30 kwi 2016

Witamy w drugiej rundzie


Clippers @ Blazers 103-106

Witajcie w drugiej rundzie! PTB pokonali Clippers w must-win meczu, choć nie przyszło im to wcale tak łatwo, jak można by się spodziewać. A można było po łatwej wygranej w LA, zapowiedziach sztabu medycznego LAC oraz nastrojach wśród kibiców i fachowców. Wręcz przeciwnie, mecz wyrwany, wyszarpany w samej końcówce ze stawiającymi zacięty opór gośćmi prowadzonymi przez Doca Riversa. Pod nieobecność Paula i Griffina pałeczkę przejęli Jamal Crawford i grający z rozbitym łukiem brwiowym A. Rivers. Ta ekipa, którą wszyscy skazywali na pożarcie, pożreć się nie dała. Obejrzeliśmy więc horror z sukcesem w tle. Taka rzeczywistość RipCity.


Pierwsza kwarta to gra Damian Lillard kontra LAC. Damian w końcu wystartował tak, jak stajnia jego bolidu na to liczyła - zostawił z tyłu konkurencję. 14 z 24 pkt całej drużyny mówi wszystko, choć niezbyt pochlebnie o reszcie graczy świadczy. Damian trafiał step-back trójki, penetracje po zasłonach oraz pull-upy z mid-range. Wspierał go MIP, a hustle-play popisał się Henderson, dobijając w tłoku dwie piłki na tablicy rywala. Z drugiej strony punktował Crawford, a Austin Rivers w walce o zbiórkę z Aminu rozciął sobie łuk brwiowy, przez co musiał wizytowac się w szatni celem założenia kilku szwów. Walczak, więc wrócił.

Druga kwarta pod nieobecność Damiana to większy chaos na rozegraniu oraz wyrównany wynik do końca połowy. Dobrze w ataku grali Green i Crawford. Potem wrócił Lillard ale nie było runu. Punktował Crabbe, zbierał Plumlee, walczył Davis. Rivers z jednym okiem wyłączył na łuku Lillarda. Od czasu do czasu zapunktowali McCollum i Plumlee. Wciąż brakuje mi akcji pick&roll kończonych roll i wsadem bądź choćby lay-upem centra. Może skrzydłowi jeszcze mocniej powinni rozciągać obronę przeciwnika?

Druga połowa rozpoczęła się festiwalem trójek Aminu, Lillarda i Harklessa, co pozwoliło zbudować niewielką 5-punktową przewagę. Zniwelowali ją jednak zaraz Rivers i Crawford.  Zniknął gdzieś Lillard kryty przez jednookiego obrońcę. Na początku czwartej kwarty zameldował się Christian James i pociągnął wynik. Jednak Clippers się nie poddawali i cały czas mecz był bardzo wyrównany. Gdzieś w połowie kwarty lepsza obrona Blazers i celne rzuty Crabbe'a i Aminu pozwoliły wyjść gospodarzom na 6 pkt przewagę i odetchnęliśmy, myśląc, że to ten moment. Przewaga dzięki celnym rzutom z dystansu McColluma utrzymywała się do samego końca. Wtedy jednak Crawford i Reddick zabrali się za odrabianie strat, co poszło im dosyć łatwo i oto na pół minuty przed końcem na tablicy znowu pojawił się remis. Uff.... gorąco. Stotts bierze czas. Po przerwie McCollum nie trafia, ale zbiera Plumlee i faulowany trafia oba wolne. Clippers nie mają czasu, piłkę w rękach trzyma Crawford ale nie trafia na remis. Zbiera za to Plumlee i dzięki jego zbiórkom wygrywamy mecz, serię z LAC i cały sezon. Bo jesteśmy w drugiej rundzie, czyli dalej, niż rok temu z Aldridgem, Matthewsem, Batumem i Lopezem.

Dlaczego? Po pierwsze dzięki ambicji, rozwojowi i bezkompromisowości nowych młodych graczy. Po drugie dzięki fantastycznej pracy sztabu trenerskiego, który to wszystko poukładał. Po trzecie dzięki kontuzjom rywali, które rozbiły im zespół. Po czwarte, co chyba okazało się kluczowe, dzięki braku kontuzji w naszym zespole (nie liczę Meyersa Leonarda jako wartościowego składnika drużyny, wręcz przeciwnie, uważam, że jego obecność ją osłabia).

Teraz Golden State i cieszmy się tą serią, niezależnie jak ona się zakończy :). Będzie to sprzyjać rozwojowi graczy, zaowocuje doświadczeniem, wypromuje Lillarda jako niekwestionowanego All-Star i spopularyzuje PTB poprzez Canal +. Go Blazers!
 












10 komentarzy:

  1. Nie byliśmy do tej pory zbyt odporni w close-game'ach. W tym meczu młodzież naprawę wytrzymała niebywałą presję.Kto trochę rzuca do kosza,wie o czym mówię...;-)Bardzo,ale to bardzo podoba mi się Harkless.Myślę,że będą z niego ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Behemot16:03

    Już mi się trochę nie chce wałkować tego tematu, ale jeszcze raz dam się namówić. Bo brak Leonarda był aż nadto widoczny w tej serii, zwłaszcza w G1 i G2, Clyde.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy16:08

    Co tu gdybać. To ,że to będzie czarny koń zachodu to się mi sprawdziło ,że na pierwszej rundzie to się nie skończy i typowałem wynik 4:2 to też się sprawdziło. WoW .Teraz czas na drugą rundę i GSW .Hmm a niech będzie 4:3 :) Go Blazers. Greg

    OdpowiedzUsuń
  4. Behemot16:15

    Z Warriors bez Curry'ego to jest dużo lepszy match up niż z Clippers z Paulem. Wg mnie powalczą. A Curry jak wróci to też może mieć 1-2 mecze takie sobie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy19:46

    Gratulacje - chłopaki wykonali 150% normy:) juz nic nie musza. Ciekawe lato przed nami.
    MFA

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy19:49

    Panowie jestem werry happy ze jestesmy w 2-ej rundzie,ale zejdzmy na ziemie.Z GSW to raczej nie wygramy tej serii.Obstawiam max 2 mecze dla nas,obojetnie czy bedzie Stefan czy nie.

    LaMarcus

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wierzyłem w wejście do play - off, nie wierzyłem że przejdziemy LA Floopers...teraz mierzymy się z maszynką do mielenia kolejnych przeciwników. GSW to jeden z najlepszych teamów w historii NBA.Na szczęście to jest sport i wszystko sie może zdarzyć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sam się dziwię, że to piszę ale nam faktycznie Golden State bez Kury całkiem dobrze leży? Lepiej niż zdrowi Clippersi. Liczę na Lillard Show niespodziankę już w pierwszym meczu.

    OdpowiedzUsuń
  9. S. Livingston gra świetnie w tych play off..może poczują się zbyt pewnie przed pojedynkiem z Blazers to chyba jedyna nadzieja. Nie wiem gdzie szukać słabszego punktu GSW i naszej ewentualnej przewagi

    OdpowiedzUsuń
  10. Sosna198210:52

    Wg mnie tu nie jest najwazniejsze pokonanie GSW a zebranie jak najwiekszej nauki w starciu z nimi. Mam takie wrazenie, ze nasz team jest budowany na podobienstwo GSW. Nawet Plumlee w serii z LAC gral jak Green (tylko bez trojek). Uczmy sie od nich nie patrzac na wynik, wzmocnijmy jeszcze w lecie i bedzie pieknie.

    OdpowiedzUsuń