W grudniu koszykówka
Portland Trail Blazers wyglądała jeszcze gorzej niż w pierwszych
dwóch miesiącach rozgrywek. Tylko 5 wygranych, na ogół z nie
najsilniejszymi rywalami. Portland nadal przesadza z gościnnością
w Rose Garden, gdzie drużyna przegrywa seriami. Przykre porażki z
Pelicans, Timberwolves, Nuggets, czyli bezpośrednimi konkurentami do
walki o playoffs. W starciach z potęgami w stylu Warriors, Rockets
czy rezerwami Spurs Blazers, co najwyżej otarli się o sukces.
Jakby smutków było mało, pod koniec miesiąca dotarła wieść o odejściu Belli. W tym wszystkim katastrofa komunikacyjno-budowlana,
która dotknęła posiadłość Evana Turnera wyglądała zaledwie
na przykry incydent.
Wkraczając w nowy rok,
antydepresantów szukamy w postawie Shabazza Napiera, który bardzo
udanie zastąpił kontuzjowanego Lillarda, przebłyskach dawno
niewidzianej formy Moe Harklessa i zaskakująco obiecującym pomyśle
Terry'ego Stottsa z używaniem w tym samym czasie i miejscu pary
Davis-Collins. I kiedy zespół zaczął zbierać pierwsze owoce
tych zmian- zwycięstwo z silnymi 76ers, w ostatnim meczu roku
przyszedł kompromitujący występ w Georgii. Można się pocieszać,
że rok temu o tej porze mieliśmy o jedną wygraną mniej. Jakie
wyniki, takie pocieszania.
W
liczbach
krytyka
zewnętrzna
W tym miesiącu zapraszam na rozmowę z Mateuszem Babiarzem kibicem NBA, fanem San Antonio Spurs. Jeśli jesteście obecni na tt, a z jakiś powodów nie śledzicie Mateusza, zróbcie to jak najszybciej
Grzegorz Parzych: W
grudniu wrzuciłeś na tt następujący komentarz: "Ale ci
TrailBlazers są beznadziejnie miałcy". Mógłbyś wyjaśnić
co miałeś konkretnie na myśli?
Mateusz
Babiarz: NBA
oglądam zwykle pod paroma kątami. Najpierw mam względy czysto
estetyczne - czy gra danego zespołu mi się podoba. W końcu to
rozrywka, więc nie ma sensu tracić dwóch godzin z dnia na coś po
czym bolą oczy. Po drugie interesuje mnie aspekt menedżerski - tego
w jaki sposób drużyny są budowane zarówno w perspektywie krótko
jak i długoterminowej. Najkrócej - każdy GM chce osiągnąć
sytuację, w której jego zespół może wygrywać teraz, ale być
też konkurencyjnym w przyszłości przy tym nie paląc pieniędzmi
właściciela w piecu. No i na końcu mam aspekt fantasy NBA na równi
z tym, gdzie jest sufit danego zespołu.
Przechodząc
do TrailBlazers. Ich gra jest bardzo przewidywalna. Nie widzę
postępu w realizowaniu zagrywek, ani nowych rozwiązań. W zasadzie
w każdym momencie ja, jako laik wiem co się będzie działo.
Dlatego mądre drużyny wychodzą przeciw PTB z prostymi założeniami
taktycznymi - przechodzimy nad zasłonami u Lillarda, pod u McColluma
i nie faulujemy Nurkicia + gdy jest możliwość to możemy ich
podwajać by pokonać nas próbowali pozostali. I co? I... wystarczy.
Dobrym tego przykładem był mecz z pół-rezerwowymi Spurs.
Dodatkowo rotacje Stottsa nie pozwalają graczom spoza Big Three
złapać jakiegokolwiek rytmu - więc poza ich heroizmami pozostaje
liczyć na przypadkowe eksplozje jak 23 punkty Napiera z Sixers, 22
punkty Harklessa z Lakers, czy Aminu który raz na kwartał
przypomina sobie jak się trafia czyste trójki.
Nie
podoba mi się też ich sposób budowania drużyny. Co prawda
Crabbe'a już zrzucili, ale wciąż mamy np. 3 x 17 mln $ Turnera, 3
x 10 mln $ Harklessa czy 3 x 10 mln $ Leonarda, a to wszystko w
kontekście wygasającej umowy Nurkicia. Wśród graczy, których by
można wymienić połowa nie ma wartości bo gra zbyt słabo (zbyt
krótko, zbyt sporadycznie, zbyt nerwowo...), a druga ma
niewymienialne umowy.
To
wszystko sprowadza się do tego, że PTB zostali drużyną środka
tabeli (4-6 gdy są zdrowi, 6-8 gdy pojawiają się kontuzje) - za
dobrą by tankować, za słabą by regularnie wygrywać. Są takimi
76ers w wersji 2.0 (Sixers sprzed "The Process", gdy grali
dla nich Iguodala, Holiday, Turner, Brand i Young) - niby fajni, niby
wygrywali mecze w RS, ale w PO zawsze brakowało. Potrzeba było dużo
odwagi w Philly by to rozwalić i gwarancji na to, że zaczną
wygrywać więcej spotkań niż wówczas wciąż nie ma. Ale są
teraz "jacyś", a to bycie "jakimś" ma dużą
wartość dla kibiców. Daje tożsamość.
Wytłumacz
mi jedno - dlaczego Stotts gra ostatnio Turnerem w pierwszej piątce,
gdy to jest gracz, który wartość pokazuje dopiero z piłką w
rękach (a tej przy Lillardzie i CJ-u obok zbyt długo mieć nie
będzie)? I jednocześnie drugie pytanie - czy Terry porzucił już
na dobre pomysł grania bardziej tradycyjnym silnym skrzydłowym obok
Nurkicia?
GP:
Obie
poruszone przez Ciebie kwestie łączy nieustanne poszukiwanie przez
Stottsa optymalnego zestawienia. Wielość line-upów, które
zastosował w tym sezonie trener Blazers nie jest tylko pochodną
kontuzji( Nurkić, Aminu, Lillard), ale przede wszystkim słabą
formą większości graczy. Turner gra w s5, bo bardzo rozczarowuje
Harkless. Próbowany jako small forward Layman nie stanowi
alternatywy. Nieregularny strzelecko Aminu tez słabo pasuje do tej
pozycji. Wypadałoby , aby silny skrzydłowy też groził rzutem z
dystansu. Tymczasem ani Vonleh, ani rookie Swanigan nie są w tym
specjalistami. Meyers Leonard? najwięksi zwolennicy jego talentu
stracili nadzieje. Ostatecznie Stotts miota się miedzy niskimi
ustawieniami z trójka Lillard-CJ- Napier, a ostatnimi -efektywnymi
próbami- grania duetem Collins-Davis. Ale brakuje w tym wszystkim
cierpliwości, regularności. Gra wygląda w wielu miejscach dość
nieporadnie, a przecież z niewielkimi zmianami jest to zespól
ludzi, grający ze sobą 3 rok. W konsekwencji zamiast
oczekiwanego postępu mamy co najwyżej stagnację.
Właśnie,
jak wyjść z przeciętności, o której wspominasz, unikając
ordynarnego tankowania?
MB:
Gdyby
to było takie proste, to pewnie nie pisałbym tego z mieszkania we
Wrocławiu, tylko z apartamentowca w Portland :)
Pewnie
standardową odpowiedzią na takie pytanie byłoby odpalenie Trade
Machine i wymyślenie dlaczego któraś drużyna chciałaby uwierzyć
w potencjał graczy, w których w Oregonie nie wierzą.
Ale
ja jestem zwolennikiem innego podejścia - internal development. Moim
zdaniem talent w tym zespole jest, ale brakuje konsekwencji w jego
prowadzeniu. Patrząc z boku wygląda to trochę tak, jakby nad
Stottsem wisiał topór z napisem "win now" i stąd
szamotanina w rotacji. A umówmy się, w tym sezonie (i w następnym
pewnie też) nie mają szans na tytuł, bo jest przynajmniej kilka
zespołów, które są zdecydowanie dalej na krzywej wzrostu. Wobec
tego chciałbym, by np. postawiono na Leonarda / Swanigana na pozycji
silnego skrzydłowego, albo do powrotu do gry z Aminu na czwórce i
Harklessem na trójce (widać, że zapadka w głowie mu w końcu
zaskoczyła w dwóch ostatnich meczach - teraz potrzebuje tylko
konsekwentnych minut). Tylko, żeby nie odbyło się to na zasadzie
3-4 mecze + zmiana po pierwszym błędzie. Niech dostaną jasny
przekaz - wierzymy w was, teraz czas na pokazanie czy chcecie być
częścią tej drużyny. Dodatkowo stabilizacji potrzebuje ławka i
wzorem dla Terry'ego powinno być to co w Toronto robi Casey - tam
piątka zmienników, która wcale nie ma więcej talentu na papierze
powoduje panikę wśród rywali. Dlaczego tak nie miałoby być z
zestawieniem Napier - Connaughton - Turner (point forward) - Davis -
Collins. Czy rzeczywiście jest taka dysproporcja między nimi a
piątką VanVleet - Wright - Powell - Siakam - Poeltl? No właśnie.
Jeśli
TrailBlazers skończą przez to ten sezon z bilansem w okolicach 50%
to co z tego? Teraz się szamoczą i mają 18-16, żaden gracz poza
Big Three nie czuje się pewnie i żaden nie ma wartości w
wymianach. A wystarczy, że z 12 graczy w składzie zaskoczy połowa
i razem z Lillardem, McCollumem i Nurkiciem mamy trzon do budowania.
A jak np. w lutym będzie wiadomo, że już nic z tego to odpalajmy
np. Davisa (spadające 6.3 mln $), albo Aminu (najlepszy stosunek
jakość / cena wśród droższych zawodników), no chyba że lont
jest odpalony to wtedy na bloku znajdzie się McCollum, albo...
Stotts.
Odbiję
trochę piłkę - bo od początku zakładam, że Lillard - McCollum i
Nurkic to jest trzon PTB. Z tym, że... jeśli patrzymy na PER w tym
sezonie (jasne, znamy wady i zalety tej metryki, ale co istotne ona
mocno foruje podkoszowych) to wygląda to tak: Lillard - 22.8,
Leonard (!) 19.4, Napier (!!) 18.9 i dopiero McCollum (16.7) i
przede wszystkim Nurkic (15.1, przy czym 15.0 ma Davis). I tutaj
pytanie - czy Trail Blazers powinni po sezonie dać maksymalny
kontrakt Jusufowi?
GP:
Nie,
bo to wydawanie pieniędzy na niepewny towar. O ile w przypadku
Lillarda czy CJ-a wiedzieliśmy mniej więcej za co płacimy, tak w
przypadku Bośniaka, to ciągle wielka niewiadoma. Już wydajemy
wielką kasę za podjaranie się jednym dobrym sezonem Harklessa i
przebłyskiem formy Leonarda. Nurkic gra aktualnie na kontrakt
w granicach 12-15mln. Zresztą wraz ze zmniejszająca się rolą
centrów w NBA, płacenie im maksa nie jest zbyt roztropne. Jak
patrzę na popisy Mahinmiego czy Biyombo, to moja powściągliwość
jeszcze wzrasta. Ilu środkowym w tej lidze można by zaoferować
maksymalna ofertę? Dwóm może trzem, to wszystko. Poza tym z
ciekawością i nadzieją obserwuję postępy Zacha Collinsa. Chłopak
wydaje się bardziej uniwersalnym graczem niż Nurkić.
Na
chwilę zatrzymałbym się przy wątku McColluma. Istnieje
mocna, trudna do obalenia, teoria, o jego dublowaniu się z
Lillardem. Należysz do jej zwolenników, a co za tym idzie
sugerowałbyś wymianę CJ-a, czy raczej zgadzasz się ze szkołą,
mówiącą o nie rozbijaniu tego jedynego pewnego atutu w grze
zespołu?
MB:
Nie
rozbijałbym tego o ile tylko nie będzie to konieczne (np. gdyby CJ
stwierdził, że chce mieć teraz swój zespół). Liga pokazuje
wielokrotnie jak trudno jest znaleźć i utrzymać topowych graczy.
Oczywiście CJ nie jest Top 10 czy 20, ale już Top 50 z pewnością
- więc razem z Lillardem mamy na czym budować fundament. Tylko
sprowadza się to znowu do stylu gry - może mając dwóch tak
wybuchowych w ataku graczy na obwodzie bardziej rozsądne byłoby
granie w stylu jak np. Rockets? Tzn. jestem w stanie sobie wyobrazić,
jak D'Antoni robi z PTB (z tym składem) Top 10 atak ligi, a
tymczasem oni rzucają na teraz 102 ppg co jest Top 8, ale od końca.
Tylko to wymagałoby znowu, przemeblowania składu - zaufania dla np.
Davisa (by grał a'la Capela na piątce) i Leonarda (Anderson dla
bardzo biednych) oraz tego by Harkless/Aminu był graczem 3&D na
jakiego liczy cały Oregon.
Czy
jesteś w stanie wytłumaczyć, skąd tak głupi rozkład zawodników
na pozycjach w Portland? W składzie jest 3 nominalnych centrów
(Nurkic, Leonard, Collins) i 4 silnych skrzydłowych (Aminu, Davis,
Vonleh, Swanigan), czyli łącznie 7 graczy (przy 15 osobowej
drużynie), z których żaden nie jest choćby przyzwoitym
(regularnym) strzelcem z dystansu. To musi być ewenement w obecnej
NBA i zastanawiam się z czego to wynika - czy z fatalnego skautingu,
fiksacji GMa na atletycznych wysokich, czy to swojska próba
płynięcia pod prąd z resztą ligi?
GP: Wielu twierdzi, że wobec dramatycznie słabej obrony, Olshey spanikował i na siłę szukał graczy pod kosz. W efekcie, tak jak piszesz, na pozycjach 4/5 zatrzęsienie graczy o podobnych zaletach i ograniczeniach. Choć z tej grupy tak naprawdę tylko Davis nie potrafi rzucać z dystansu. Chcę wierzyć, ze pozostali są w stanie trafiać ok. 35-40%. Istotne jest tylko, o czym słusznie wcześniej wspominałeś, aby otrzymywali regularne minuty. A na przykład taki Swanigan , po 2 meczach w s5 wypadł zupełnie z rotacji. W NCAA, czy nawet już w SL, pokazywał , że może być zupełnie przyzwoitym strzelcem. Tymczasem z niewiadomych powodów Blazers robią z niego podkoszowego zabijakę w stylu Farieda. Podobna historia z Vonleh, kilka meczów z dużymi minutami, by za chwile zepchnąć go na 12-15 pozycję w rotacji. Gracze niepewni swojej roli, grają nerwowo, popełniają błędy, tracą zaufanie do swoich umiejętności. Tutaj chyba mam najwięcej zastrzeżeń do Stottsa. Jeśli ma wpływ na dobór graczy i chce kolejnych wysokich, to musi mieć też pomysł na ich "zastosowanie". A póki, co wygląda to na szamotaninę. I tak aktualnie forsowany jest duet Collins-Davis. Mam nadzieję, że choć z opóźnieniem , to hierarchia w końcu się ustabilizuje. Mamy więc Nurkicia, za jego plecami wspomniane combo, dalej pewnie Vonleh. Swanigan zesłany do G-League. Aminu gra na pozycjach 3/4. Leonard jako opcja na 2-3 minuty w co piątym meczu. Nie zmienia to faktu, że istnieje konieczność pozbycia się kogoś z tego zestawu, zanim stanie się to w naturalny sposób, gdy latem skończą się umowy Vonleh i Davisa
Chciałbym
żebyśmy teraz popatrzyli trochę ogólniej . Co sądzisz o
aktualnym układzie sił na Zachodzie? GSW, HOU, SAS i
odzyskujące teren OKC, czyli powoli wszystko wraca do
przedsezonowych przewidywań. Za to walka o kolejne pozycje może
być dramatyczna. Jak widzisz playoffowe szanse Blazers?
MB:
Pierwsza
trójka wydaje się być pewna i tutaj niespodzianek być nie
powinno. Thunder potrzebowali więcej czasu niż myślałem, ale
powinni doczłapać się do HCA w pierwszej rundzie, a nie wykluczam
też, że zaczną naciskać Spurs. Dalej robi się już mocno
ciekawie. Timberwolves są cały czas zajeżdżani przez Thibbsa i
tam już pojawiła się kontuzja (choć przypadkowa) - zobaczymy jak
będzie dalej. Na plus są Nuggets, którzy przy swoich problemach ze
zdrowiem się ogarnęli i mam nadzieję pograją w PO. Doszliśmy tym
sposobem do miejsc 7 i 8, a chętnych na nie jest trzech (Jazz jednak
powoli trzeba skreślać, bo Gobert jeszcze nie pogra, a strata może
być już nie do odrobienia). Walczycie więc z Pelicans i Clippers.
Pels ewidentnie w końcu zaskoczyli. Dwie wieże grają, ale różnicę
robią przede wszystkim Holiday i Moore, którzy zaczęli trafiać
jak najęci. Czy są w stanie to utrzymać? Moim zdaniem tak - a
takiej siły pod koszem nie ma nikt w lidze - więc widzę ich w PO.
Zostają nam więc Clippers, którzy są równie dużą niewiadomą
jak TrailBlazers. W tej chwili mają 3 mecze straty, ale zaraz do gry
ma wrócić Griffin, a w dalszej kolejności najbardziej miękki
makaron spaghetti we Włoszech - Gallo. Sam ich nie lubię, ale może
zadecydować większa regularność. Gdybym miał postawić dzisiaj
to widziałbym LAC przed Portland.
To
ja odwołam się jeszcze do przeszłości. Drużyna z 2014/2015 miała
masę talentu i zawodnicy, którzy wybrali inne zespoły dobrze
spieniężyli swój sukces - ale poza Aldridgem i Bartonem już nikt
nie wszedł na wcześniejszy poziom. Czy z perspektywy czasu
żałujesz, że tamtej drużyny nie udało się zatrzymać, czy
jednak była od początku skazana na rozpad?
GP:
S5: Lillard-Matthews-Batum-LMA-Lopez mogła bić się wtedy z każdym
w tej lidze. Brakowało trochę ognia z ławki, ale do kontuzji Wesa
Matthewsa wyglądało to bardzo optymistycznie. A później coś
pękło, coś się skończyło. Aldridge grający bardzo dobry sezon
nagle spuścił z tonu. Wyraźna przegrana z Grizzlies w PO
decydowała o jego odejściu z Portland. Jeszcze ważniejszy był
fakt, ze jako najlepszy gracz zespołu nie stał się centralną
postacią w organizacji. Ekipę przejmował Lillard. Los pozostałych
był naturalną konsekwencją decyzji LMA. Trudno mieć
pretensje do GM-a , że nie dał dużych pieniędzy poważnie
kontuzjowanemu Matthews'owi. Batum też nie zasługiwał na kontrakt
, który później otrzymał w Charlotte. Wielka szkoda tamtej ekipy,
ale taki widać los fanów Blazers. Najpierw Roy, potem Oden i
wspomniany Matthews. Mogę się mylić, ale nie ma chyba
drugiej organizacji , której szanse na sukces w
ostatnich latach zostałoby tak brutalnie unicestwione przez kontuzje
kluczowych graczy. I jeśli można szukać pozytywów, to jest nim na
pewno uwolnienie karier McColluma czy Crabbe'a. Do wiosny 2015 nie
dostawali bowiem za wiele szans na pokazanie swoich.
talentów.
A
propos talentów. Jako sympatyk San Antonio Spurs może wytłumaczysz
nam nieustanne utrzymywanie się na powierzchni ekipy
Popovicha. Jak do cholery oni to robią, że bez swego nr 1-
Leonarda, z LMA, ze schodzącymi ze sceny Gasolem i Manu i grupą
ciekawych, ale dopiero rozpoczynających kariery graczy, są nadal w
czubie ligi?
MB:
Nie
ma tam magii - jest ciężka praca ludzi odpowiedzialnych za personel
i rozwój. Podstawową zasadą w San Antonio jest to, żeby uwypuklać
atuty i starać się ukryć wady. Nie wynika to z jakiejś filozofii,
ale po prostu z potrzeby ponieważ Spurs od dwóch dekad wybierają z
ostatnimi numerami draftu i po prostu nie są w stanie dobić się do
topowych talentów (wyjątkiem jest Kawhi, ale żeby go pozyskać
musieli oddać świetnego gracza i jednego z ulubieńców Popovicha).
Dodatkowo San Antonio nie jest pierwszym, drugim ani dwudziestym
wyborem dla młodych milionerów bo mimo tego, że mieszka tam ponad
milion osób to raczej jest tam pętla dla wron niż imprezowa
miejscówka. Kolejnym czynnikiem jest ciągłość - nie tylko w
zarządzie i na ławce trenerskiej, ale przede wszystkim wśród
zawodników. Odszedł Duncan, ale wciąż są Ginobili i Parker.
Wyobraźcie sobie, że jesteście pierwszoroczniakiem i podchodzi do
Was 40-letni Ginobili mówiący co masz poprawić, który sam każdego
dnia zasuwa jak maszyna na treningach. Jak w takiej sytuacji możecie
sobie powiedzieć - e, dzisiaj sobie odpuszczę? Na końcu zaś mamy
to, że zawodnicy do drużyny dobierani są nie tylko pod względem
talentu i umiejętności, ale również ze względu na charakter.
Jasne, co pewien czas Pop zatrudni Rodmana, Jacksona czy Fredette -
ale po tym jak zakręcą trochę w organizacji to są dość szybko
odpalani, a pod Alamo wraca spokój. Jeżeli sprowadzany jest gracz
taki jak Rudy Gay, to trafia tam w momencie, w którym jest gotowy
zaakceptować mniejszą rolę z korzyścią dla zespołu. Takiego
podejścia i stabilizacji mogę życzyć każdej organizacji
GP: Dzięki za rozmowę i do zobaczenia w playoffach.
W
obrazach
The Best of 2017. Dla miłośników Blazers i fotografii rzecz obowiązkowa.
Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku. Dzięki za Waszą obecność na blogu, motywującą krytykę oraz ciekawe opinie i komentarze. Go Blazers!!!
Wszystkiego najlepszego w nowym roku i zwolnienia wiadomo kogo
OdpowiedzUsuńFajny artykuł, super rozmowa. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku dla wszystkich polskich fanów Blazers.
OdpowiedzUsuń~Danio