24 lis 2016

Kawaleria miłości

Mecze Blazers w Cleveland to zawsze jakieś anomalie, taka koszykarska odmiana pucharowych zmagań Legii z Borussią Dortmund. Może to efekt urody tego miasta (więcej TUTAJ) porównywalnego nawet do najpiękniejszego, jak wiadomo, w całym USA - Portland. Dowodem niech będzie szalony mecz z dwoma dogrywkami z 2012 roku, czy też ubiegłoroczny, w którym Blazers roztrwonili solidną przewagę w kilka minut.


Kevin Love

"Miłość" rzucał do tej pory niewiele ponad 20 punktów na mecz. Nie wiadomo co zjadł tym razem na śniadanie, albo może z kim się założył, ale w I pierwszej kwarcie dostał jakiegoś amoku. Trafiał wszystko, z każdej pozycji, głównie znacznie oddalonej od kosza. Nawet nie można mieć większej pretensji do obrony, bo przypuszczalnie gdyby Donald Trump wybudował wokół niego obiecany mur z granicy meksykańskiej, to i tak piłka wpadałaby do kosza po rzutach "Kevina sam w domu Loans Arena". Jego 34 punktów to najlepszy wynik w rozgrywkach NBA w I kwarcie i tylko 3 punktów zabrakło mu do jednokwartowego rekordu Klaya Thompsona.

Krytykowani

Gdy po zakończeniu kwarty Love udał się do tunelu, Blazers odżyli jak nastolatek po wyjeździe rodziców na urlop. Na początku II kwarty deficyt zmalał do 9 punktów i miejscowa publiczność zaczęła się obawiać, czy rekordowy wyczyn Kevina nie zda się na marne. Duża w tym zasługa coraz lepiej spisujących się najbardziej od początku krytykowanych graczy z Portland. Evan Turner wyczarował 17 punktów z 13 rzutów, a i tak w pamięci pozostaną zapewne jego mniej udane zagrania. Mason Plumlee na 10 rzutów nie trafił tylko jednego, za to prostego jak wrzucenie ogryzka do kosza na śmieci. Ale jego bilans 19 punktów na papierze wygląda jak bajka o Królewnie Śnieżce. Meyers Leonard trafił wszystko za trzy ... co tam że tylko raz próbował. I tak z tego meczu zostanie wyłowiona jego akcja z wyprowadzeniem piłki spod własnego kosza poprzez podawanie do samego siebie. Meyers doskonale rozumie, że NBA to przede wszystkim "fun", a nie jakieś smętne statystyki, klasyfikacje, czy wyniki.

81 punktów do szatni

Ale gospodarze nie musieli przejmować się serią przełamań w teamie Stottsa, jak zaaplikowali ponad 80 punktów do przerwy. W II kwarcie co prawda zepsuł się Love, ale godnie zastąpił go Frye. Swoje dorzucali systematycznie LBJ i Irving, więc nadzieja na równorzędną walkę gasła z minuty na minutę. Żeby lista atrakcji była pełna jeszcze Thompson z Harklessem zafundowali widzom solidną sprzeczkę i można było iść załapać oddech (albo, jak w Polsce w środku nocy, udać się spać).

Damian Lillard

Ale lider Blazers nie poddawał się. Dużo bardziej subtelnie wyrównał zdobycz punktową miłosnego bohatera Cleveland. Do 40 punktów dodał 11 asyst i 7 zbiórek. Pewnie bardziej by taka linijka cieszyła w meczu dającym jakiekolwiek nadzieje na końcowy sukces. Ale i tak warto oddać Lillardowi, co lillardowe.


"Oczko" trójek

Kawalerzyści pobili sobie przy okazji klubowy rekord rzutów zza linii, trafiając (celnie rzecz jasna) dwadzieścia jeden razy. Do początkowych wyczynów miłosnych dołożyli się Irving, Smith, LBJ, Frye i Shumpert.
Ale cóż to w porównaniu do wyczynu "orłów" ze stanu Oregon wśród których 100% skuteczność za trzy miało aż trzech zawodników: Leonard, Connaughton i Quaterman. Nie trafiał tylko Layman. Ciekawe jak długo trzeba będzie czekać na pierwsze propozycje: "Quaterman do pierwszej piątki".
Warto również odnotować, że koncentracja mistrzów NBA na rzutach z dystansu zaowocowała pierwszym w sezonie lepszym bilansem Blazers w rzutach ze strefy podkoszowej.

14 punktów rezerw

Dopiero na niecałe 4 minuty trenerzy zdecydowali się na głębokie rezerwy. Blazersowskie spisały się nadzwyczaj udane (wspomniana skuteczność dystansowa) dzięki czemu udało się rzucić Mistrzom NBA na ich parkiecie 125 punktów i zredukować porażkę do 12 punktów. Po meczu, który ponownie z wielu względów zapiszę się w historii potyczek z Cleveland.

Ujemny bilans

Zapewne dzisiaj wielu zrewidowałoby swoje nadmiernie optymistyczne prognozy, ale wracamy do domu i szybko wyjdziemy na plus.

10 komentarzy:

  1. Te wyniki akurat udało się łatwo przewidzieć: http://blazerspl.blogspot.com/2016/11/lekcja.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
  2. pdxpl09:45

    mecze z NY i CLE byly lepsze niz wskazywalyby na to wyniki, cos drgnelo. nikt nie moze powiedziec,ze gracze sie nie starają. problem w tym , ze checi tu nie wystaraczją, potrzebne są jeszcze umiejetnosci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sosna198217:57

      Portland dzis w Cleveland jak Legia we wtorek w Dortmundzie. Niby nie bylo zle ale wpierdol byl!

      Usuń
  3. Behemot10:57

    Dzieci we mgle w obronie, czasami aż trudno uwierzyć jakie proste błędy popełniają (np. w pomocy).

    OdpowiedzUsuń
  4. To będzie nasz breaking game.wstajemy z kolan i dajemy czadu.piękny mecz Lillarda,jestem pod wrażeniem jego przywódcwa.

    OdpowiedzUsuń
  5. pdxpl19:06

    halo, halo -taki deal: Crabbe za Robersona z OKC, bierzecie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy09:57

      Ja biore, i zgadnij kogo jeszcze dorzucam gratis blagajac na kolanach...?

      Karol PTB

      Usuń
  6. My to mamy najwięcej do decydowania ...

    OdpowiedzUsuń
  7. Skąd to wziąłeś? 2 mln kontra 17 mln rocznie. OKC nie pójdzie na to

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pdxpl14:48

      to nic takiego, ot niezobowiązująca dyskusja z jednym z polskich fanów OKC, który zapytał czy Blazers mogliby pojsc na cos takiego, a ja przekazalem to pytanie Wam;)

      Usuń