16 lis 2015

Nic Batum ponad Blazers



 

Blazers (4-7) @ Hornets (5-5) 94:106


Nie udało się Blazers przerwać serii 4 porażek. Detroit, Denver, San Antonio, Memphis, dzisiaj Hornets z Nickiem Batumem okazali się. za mocni. W tych niełatwych dla Francji dniach, koszykarze z tego kraju odnajdują chyba dodatkową motywację do gry, skoro Kevin Seraphin rzuca przeciwko Anthony'emu Davisowi 12pkt...

W Charlotte Nic Batum niszczył metodycznie  Blazers. W   ciągu pierwszych 24 minut miał 20 punktów, 5 trójek i 6 asyst. Grał jakby miał coś do udowodnienia nie tylko Portland, ale całemu światu. Al Jefferson korzystając z uprzejmości Masona Plumlee nie pomylił się ani razu i 9 rzutów zrobił dodatkowe 20 punktów. Duet Lamb-Lin  wygenerował 16, ośmieszając, na przełomie pierwszej i drugiej kwarty, nieruchawą obronę Blazers. Po drugiej stronie na koszykarza NBA wyglądał tylko Lillard z 19 punktami na koncie   i startujący- jeszcze, z ławki A. Crabbe- 8 pkt w 11 minut. Obrony w tym czasie nie było. Aminu z trzema szybkimi faulami zagrał tylko przez 5 minut, reszta pozwoliła Hornets na 63% fg i połowę z 16 trójek. 71: 45 dla gospodarzy. Nie pozostawało nic innego jak oddzielić pierwsza część gry gruba kreską i zacząć wszystko od nowa. 

Trzecia kwarta była już całkowicie ugly. Hornets dostroili się do poziomu Blazers. Trafiać przestali nawet Jefferson i Batum, wcześniej prawie bezbłędni. Rzeczy dziejące się w Time Warner Cable Arena ( nadal narzekacie na nazwę hali w Portland;)?,  sięgały szczytów absurdu.  Oto bowiem Lillard i McCollum zdobyli w sumie 2 punkty(!), a Blazers i tak wygrali tę kwartę. Dzięki 7 punktom Aminu  i 10  od naszych soft forward/center Plumlee-Davis- Vonleh, udało się w znoju zmniejszyć straty do 23 punktów.

I w takim to tempie, wchodząc w ostatnia część gry z 29% skutecznością, z gasnącym z każdą minutą Lillardem ( paznokieć?), zrobili Blazers run 15:0. CJ McCollum przebudził się na moment, w którym zrobił 7 punktów.  Crabbe nadal się nie mylił- 17pkt z 11 rzutów w całym meczu. Po dwójkowych akcjach McCollum - Davis, Lillard- Davis, Steve Clifford musiał poczuć gorąc pod odwłokiem, bo  nagle , na 3 minuty prze końcem, zrobiło się 92: 98. Na szczęście dla niego Jefferson i Batum skończyli ten mecz tak skutecznie, jak zaczęli. Blazers natomiast zdołali trafić tylko raz  i był to drugi celny strzał , debiutującego w NBA Cliffa Alexandra. Ale wtedy ekipę Stottsa prowadził już Tim Frazier. 

To jest czas, że musimy cieszyć się małymi  rzeczami. Dzisiaj na przykład tym, ze blow-out zmierzający w kierunku blamażu udało się odwrócić w "tylko" dwunastopunktową porażkę.  Crabbe w ostatnich 2 meczach jest prawie bezbłędny  13/16fg i 100 % zza łuku. Jak daleko jest Stotts od zatrzymania na ławce nierównego McColluma i rozpoczęcia meczu z Crabbem u boku Lillarda? Jeśłi odważył się zgrać w s5 Noah Vonleh'em (brawo !), który odwdzięczył się 9 punktami i 6 zbiórkami, to jest szansa i na eksperyment w zestawieniu tragicznego dzisiaj backcourtu Blazers. 

Mason Plumlee rzuca osobiste i  w ostatnich  5 przegranych trafił 66 % z nich. Niestety przestał trafiać spod kosza, zawstydzające 45%. A w obronie przeciwko Jeffersonowi, i on i my wszyscy, byliśmy bliscy rozpłakania się.  

Jeszcze raz brawa dla coacha za posadzenie na ławce Kamana, za 24 minuty dla Vonleha, za 4 punkty w debiucie Alexandra, za zrezygnowanie po 6 minutach pustego przebiegu z Hendersona. Dobrze byłoby gdyby wysiłek weteranów ograniczał się do paru mentorskich rad w szatni, najdalej z ławki rezerwowych

Kolejny mecz już dzisiaj w San Antonio. Back-to- back z niewielkimi szansami na zwycięstwo, następna znakomita okazja do sprawdzenia młodzieży w boju.  Zachęceni dzisiejszymi decyzjami Stottsa, czekamy na pójście za ciosem. Sprawdźmy czy Allen Crabbe jest gotów;)

3 komentarze:

  1. Anonimowy10:25

    Crabbe niestety nie pojawił się w obronie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mozesz pojawić się w czyms co nie istnieje...

      Usuń
  2. trochę bym ich bronił (nomen omen), bo jednak w 1 połowie Batum i Jefferson trafiali czasami z takich pozycji że żadna obrona by nie pomogła (po prostu mieli swój dzień)

    OdpowiedzUsuń