesz czasy,żeby ich wybić z uderzenia
    2) rotujesz szybko i często składem, żeby ich czymś zaskoczyć
    3) nie trzymasz się sztywnego podziału na s5 i reszta, tylko trzymasz na parkiecie tych graczy, którzy są on fire

    OdpowiedzUsuń
  4. Wg moich obliczeń ;) wygramy 53 spotkania a Oklahoma 48-49

    OdpowiedzUsuń