28 mar 2015

W środę Jazz, dzisiaj Suns



Blazers (46-25) @ Suns (38-35) 87:81

Portland Trail Blazers wygrali dwa ostatnie mecze w koszykówkę. Środowe zwycięstwo nad Jazz było z gatunku tych must-win. Po serii 5 przegranych klęska w Salt Lake City mogła przynieść niepowetowane straty moralne. Nie bez problemów, ale udało się wygrać. Na wysokości zadania stanęli w decydujących momentach liderzy. Powracający po kontuzji LaMarcus Aldridge zdobył 19 punktów, a Damian Lillard otarł się o triple double 23pkt, 12 as, 8 zb. Nie był to piękny mecz, ale nie o estetykę tu chodziło. Blazers są aktualnie w fazie sklejania rozbitej na drobne kawałki porcelanowej wazy. Mecz Suns był kolejnym etapem tego uciążliwego procesu.

Od tak porozbijanej kontuzjami ekipy możemy wymagać jedynie... zwycięstw, na fajerwerki poczekajmy do playoffs. Co prawda w  Phoenix do drużyny dołączyli już N. Batum i Ch. Kaman, ale to jedyna dobra wiadomość z nimi związana. Francuz rzucił 5 punktów z 6 prób, robił kroki,  niedokładnie podawał, zaliczył w sumie 4 straty i wyglądał dokładnie, tak samo źle, jak w pierwszej połowie sezonu. Od Kamana dostaliśmy kilka jego popisowych akcji, kiedy mając otwartą drogę do kosza, postanawia w klasyczny dla siebie sposób wykonać jeszcze jeden manewr i nie wiadomo dlaczego skorzystać z obwodnicy na Garwolin, po czym pudłuje, bądź daje sobie wytrącić piłkę. Trafił  tylko 2 razy w ciągu 18 minut, obronił się skuteczna grą na tablicach-11zb. w tym 3 ofensywne.
 
Pozostali też jakoś nas nie rozpieszczali. Zobaczyliśmy niemrawego A. Afflalo, który ciągle nie może się wstrzelić. 30% fg, 0/3 zza łuku. Całe szczęście , że nie siłuje się już na oddawanie rzutów z każdej pozycji. No, ale nie po to przychodził do Blazers żeby chwalić go za powściągliwość. Lillard po efektownym występie w Salt Lake pokazał to swoje oblicze, które wzmacnia tych, którzy uważaja go za jednego z najbardziej przecenianych graczy w lidze. 33 minuty i tylko 11 punktów, 2/6 za trzy, fatalna selekcja rzutowa, 3 straty i sami wiecie co jeszcze.
 
Blazers nie wygraliby tego meczu nawet z przyzwoitym Lopezem, dobijającym pudła Lillarda, Afflalo i Batuma. Nie wygraliby nawet gdyby bardzo rzetelny ostatnio Wrigth, trafił więcej niż jedną trójkę. Nie byłoby trzeciego zwycięstwa nad Suns w ostatnich 10 latach gdyby nie pierwsza kwarta i 5 minut ostatniej w wykonaniu Aldridge'a. 12 punktów na dzień dobry i 12 na dobranoc wystarczyło do złamania gospodarzy, nie wyglądających na jakoś szczególnie zdeterminowanych w walce PO.

Na 5 minut przed końcem było 74:74 i Aldridge stał się nieomylny. Pozostałych 9 graczy stanowiło tylko  tło dla L-Train. W sumie 27/9 na 50 % skuteczności. A przecież mogło skończyć się zupełnie inaczej. W drugiej i trzeciej kwarcie, kiedy Blazers uciułali w sumie 31 punktów nie można było liczyć nawet na późniejszego bohatera. LMA nie trafiał wówczas nawet osobistych(1/4). Obrona Blazers nie mogła poradzić sobie z braćmi Morris. To mógł być ten kolejny mecz Portland, w którym nieefektywny backcourt (22% fg!!!) ciągnie zespół w przepaść. Na szczęście, w najbardziej oczekiwanym momencie Aldridge wrócił, wyganiając z US Airways Center resztki kibiców, a z ich głów ostatnie okruchy nadziei na playoffy.

Blazers odnieśli drugie zwycięstwo z rzędu po upokarzającej serii porażek. Do składu wrócili kontuzjowani. Teraz powoli, powoli trzeba to wszystko posklejać i spróbować powalczyć z Clippers o przewagę parkietu.

W tym bardzo trudnym dla PTB czasie, warto zwrócić uwagę na bardzo przyzwoitą grę Dorella Wrighta. W marcu notuje 40% FG i 37% za 3. Naprawdę więcej niż przyzwoicie. Skutecznie łata dziury po Afflalo i Batumie. CJ McCollum tez jakby żwawiej, odważniej, choć jeszcze bardzo nierówno. Ale postęp wyraźny.

Zdrowi Blazers są w stanie powalczyć z każdym. No, ale czy  zdrowie i Blazers to para, na którą możemy liczyć w dłuższej, playoffowej perspektywie? Już dzisiaj kolejny test. Tym razem u siebie, w Oregonie, z nieobliczalnymi Nuggets. Will Barton będzie chciał coś udowodnić Stottsowi;)

 

4 komentarze:

  1. Behemot16:13

    Mam nadzieję, że trener da Lillardowi przynajmniej dwa mecze odpoczynku w tych, które zostały do rozegrania. Nie ma co się tłuc o przewagę parkietu, co i tak się prawdopodobnie nie uda. OKC już nie dogoni, niech Afflalo zgrywa się z zespołem na tyle na ile to możliwe, a przemęczeni (czytaj: Lillard) niech dostaną trochę oddechu. Z takim Lillardem jak w drugiej części sezonu ciężko liczyć na cokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy00:59

    Myślę,ze kluczowe jest teraz...niezłapanie kolejnej (re)kontuzji. Lillard ma chyba przykaz nieszarżowania.Czasem lepiej poświęcić mecz niż wyeliminować się do końca sezonu.Dobrze,że obrona się trochę pozbierała po Wesless.. BATUM ŚPI...;-) RIPCITIZEN

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy11:24

    O co chodzi z tą przewagą parkietu z Clipps.
    Czy PTB jako zwycięzca dywizji nie jest automatycznie rozstawiony na pozycji minimum 4 w konferencji?

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy11:31

    Zwycięzca dywizji ma zapewnione miejsce w najlepszej czwórce, ale nie ma gwarancji przewagi parkietu. W 7-meczowej serii, przewagę parkietu ma zespól z lepszym bilansem. Była taka sytuacja bodajże z Celtics i Hawks para lat temu.

    OdpowiedzUsuń