11 sty 2016

Z Oklahomą na przełamanie




Thunder (26-12) @ Blazers (16-24) 110:115

Po trzech kolejnych porażkach we własnej hali, koszykarze Blazers do meczu, z rywalem z Dywizji, Oklahomą Thunder przystąpili bardziej skoncentrowani. Początek meczu to przede wszystkim próba ograniczenia ofensywnej siły duetu Westbrook/Durant, co w dużej mierze udaje się poprzez twardą obronę i wymuszanie strat. Gorzej jest w ofensywie, gdzie punktuje początkowo tylko Aminu. Trwa jednak wyrównany bój z wyraźnie silniejszym rywalem. Oklahoma widząc gorszą dyspozycję swoich liderów próbuje zbilansować atak. Wejście rezerwowych w obu zespołach pozwala utrzymywać wynik zbliżony do remisu: trafione rzuty za 3 punkty Leonarda (fakt że komiczny: tablica-obręcz-tablica-kosz), Harklessa i Crabbe’a przeplatane są pudłami spod kosza (irytujące fanów Blazers przekleństwo tego sezonu) – po pierwszej kwarcie goście prowadzą tylko jednym punktem.

W drugiej kwarcie aktywni Blazers obejmują dwupunktowe prowadzenie 32:30 – punktuje Crabbe, pod koszem walczą Davis i Leonard. W pojedynku „rezerwowych” już nie widać przewagi gości – co prawda obie drużyny pudłują na potęgę, a pod koszem trwa wojna o zbiórkę, ale o dziwo to Blazers utrzymują prowadzenie. Oklahoma zaczyna nawet się irytować popełniając proste błędy w ofensywie i łapiąc faul techniczny (Lillard oczywiście nie trafia osobistego – pudła po faulach technicznych to kolejna „specjalność zakładu Blazers”). Swoje comeczowe pudło przy wsadzie zalicza Harkless (przynajmniej mamy ten obowiązek z głowy, bo zawsze gorzej jak przydarza mu się to w 4 kwarcie) i na parkiet wracają liderzy obu drużyn. W połowie drugiej kwarty jest 39:37 – i wciąż żywa nadzieja na przerwanie serii porażek na własnym parkiecie.
Całkiem przyzwoity mecz gra w tym okresie Henderson, a po „trójce” Aminu przewaga gospodarzy sięga 5 punktów. I to właśnie Aminu (a nie bliźniacy) jest liderem Blazers i wyraźnie poprawia humor kibicom w Moda Center. Jak ktoś oczekiwał pojedynku Lillard/Westbrook to pierwszą połowę mógł sobie spokojnie odpuścić, bo ci panowie to raczej rywalizowali w ilości strat i niecelnych rzutów. Spod kosza nauczył się trafiać Davis i zdobywając 50 punkt dla gospodarzy zwiększa przewagę Blazers. Zirytowany Durant robi „Harklessa” i nie trafia nawet spod kosza. Do przerwy Blazers prowadzą 52:46, a w czołówce strzelców próżno szukać Lillarda, który nawet w ostatniej akcji tej połowy pudłuje spod kosza. 

Pytanie na przerwę: kto „odpali” w drugiej połowie: Damian, czy liderzy gości?

Początek trzeciej kwarty wskazuje, że może jednak Lillard: po jego dwóch "trójkach" i kontrze (po wymuszonej stracie Westbrook'a) przewaga Blazers sięga 10 punktów: 65:55 i faworyzowani goście mają coraz bardziej zaniepokojone miny. Jakby poczuli, że tym razem Blazers nie oddadzą meczu bez walki rzucają 8 punktów z rzędu i przewaga topnieje do 65:63. Na pięć minut przed końcem trzeciej kwarty po 5 punktach z rzędu Duranta i 3 osobistych Westbrook'a goście wracają na prowadzenie 69:71. Westbrook chwyta wiatr żagle i po jego trójce robi się już 71:76, trener Blazers bierze czas - w kilka minut z +10 do -5. Teraz gospodarze są sfrustrowani: strata Lillarda, niepotrzebny faul Leonarda, strata Leonarda, pudło spod kosza McColluma, kroki Crabbe'a - wszystko w trakcie dwóch minut. Na pocieszenie Oklahoma też się gubi: techniczny Duranta i UWAGA: Lillard trafia osobistego po technicznym. Cień nadziei daje McCollum "trójką" w ostatniej sekundzie. Ale przy stanie 80:85 przed ostatnią odsłoną chyba mało kto wierzy w Moda Center na przełamanie serii porażek.

Czwartą kwartę Blazers zaczynają z nastawieniem na McColluma i twardą obronę z faulami.  Iskierka nadziei nie gaśnie po dwóch wsadach Harklessa (udanych, bo swoje "firmowe" pudło "odhaczył" w pierwszej połowie), przewaga gości topnieje do 3 punktów: 89:92. Niestety - wyraźnie zmotywowani żeby powalczyć - Blazers nie trafiają czterech kolejnych rzutów zza linii (dwukrotnie Lillard, po razie McCollum i Crabbe) i przewaga gości rośnie do 91:98. Bój pod koszem Plumlee to trochę za mało na wyrównaną drużynę Oklahomy.

Co z tego że Durant dwa razy nie trafia, jak po dwóch ofensywnych zbiórkach akcję rzutem za trzy punkty kończy Roberson. W odpowiedzi za trzy Lillard. Ale dla Thunder błyskawicznie Westbrook i na niecałe 3 minuty przed końcem wydaje się bezpieczna przewaga Oklahomy: 98:105.

Dalej wszystko idzie jak po sznurku - teraz jest ten oczekiwany pojedynek liderów: "trójka" Lillarda, "dwójka" Westbrooka, "trójka" Lillarda, faul taktyczny i tylko jeden osobisty Adamsa, "trójka" Crabbe'a i przewaga topnieje do punktu - JEDNEGO punktu: 107:108. Nareszcie na dwie minuty przed końcem kibice w Moda Center nie mogą narzekać na brak emocji.

Minutę później już znamy odpowiedź na pytanie z przerwy: dwie "trójki" Lillarda i jest 113:110. I kto będzie bohaterem w szatni Blazers? Nie, bynajmniej nie tylko Damian (31 pkt). To blok Plumlee (11 pkt, 11 zbiórek) na pół minuty przed końcem meczu otwiera autostradę do pokonania Oklahomy. Jeszcze mądra, długa akcja Lillarda zakończona dwoma osobistymi i na 1,2 sekundy przed końcem jest 115:110.
Dla Blazers - co warto podkreślić.

Miło było zainaugurować pomoc w pisaniu relacji na tym blogu, TYM meczem - dziękuję bardzo.

ptb

25 komentarzy:

  1. Behemot10:35

    Witamy nowego redaktora. Dobra relacja!

    OdpowiedzUsuń
  2. pdxpl11:22

    super Lillard, super relacja!) PTB, witamy "na łamach":)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szacun PTB (mowa o autorze realcji :) )

    No co ja mogę napisać. Przez caly weekend nie dotykalem niczego, aby wczoraj obejrzec z zaskoczenia totalna porazkę z Goldenami.

    Dzisiaj tymczasem czuje sie jakbysmy zdobyli mistrzostwo NBA :) co za mecz

    OdpowiedzUsuń
  4. Dopiero się dowiedziałem dzisiaj ze to Doc Rivers się nie zgodził aby CJ zagrał jak przez pomyłkę trafił na listę nieaktywny

    Clippers....

    OdpowiedzUsuń
  5. clydetheglide11:34

    Wielki Lillard wygrał nam mecz jak nigdy w tym sezonie. Chapeau bas!!!
    Jednak wolałbym (a wy co sądzicie???)żebyśmy przegrali wszystkie pozostałe spotkania do końca sezonu. A to dlatego, żeby wzmocnić pozycje nr 4 i 5 w naszej drużynie, które - nie tylko moim zdaniem - są najgorzej obsadzone w całej NBA.
    PS. ceterum censeo Meyers Leonard musi odejść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy16:29

      za rozsądne pieniądze bym go zostawił. Pytanie jaki to są w jego przypadku te "rozsądne pieniądze" ?

      Usuń
    2. Odpowiadam słowami fana Lakers z e-nba

      mój post miał zupełnie inny wydźwięk. Pewnie że bym chciał mięc jednego z tych gości w Lakers. Ale żeby mieć takiego Simmonsa, trzeba najpierw przegrać odpowiednią ilość spotkań (część z nich zapewne celowo w końcówce RS), a potem modlić się do losu, aby rzut monetą o którym wspomniał Jendras wypadł na naszą stronę, a potem liczyć jeszcze, że go nie zwiną Sixers czy inna ekipa, która może przecież mieć 1-2 seed (przykładowo).

       

      Za dużo jest zmiennych, za duże ryzyko tego wszystkiego, żeby decydować się na świadome tankowanie, wystawiać psychę młodych na próbę i co najgorsze wyrabiać u nich  nawyk loserów. Z punktu widzenia entuzjasty tankowania po pick wygląda to tak: olejmy każdy mecz, jak młodzi będą za dobrze grać, sadzajmy ich na ławkę, mieszajmy w rotacji tak żeby każdy co lepszy był wku*iony i ogólnie wprowadźmy klimat Philadelphii. A koniec końców, jeden dzień, jedna minuta czy sekunda zdecydują, że mamy TOP 4 pick który zagraniają nam Sixers. Bosko, co?

       

      Wolę jednak oglądać takich Lakers jak z Pelicans. Nabuzowanych, z energią, starających się, team spirit, z rozwijającą się młodzieżą

      Usuń
  6. Anonimowy13:18

    Philadelfia chce się pozbyć kogoś ze swojej wielkiej 3.Wow jakby któryś z nich trafił do ripcity wow!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy15:38

      Skąd wiadomo, że chcą?

      Usuń
    2. Anonimowy16:13

      w ogóle na rynku wysokich robi sie ciekawie. Czytałem ze Nets beda gotowi handlować Lopezem, Philly ma nadwyżkę to wiadomo, Hassan w Heat jest niepewny tz gdzieś natknąłem sie na info ze może nie podpisać z Heat i ci będą go chcieli przed końcem przehandlować za cokolwiek i przy okazji dołączając L.Denga. Nawet Howard jest niezadowolony w Houston, chodź jego za darmo bym nie chciał ;)

      Usuń
  7. Nigdy nie będę za przegrywaniem a już na pewno nie po to aby dostać 5 lub 6 pick z draftu. Możemy kogoś zatrudnić za cash zostawiając gen wygranych

    Dla mnie sixers z tego gówna nie wyjdą przez 10 lat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Behemot17:08

      Zależy na czym komu zależy. Jeśli satysfakcjonuje Cię 2 runda play off to jasne, wygrywajmy wszystko co się da. Jeśli nie, to szanse, że w Portland zbudujesz contendera inaczej niż przez draft są iluzoryczne. Ja wolę iść po jackpot a to możliwe tylko trafiając w drafcie (niekoniecznie mitycznego Simmonsa, może być ktoś taki jak Draymond Green ;P). Trudno w historii znaleźć ekipę z małego rynku, która zbudowała mistrza nie opierając się głównie na drafcie.
      Rozsądne tankowanie z genem wygranych wg mnie wcale nie musi się kłócić, skład na ten rok zresztą zbudowany tak żeby za wiele nie wygrać, choć chłopaki narobili już trochę zarządowi psikusów ;P

      Usuń
    2. Anonimowy19:57

      Contendera nigdy nie zbudujemy, chyba ze przypadkiem trafi nam sie z draftu M. Jordan a zaden GM tego niespier...
      Jestesmy druzyna z charakterem, ale z malego peryferyjnego miasta. Nie wielu All starow chce tu grac (tak blizej 0%).

      Co do philly, nie za bardzo interesuje sie ta druzyna. Ale ktos wyzej wspomnial, ze maja trzech super zawodnikow na handel. Jak maja takich 3 super zawodnikow (czyli wiecej niz my, bo mamy 1,5 super zawodnika) i graja piach...to sa lajzy w takim razie, a nie super zawodnicy. Nawet bym kijem nie tykal, tak samo jak naszego Blondaska M.L.

      Chcialbym Hassana z Miami. Pokazal, ze jest super zawodnikiem w meczu z Por. Mielibysmy w koncu sile pod koszem, zamiast Country-Man.

      Karol PTB

      I MOWIE NIE! TANKOWANIU. My jestesmy taka druzyna, zawsze nie doceniana, zawsze spychana na boczny tor. Wygrywamy co mozemy, niezaleznie czy skonczymy na 8 czy 13 miejscu.

      Usuń
    3. clydetheglide23:43

      6 pick draftu to Damian Lillard, więc nie bluźnij

      Usuń
    4. Anonimowy07:32

      I Brandon Roy

      Usuń
    5. Nie wiem do czego ta wyliczanka- a jedynka jest Anthony Bennet, ktorego moglismy miec za czapke gruszek zamiast tankowac okragly rok

      Thomasa Robinsona (5 pick) takze sobie wzielismy bez najmniejszego problemu

      To sa dwie idee- dla mnie liczy sie walka i wygrywanie niezaleznie od skladu, dla innych przegrywanie aby wybrac losowowo dobrego lub mocno przecietnego gracza

      Miejsce na final jest jedno, jak sobie patrze na Dallas z roku kiedy zdobyli mistrza to wcale tam nie widze takiej paki tylko walke i rok konia

      Usuń
  8. pdxpl20:10

    widzę, że dyskusja, pt. draft czy playoffy rozgorzała więc zapraszam do wzięcia udziału w sondzie https://twitter.com/BlazersPL/status/687350236507930624

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Behemot12:19

      Myślę, że przeceniasz popularność twittera w Polsce. Zagłosuj za mnie na draft proszę ;)

      Usuń
  9. pytanie do ekspertów: czy Utah jest tak słabe, czy też tankuje?

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejna według mnie powtarzana do znudzenia bzdura to Big Markets. Cleveland to jest Big markets? gdzie polowa domow stoi pustych i straszy a 1/2 linii podmiejskich wjezdza do getta, gdzie nie tak latwo nie dostac wpierdol?

    A moze Oklahoma, gdzie kukurydza rosnie kolo jedynego wiezowca w downtown. Byc moze bigmarkets to Indiana, gdzie zwiedzanie miasta trwa 10 minut albo Detroit gdzie hale musieli przeniesc godzine od centrum miasta

    Pieniadze w kazdym miescie pachna podobnie a nawet taka srednio inteligentna gwiazda powinna docenic same miasto i komfort zycia w nim zamiast lekko smierdzacego NY czy nudnego jak flaki z olejem LA. Dodatkowo niewiele jest takich publik jak w Rose Garden wiec jak ktos woli grac sobie w zajebistym Brooklinie czy Chicago to niech gra- gwiazd jednak jest troche wiecej niz 2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Behemot12:20

      Cleveland mają Lebrona bo się tam urodził, zresztą wybrali go w drafcie, Oklahoma też się buduje przez draft, więc dokąd zmierzasz?

      Usuń
    2. Zmierzam do tego, ze Cleveland ma Lebrona, Houston powiedzmy Hardena a Oklahoma Duranta

      A my mamy Lillarda i juz nam sie fartnelo. Tyle. Starczy. Teraz trzeba oszlifowac to co jest przez wygrywanie a nie nakaz przegrywania.

      Za rok zrobic kilka zmian ale w ramach wolnego salary i walczymy. Jak patrze na to jak nisko (chociaz jest ulubiencem) upadl Kaman a gdzie jest np Crabbe to uwazam ze gen druzyny buduje sie przez wygrane

      Za rok, dwa moze sie okazac po play-0ff ze Harkless byl takim Greenem mamy obwod wzmocniony najlepszym six-manem Crabbem i po wykupieniu kogos na centra paka jest taka ze nam 9/10 ligi zazdrosci

      Czas na przegrywanie i tankowanie to byl jak dostawalismy 50 punktami od NY i zwalnialismy Nata. Wtedy z tej druzyny Feltonowskiej nic dalo sie ulepic

      Usuń
  11. Anonimowy11:39

    nie wiem czy to big market czy nie ale jakoś przez ostatnie lata ciężko nam skusić do gry z dużego kalibru FA. Nawet ten nędzny Monroe wybrał ostatnio Bucks.. także ja nie liczę na nic z FA.
    Metoda na zbudowanie drużyny u nas jest mądry draft.
    Przykład GSW i jego wybory miedzy 2009-2012

    7 - curry
    11 - Klay
    7 - Barnes
    35 - Green

    Ktoś tam po prostu umie wybierać. Na szczęście nasz NO tez nie źle to robi ;)
    Ciekawa sprawa ze nawet top3 nie był im do niczego potrzebny dlatego sam nie wiem czy my tego tankowania trochę nie przeceniamy.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak bezczelnie Warriors tankowali po Barnesa :-)

      Usuń
  12. jak dla mnie to powinni zmienić przepisy
    bo jeżeli bardziej się opłaca przegrywać niż wygrywać, to wcześniej niż później obniży to atrakcyjność ligi

    OdpowiedzUsuń