9 lis 2015

Niewiarygodna porażka z Pistons



Przez 36 minut Trail Blazers mieli wszystko aby wygrać ten mecz. Mieli pull-up jumpery Lillarda, McColluma i Allena Crabbe'a z półdystansu po pick-and-rollach. Mieli akcje pick-and-pop z trafiającym niekontestowane trójki Meyersem Leonardem. Mieli ekstra podania od Masona Plumleego, obronę od Al-Farouq Aminu i nawet Noah Vonleh nie był najbardziej znerwicowanym graczem na parkiecie. Po pierwszej połowie Blazers prowadzili 57-47 i przez kolejne 12 minut zwiększali swoją przewagę do 14, do 16 i do 18 punktów, by koniec trzeciej kwarty nieco zwolnić, ale i tak prowadzić 13 punktami. Nic nie zapowiadało przegranej.

Blazers grali sporo akcji dribble pitch, sporo pick-and-rolli i sporo trafiali nawet po penetracjach, gdzie guardzi umiejętnie unikali zasięgu ramion skaczącego Andre Drummonda. Po fantastycznych i niemal bezbłędnych 12 minutach od Damiana Lillarda, Blazers pracując do tego bardzo dobrze w obronie prowadzili 32-23, kończąc pierwszą kwartę runem 12-2.

Andre Drummond w samej pierwszej kwarcie miał 10 zbiórek, w tym 4 na atakowanej desce. Terry Stotts zareagował dosyć szybko i od mniej więcej połowy pierwszej kwarty po rzutach graczy Pistons, w paint znajdowało się co najmniej 4 zawodników Blazers, momentami nawet wszyscy - od guardów po centów - walczyli z Drummondem w paint, ale ten jeśli nie skakał, to po prostu wyciągał ręce na 27 zbiórek w całym meczu, w tym 9 w ataku - Plumlee i Leonard zrobili choke pod obiema tablicami (razem mieli 7(!) zbiórek). Pistons wzięli pole trzech sekund od Blazers i zdobyli tam 54 ze swoich 120 punktów, mając aż 18 zbiórek w ataku i 27 punktów z ponowień, po których albo dobijał Drummond albo Pistons rzucali za trzy punkty.

Obrona Blazers wyglądała naprawdę dobrze przez około 38 minut. Nie wymuszali strat, ale poza oddawaniem punktów spod obręczy, pracowali na dystansie (7-19 za trzy Pistons w 3 kwartach) gdzie backcourt Jackson - Pope zatrzymali na 10 celnych rzutach z 25 oddanych. Do tego ich obrona w pick-and-rollu była lepsza niż dobra - wiedzieli kiedy zrobić switch z boku parkietu, wiedzieli kiedy wyjść wyżej gdy Jackons grał pick-and-pop z Ersanem Illyasową (6 punktów, 2-5 z gry). Wiedzieli, że Marcus Morris będzie przechodził do low-post - trafił 2 z 6 rzutów z obu bloków - że zdobywa tam 1 punkt na posiadanie i że mogą z tymi rzutami żyć.

Wielką siłą Blazers w tym sezonie, jest zatrzymywanie większych runów przeciwników. Gdy Pistons zdobywali 5-7 punktów z rzędu, natychmiast odpowiadali szybką serią dwóch rzutów za trzy punkty, albo kilkoma rzutami po koźle z mid-range. Mieli po prostu odpowiedź na większość tego co robili gracze Stana Van Gundy'ego... aż do czwartej kwarty.

Jeszcze zanim Blazers oddali 41 punktów w ostatnich 12 minutach ich egzekucja w ofensywie po raz kolejny wyglądała fantastycznie. 6 atak w NBA - zdobywają 104.5 punktów na 100 posiadań - rzucał dużo z mid-range i za trzy i trafiał. Tak wyglądał ich shotchart po trzech kwartach:

Damian Lillard rzucił wtedy 21 punktów z zaledwie 9 rzutów. Allen Crabbe był perfekcyjny: 6-6 i 13 punktów, Meyers Leonard zdobył 17 punktów i trafił 3 z 5 rzutów za trzy punkty. Blazers przez dobrych kilka minut w trzeciej kwarcie klepali pick-and-pop Lillard/Leonard, który albo otwierał niekontestowane trójki dla centra, albo prowadził Lillarda do rzutów z mid-range i penetracji. Pistons nie mieli na to odpowiedzi, aż do połowy trzeciej kwarty gdy zaczęli Lillard podwajać. Zrobili to tylko dwa razy, ale Blazers nie zdobyli wtedy punktów. 

Po trzeciej kwarcie 92-79 i tutaj naprawdę nie mogło wydarzyć się nic złego.

C.J McCollum rzucił 18 punktów z 17 rzutów, ale nie trafił żadnej trójki. Grał przeciwko rezerwowym lineupom Pistons i przeciwko Steve'owi Blake'owi, który wrócił do Rose Garden z klasyczną do siebie linijką: 3 punkty, 3 asysty oraz złą obroną. McCollum punktował na Blake'u i to na nim zdobył swoje jedyne punkty w czwartej kwarcie. 

Na 9 minut do końca spotkania Blazers prowadzili 9 punktami. 

Przez poprzednie 36 minut dbali o piłkę, podawali ją sobie - mieli 22 asysty przy 38 celnych rzutach - popełnili tylko 13 start. W czwartej kwarcie mieli ich aż 10, co zupełnie rozstroiło ich atak, a powroty do obrony tylko pokazały dlaczego Blazers oddają prawie 20 punktów po stratach. Reggie Jackon był fantastyczny w transition, na każdym metrze kwadratowym Rose Garden. Trafił 10 z 11 rzutów, punktował po pull-upach - po właśnie takim rzucie na ponad 5 minut do końca Blazers prowadzili tylko 4 punktami. Minutę później po 8 czy 10 czy 13 - to bez znaczenia - punktach z rzędu point guarda Detroit był już remis.

Blazers jeśli nie tracili piłki, to oddawali złe i pochopne rzuty. Nie było w  tym meczu crunch-time, nie było w tym meczu, w jego końcówce dobrych decyzji Terry'ego Stottsa. Aż przez 9 minut grał dwójką wysokich, którzy za wolno wracali do obrony i dopiero na 2:40 do końca, Stotts po raz pierwszy w tym meczu zagrał smallballem z Meyersem Leonardem na pozycji numer pięć. Blazers przegrywali już jednak 11 punktami po potężnym runie 30-6 i brakowało im cierpliwości w tworzeniu akcji, w rozsądnym prowadzeniu posiadań. Każdy gracz oddawał złe rzuty, i tylko Lillard oraz Plumlee w czwartej kwarcie dostali się po razie na linię. Zabrakło Blazers wszystkiego, zabrakło tych Blazers z pierwszej, drugiej i trzeciej kwarty, a próbujący się ratować Stotts zaczął nawet "hackować" Andre Drummonda. Było już jednak za późno.

To trzecia porażka Blazers w tym sezonie. Kolejny mecz dzisiaj w Denver o 3:00.

6 komentarzy:

  1. Anonimowy13:51

    Taki Drummond by sie przydal:)

    OdpowiedzUsuń
  2. I teraz dokładnie widać o co chodziło, gdy zauważaliśmy mizerię naszych wysokich. Drummond zrobił z dupy Blazers jesień średniowiecza

    OdpowiedzUsuń
  3. pdxpl19:51

    trochę ochłąnąłem i tak się zastanawiam nad bezradnością/ bezczynnością Stottsa w tej czwartej kwarcie. Przeciez mógł chociaż rzucić Kamana... pod nogi Drummondowi

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy00:14

    aż coś napisałem z wrażenia:
    http://tiny.pl/ggg61

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy04:02

    Portland jedziemy!! Dwie szybkie trojki Crabbe i Lillarda i 53-48
    Karol PTB

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy09:57

    nie ma lekko, w czwartek możemy zapomnieć o tych dwóch porażkach szybciutko:

    http://www.wodaiogien.com/#!portland-trailblazers/kn4m2

    OdpowiedzUsuń