14 mar 2015

Afflalo się wstrzeliwuje, Freeland się bije, a Blazers wygrywają z Detroit

Detroit (23-42) @ Portland (43-20) 99-118


To był bardzo dobry mecz TrailBlazers w ofensywie. Trafiał Aldridge, przypomniał sobie, jak trafia się Lillard, a Afflalo zaczął się wstrzeliwywać, trafiając zarówno z dystansu, jak i te swoje pull-up jumpery. Swoje dodała ławka, a zwłaszcza Leonard, mający zadziwiający występ na 15 punktów w 19 minut. A wisienką na torcie było starcie na główki Freelanda z S. Williamsem w końcówce meczu, gdy Brytyjczyk bronił w ten sposób ataku na Meyersa po podkoszowej przepychance.
Mecz zaczął się od seryjnie zdobywanych przez gospodarzy punktów. Najpierw skutecznością zaskoczył Afflalo, potem swoje dorzucił Aldridge, a Lillard kończył i drive'y i trójki z dalekiego dystansu. I tak w zasadzie było już przez cały mecz i choć TrailBlazers nie wykonali tytanicznej pracy w defensywie, to jednak ani przez chwilę nie byli do tego zmuszeni, grając skutecznie z przodu.

W drugiej kwarcie weszli Kaman i Leonard i po prostu trafiali swoje rzuty, co powodowało, że gospodarze nie tylko nie tracili wypracowanej na początku przewagi, ale jeszcze sukcesywnie ją powiększali. Wiemy, że obaj nie są specjalistami na bronionej desce, więc w Pistons szalał w ataku G. Monroe. Niemniej Blazersom wpadało niemal wszystko i uciułali do przerwy 64 punkty - niezła zaliczka.

W drugiej połowie trwał strzelecki festiwal, z którego wyłamali się tylko słaby CJ i niestety znów Batum, który, mam wrażenie, przykłada się mocno tylko wtedy, jak musi, tzn gdy zawodzą liderzy - a jak nie musi, to przechodzi obok meczu. Ładnie po raz kolejny pokazał się Lopez na deskach - podoba mi się ten style - haki, dobitki i świetnie kończone pick&rolle w stronę kosza. 

Końcówka meczu to już garbage time, gdzie punktował M. Leonard, który tym samym tak wyprowadził z równowagi S. Williamsa, że ten próbował go zabić, ale wtedy zjawił się w jego obronie na lśniącym białym koniu sir Joel Lancelot of Lake i uratował dziewicę ładną główką - w odpowiedzi zresztą na haniebną zaczepkę wroga - https://www.youtube.com/watch?v=PRZXXgnCcTQ.

Jesteśmy w tej chwili na 3 miejscu w WC i teoretycznie gramy z Dallas, ale z tyłu taki ścisk, że trudno prorokować, jak to się skończy. Gdybym miał wybierać - zostawiłbym to tak, jak jest - i starł się z Dirkiem i R. Carlisle. OKC wejdzie czy nie? - oby nie. Ale Memphis ostatnio spuchło, chyba  zaczynają kombinować, żeby nie wpaść na mistrzów. Tak czy inaczej nie chciałbym grać przeciwko Clippers, z którymi nam najwyraźniej nie idzie. No i przewaga parkietu w przypadku PTB to ogromny atut- w tym sezonie jeszcze bardziej widoczny niż w poprzednim.

2 komentarze:

  1. Anonimowy22:40

    No powiem szczerze że rywalizacja z Dallas była by niesamowicie ciekawa LA vs Dirk, Lillard vs Rondo i jeszcze ten nieobliczalny Monta Ellis chyba po cichu liczę na taką pierwszą rundę

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy17:20

    Leonard dobry mecz.A tak z innej beczki wie ktos dlaczego na NBA full games nie dodają nowych meczy?

    OdpowiedzUsuń