5 mar 2015

Nicolas Batum jak heros. Blazers z wygraną


To był tak dziwny mecz, że Damian Lillard miał 18 zbiórek i 5 punktów. Nicolas Batum przejął go w dogrywce tak jak potrafi to robić kilku ludzi na świecie kreując w pick-and-rollach trzech różnych graczy. Blazers przez 47 minut byli gdzie indziej i tylko Nicolas Batum trójką na remis na kilkanaście sekund do końca wiedział jak wrócić. Jak zrobić to lepiej niż dobrze.  

Clippers zaczęli DeAndre Jordanem na Aldridge'u, rotując dwójka wysokich pomiędzy bigmenami Blazers. Nie przeszkadzało im mniej obrony w paint, bo Blazers przez pierwsze minuty ustawiali się w post-up, nie mogli sforsować dobrej obrony w pick-and-rollu i na obwodzie. Za każdym razem gdy Blazers chcieli grać z Aldridgem na lewej strony, Clippers robili "hedge" w pick-and-rollu, a do Aldridge'a - gdy Jordan wolno wracał z lini trzech punktów - szybko rotował Spencer Hawes, co w najgorszym przypadku, kosztowało Clippers kontestowanie rzutu z mid-range.

Chris Paul zmuszał Lillarda do oddawania piłki i Blazers w pierwszej kwarcie kończyli 9 z 22  posiadań rzutem Aldridge'a. Blazers kilka razy zeswitchowali w pick-and-rollu i Chris Paul ze swoją grą w mid-range trafił 7 z 11 rzutów w pierwszej połowie. Zwykle poprawny w obronie niższych graczy Aldridge po prostu był i stał. 

Clippers w pierwszej kwarcie nie zdobyli punktów w paint, wreszcie dobrze bronionego przez wysokich z Portland. Dochodziło do mismatchów - o ile można nazwać tak zmiany krycia między wysokimi.

Blazers swoją leniwą strategią in-the-zone w pick-and-rollu już od początku wykluczyli fruwającego nad obręczą DeAndre Jordana. Chris Paul wciąż królowała w koźle mijając Lillarda, ale koniec końców nie mógł grać z wysokim bez zasięgu. Blazers w drugiej kwarcie przeciwko ustawieniu Turkoglu-Davis dostawali się na linie. Przeciwko smallballowi Clippers, Blazers zrobili run 7-0.

Robin Lopez przez 20 minut zjadał DeAndre Jordana po obu stronach. Zbierał i dobijał niecelne rzuty, bronił i stawiał twarde zasłony, na których Nicolas Batum czy Arron Afflalo przechodzili zostawiając obrońcę za plecami. Źle wyglądała obrona Blazers z Chrisem Kamanem, ale to nie pierwszy raz w ostatnich tygodniach, kiedy Kaman nie jest obrońcą.

Clippers po przerwie szybko uciekli na 5 punktów. Terry Stotts zrobił upgrade i od początku trzeciej kwarty i później przez cały mecz Chrisa Paula krył Nicolas Batum.

J.J Redick był za szybki dla Wesleya Matthewsa i trafiał rzuty wychodząc po więcej niż solidnych zasłonach Jordana. Matthews ze swoją dobrą obroną bez piłki nie miał nic do powiedzenia, jednak w ewentualnym matchupie w pierwszej rundzie wyłączenie Redicka w ataku będzie wyłączeniem 50% ofensywy Doca Riversa. To plan, który Blazers muszą zrealizować chcą myśleć o wygraniu czterech meczów z Clippers.

Clippers w połowie trzeciej kwarty prowadzili 10 punktami. Damian Lillard nie miał dobrych pozycji, nie trafiał spod obręczy, zawodził i matchup z Paulem przegrywał tak mocno, że Doc Rivers chciał sprawdzić czy jego syn może wyglądać jak koszykarz. Aldridge trafiał z mid-range oraz z lini, a Blazers na 90 sekund do końca trzeciej kwarty przegrywali dwoma punktami. J.J Redick trafił ciężki rzut po niezłym posiadaniu Blazers w obronie, Matthews oba rzuty wolne i w czwartą kwartę Blazers wchodzili przegrywając 66-68.

Do ostatniej części meczu Blazers trafili tylko 4 z 18 rzutów za trzy, Damian Lillard był 0-8, bo Chris Paul zawsze wygrywa matchupy o coś w swojej głowie.

Arron Afflalo grał duże minuty, ale był piątą opcją w ataku, a bywały posiadania w których nie dotykał piłki. Cała idea altruizmu i ruchu piłki przyszła dopiero w czwartej kwarcie i dogrywce gdy miał drugi najwyższy Usage w drużynie.

To co przyniósł Glen Davis Clippers to scienc fiction. Obrona w post-up na Aldridge'u to highlight dla wszystkich grubych ludzi świata.

Chris Paul teardropem na 5 minut do końca wyprowadził Clippers na 8 punktów przewagi. Aldridge dostał się pod kosz, trafił ciężki rzut spod obręczy. Następnie Damian Lillard miał wreszcie dobrą obronę 1 na 1, ale Paul znowu trafił z mid-range. Mecz należał do Chrisa Paula aż przez 47 minut i tylko przez 47 minut.

Damian Lillard rzucił 3 punkty przez 90% spotkania i forsował każdą próbę w końcówce starając się doprowadzić do crunch-time. To kolejny mecz w którym Lillard jest swoją najgorszą wersją z ballhogingiem jak z jakiegoś Charlotte czy CBA.

Końcówka bez jaj zmieniła się na 1:06 do końca po tym jak Wesley Matthews trafił trójkę wracając do meczu z tylko trzema punktami straty. Jednak Blazers zaspali w obronie i J.J Redick wjechał pod kosz jak po swoje - trafił layup bez obrońcy. Terry Stotts wziął czas i Arron Afflalo w post-up trafił nad Austinem Riversem. Blazers -3, 51.7 do końca.

Afflalo zeswitchował na Paulu, ten podał do Redicka, który nie trafił. Szaleństwo przybyło na parkiet i Redick najpierw mógł przejąć piłkę, ale ta trafił do Batuma, który rzutem za trzy doprowadził do remisu. Clippers mieli czas na przeprowadzenie pełnego posiadania.

Blazers znowu zeswitchowali w obronie na parze Paul-Redick. Clippers prawie stracili piłkę, ale to Batum dotykał jej jako ostatni. Po kolejnym w tym meczu teardropie Paula piłka zrobiła spin na obręczy wypadła i trafiła w ręce Jordana, który spokojnie mógł zakończyć mecz buzzer beaterem, ale tego nie zrobił. Syrena zmyliła Jordana, który prawdopodobnie myślał, że to koniec meczu, ale na zegarze pozostało 0.7 sekund. Taki psikus na dobry początek/koniec dnia.

Mieliśmy dogrywkę, którą Blazers zaczęli od dwóch pudeł niekontestowanych rzutów z prawego i lewego rogu.

Blazers dwoma lobami z rzędu od krzycz: NICOLASA BATUMA wyszli na 4 punkty przewagi, ale Clippers po timeoucie odpowiedzieli minirunem 4-0. Batum był on-fire i Lob City przeszło na Portland tak łatwo, tak przyjemnie, że na minutę do końca Aldridge kończył trzeciego alley-oppa w dogrywce. Później Batum jak najlepszy gracz na świecie miał blok i trójkę na 5 punktów przewagi, kończąc mecz różny, różnisty Blazers potrzebowali depnięcia w ostatniej minucie i dogrywce żeby wygrać - na wczoraj - zapowiedź matchupu w pierwszej rundzie playoffów.

Szaleństwo. Czwarta wygrana z rzędu, 40 w sezonie i Blazers wrócili na 3 miejsce w konferencji zachodniej. Gdyby playoffy zaczynały się dzisiaj w pierwszej rundzie graliby z Dallas Mavericks. Zapowiedź, drugiego matchupu z rzędu dzisiaj o 4:30 w Rose Garden.
  
Nicolas Batum

7 komentarzy:

  1. stork14:10

    dziwny mecz, ale najważniejsze, że mamy serię zwycięstw z czołówką zachodu. a takie pytanko co się dzieje z C. J. McCollum-em, kontuzja? bo nawet na ławce go nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy14:35

      nie ma dla niego miejsca w skladzie przez afflalo. troche szkoda, ale jak sie nie wykorzysuje szans, to czego oczekiwac...

      Usuń
  2. Behemot14:38

    Trochę martwi skuteczność Lamarcusa i to już od kilku dobrych meczów. Jeśli tego nie poprawi w play off będzie ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  3. pdxpl22:03

    wygrac mecz przy słabej postawie liderow, to tez sztuka. najlepszy mecz od dłuższego czasu RoLo. O Batumie nie wspominam, to jest zawodnik w systemie Blazers niezbędny, i to niezależnie czy trafia tak jak dzisiaj, czy nie, jak przez wieksza czesc sezonu. Blok na Reddicku z gatunku "specialite de la maison":)

    OdpowiedzUsuń
  4. toomi22:09

    musimy niepokoic sie o slaba skutecznosc lillarda i aldridge'a, ale zgodze się, że dopóki są wyniki słaba postawa nie powinna aż tak bardzo martwić. kontrolujmy, ale nie brnijmy dalej jesli wygrywaja

    OdpowiedzUsuń
  5. W PO będziemy się match-upować z Dallas, nie z Clippers... Powód? W każdym z meczy z Clipps CP3 tak niszczył Damiana Lillarda, że Stotts nie będzie chciał ryzykować tego pojedynku w decydującej fazie rozgrywek. Lillard jest zbyt ważny w tej drużynie, by pozwolić Paulowi rozwalić psychikę Dame'a, co miało miejsce w każdym meczu przeciwko Clippers w tym sezonie, a które Lillard przegrywa w głowie

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy23:53

    #88 RIPCITIZEN

    OdpowiedzUsuń