12 grudnia 2017

Pożegnanie z dodatnim bilansem


O niespodziance w wyjazdowym mecz z GSW mało kto marzył, ale po cichu liczyliśmy na równie wyrównaną walkę, co w starciu z Rockets. Nadzieje te ograniczyły się jedynie do fragmentów meczu z osłabionymi, ale nieosiągalnymi obecnie dla Blazers - Wojownikami.

10 grudnia 2017

Trud, który nie pójdzie na marne?


ROCKETS (20-4) @ BLAZERS (13-12) 124:117


Bez kontuzjowanych Nurkicia i Harklessa musieli Blazers zagrać przeciwko najlepszej aktualnie drużynie w lidze. Rockets przyjechali do Portland po 8 wygranych z rzędu i mało kto dawał, tym zawodzącym na całego w Rose Garden Blazers jakiekolwiek szanse. Tymczasem przez co najmniej 36 minut tego spotkania Lillard i całe reszta grali koszykówkę, której Oregon nie widział od wiosny.

6 grudnia 2017

King Beal

Trzecia kolejna porażka na własnym parkiecie ze średniakiem ligi, w dodatku pozbawionym najlepszego gracza. Perspektywa konfrontacji z najlepszymi drużynami Konferencji. Z chwilowego optymizmu po udanej sesji wyjazdowej wyparowała już ostatnia kropelka.

3 grudnia 2017

PainBros ofensywa


PELICANS (12-11) @ BLAZERS (13-10) 123:116



Damian Lillard otworzył spotkanie z Pelicans trzema trójkami. Później tarfił zaledwie  raz. CJ McCollum poszedł niestety jego tropem-1/6. 2. obrona ligi nie dała rady 12. atakowi i Blazers przegrali w zawstydzającym stylu kolejny mecz, w- coraz bardziej nerwowej- Rose Garden.

1 grudnia 2017

Podsumowanie miesiąca- XI/2017


Podsumowując październikowe otwarcie sezonu wyrażaliśmy nadzieję, że miesiąc później-w kształtującej się ligowej hierarchii- odnajdą się Blazers na wysokich, playoffowych pozycjach . Rewelacyjni na starcie Magic, dopiero przedwczoraj przerwali serię 9 porażek, sukcesy skończyły się również w nie mniej intrygującym Memphis, gdzie wyrzucono z pracy trenera Fizdale'a. Nie lepiej dzieje się w Miami czy na  ortopedii w Los Angeles (Clippers). O Thunder-krachu milczymy, bo krzyczą o nim wszyscy. Tymczasem RipCity kończy listopad z bilansem 9-6. Nie wszystko i nie od początku zapowiadało ten stan. Po wpadce w Sacramento, domowej lekcji basketu od Nets i laniu w Filadelfii nasze humory zaczęły się utożsamiać z walorami listopadowych poranków. Jak zawsze w takich wypadkach, i tym razem, z marnych wyników zaczęły sączyć się interpersonalne toksyny. Moe Harkless, oregoński odpowiednik misia o małym rozumku, im bardziej nie trafiał do kosza, tym większej roli w ataku żądał. Terry Stotts zaryzykował i dał swojemu skrzydłowemu, więcej... miejsca ławce rezerwowych. Już zza pleców Jake Leymana mógł nasz Moe podziwiać jak starter Pat Connaughton trafia ponad 70% swoich rzutów. My z kolei cieszyliśmy się z wyjazdowego 4-1. Zanim zaczniesz czegokolwiek oczekiwać, spróbuj cokolwiek dać. Taki tam morał dla niskich skrzydłowych- wiecznych malkontentów.
Obrona Blazers trzyma się mocno(przynajmniej statystycznie), a przecież Aminu zagrał w listopadzie zaledwie  raz. Tylko ten cholerny atak nie może zaskoczyć. Ostatni mecz miesiąca z Bucks potwierdził jak wielkie kłopoty po ofensywnej stronie parkietu mają ludzie Stottsa. Na razie cieszymy się jednak z dodatniego bilansu i pierwszego miejsca na północnym-zachodzie, patrząc z uznaniem na listopadowe dokonania, niczym Meyers na Jusufa.

Atak-problem coraz bardziej dokuczliwy


BUCKS (11-9) @ BLAZERS (13-9) 103:91


W sumie niezły w wykonaniu Blazers listopad zakończył się dotkliwą porażką z Bucks. Znów odezwały się najpoważniejsze bolączki w grze zespołu, z których słabość ataku wydaje się problemem najistotniejszym i niestety niepokojąco trwałym. Po zaskakująco dobrym wypadzie na Wschód można było mieć nadzieję, ze drużyna złapała właściwy rytm. Niestety bezdyskusyjny łopot od Bucks,  bezradność z jaką Blazers przyjmowali kolejne ciosy rywali studzą rozgrzane głowy tych, którzy dostrzegali  już "małą stabilizacje".  Nie pomógł powrót Aminu, nie pomogły nowe alternatywne stroje. To była już 5 przegrana w Rose Garden.

28 listopada 2017

Klepanie na Manhattanie



Zwycięstwo w Nowym Jorku zawsze jest cenne, chociaż na styl gry i okoliczności może lepiej byłoby spuścić zasłonę milczenia.