4 kwi 2016

Dystans do Mistrza

Blazers (41-37) @ Warriors (69:8) 111:136
Czwarty pojedynek Portland TrailBlazers z najlepszą obecnie (słowo "obecnie" tutaj bardzo istotne, bo wcale nie jestem pewien czy sytuacja nie zmieni się jeszcze w tym sezonie) drużyną ligi był - wbrew końcowemu wynikowi - najbardziej wyrównany, i najbardziej miarodajny w odpowiedzi jak dużo dzieli jeszcze nieopierzonego, acz ambitnego młokosa od statecznego Mistrza. Nie jest to dylemat jakoś bardzo martwiący fanów drużyny z Oregonu, bo przed sezonem jeżeli już zadawano sobie jakieś pytania, to o dystans do drużyn, które obecnie znajdują się za plecami Portland.


Poprzednie konfrontacje były zdecydowanie jednostronne, z tym że:
  • w pierwszej Blazers jeszcze nie wierzyli w swoje możliwości
  • w drugiej GSW nie wierzyło w siłę Blazers
  • a w trzeciej już uwierzyło.
Tym razem obie drużyny świadome swojej siły, dodatkowe zmotywowane okolicznościami (Blazers - piąta lokata, GSW - rekord Bulls) stoczyły imponujący pojedynek, godny np. ... półfinału Konferencji ...

Pierwsza kwarta to gra jaka nam się marzy za dwa-trzy tygodnie, z odrodzonym Lillardem na czele. 11-punktowe prowadzenie tak podirytowało miejscowych, że redukując deficyt do 6 punktów na koniec kwarty, schodzili z parkietu z wyraźnym odczuciem ulgi, bo przez moment mogła im się kołatać w głowie pamięć klęski w Moda Center. Szalejący Lillard najpierw otrzymał wsparcie od Plumlee - wykorzystującego nieobecność Boguta, a następnie od nadpobudliwego Harklessa. W pojedynku Curry-Lillard remis po 14.

Druga kwarta to pierwsze kłopoty Portland. Prowadzący grę McCollum, przynajmniej w tym dniu, zupełnie sobie nie radził. W efekcie wymuszone decyzje rzutowe i tylko geniuszowi Hendersona można zawdzięczać utrzymywanie prowadzenie. Dopiero tysięczny rzut za trzy punkty pozwala GSW odzyskać prowadzenie. Gospodarze wiedzą, że prowadzenie do przerwy to klucz w pokonaniu Blazers i ładują trójkę za trójką (Rush, dwa razy Curry, Barnes).

Początek drugiej połowy to dominacja Greena i przekroczenie progu 10 punktów przewagi. Nadzieję w fanów Blazers wlewa 10 sekund: przebudzony McCollum za trzy, przechwyt Plumlee, Lillard za trzy - akcja za 6 punktów. Siedzący w pierwszym rzędzie, zagubiony fan Portland podskakuje trzy razy z rzędu ze swojego krzesełka.
Kolejne minuty to jednak koszykówka jeden na jeden: Lillard - 2, Curry - 3, Curry - 3, Lillard - 2, Curry - 3, Lillard - 3. "Ejże, w kosza się gra w piątkę" krzyknął zirytowany Plumlee przerywając tą parodię gry zespołowej. Przestał trafiać Curry, zaciął się solidarnie Lillard. Mecz znowu przejęli aktorzy drugoplanowi. Niestety skuteczniej to robili Green i Barbosa od Harklessa i McCollum, który zawiódł tego wieczoru po raz drugi.
Miejscowa publika, w końcu chyba przyzwyczajona do wygrywania ich ulubieńców, oszalała z radości gdy przewaga przed ostatnią fazą gry sięgnęła 12 punktów. To miłe, że tak się obawiają dyskredytowanego przed sezonem Portland.

To że Blazers jeszcze się nie poddali było widać po desygnowanej na czwartą kwartę piątce. Chyba po raz pierwszy w tym sezonie wyszedł w niej Damian Lillard, co zasygnalizował pudłem już w pierwszej akcji. Ale walka na całego trwała aż do połowy kwarty, gdy dwukrotnie Blazers zmniejszali deficyt do 9 punktów.
GSW załatwiło sprawę w minutę: Thompson 2+1, Curry - 3, Thomson - 3, i do zobaczenia, mamy cichą nadzieję (porównywalną wielkością z tą przedsezonową na "ósemkę"), w maju.

GSW wygrało przede wszystkim olbrzymią determinacją. Która nie powinna nas martwić patrząc na terminarz Memphis Grizzlies. Ewentualne ich dwie porażki z mającymi w głowie tylko rekord (co poniekąd może ich sporo kosztować) Wojownikami oznacza, że Blazers z pozostałych 4 spotkań, muszą wygrać 3. Inna sprawa, czy konfrontacja z LAC tak wiele lepsza od OKC. Jak ktoś widział wczoraj zmanierowanego Durranta i niechlujnego Westbrooka w meczu z Houston - to może mieć pewne wątpliwości. No ale to taka faza sezonu - są drużyny zdeterminowane, są zmanierowane. Wczoraj w Golden State spotkały się dwie z tej pierwszej grupy, stąd mecz był taki, że porażka jakby mniej boli.

Pewnie można marudzić: na McColluma, na niechlujność Davisa, na gorącą głowę Lillarda, czy przede wszystkim na zagubienie w obronie. Ale jak tu wygrywać z drużyną grającą na 57% skuteczności, w tym 60% za trzy?

ptb

10 komentarzy:

  1. Behemot11:57

    Świetny ten pojedynek Lillard-Curry w 3 kw. Rzadko się takie rzeczy ogląda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wrocilem i od razu wtopa :) Ale mecz byl calkiem calkiem

    5 miejsce mamy na 99,9% według mnie, mozna sie tylko obawiac czy ktos z dolu nas jeszcze nie przeskoczy (UTAH?) ale wydaje sie, iz koncowka powinna byc 3-1 w najgorszym wypadku

    Memphis to ma wielkie szanse wtopic wszystko do konca wiec ich na pewno przeskoczymy, pytanie czy przeskoczy ich tez UTAH DALLAS a moze nawet Houston

    Generalnie szykujemy sie na serie z LAC- czy ktoś z Was o tym myslal przed sezonem? :) i to wcale nie stoimy na tak straconej pozycji. Ja jednak wole ich niz OKC

    Mam nadzieje ze relacje sie podobaly

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy12:43

    Tak, jeszcze przed sezonem mówiłem, że to czarny koń zachodu a na 1 rundzie playoff to się nie skończy :)Greg

    OdpowiedzUsuń
  4. pdxpl13:43

    To nie jest pierwszy, niestety, mecz, w którym CJ nie radzi sobie z rozegraniem i w 2 kwarcie Blazers nie są w stanie utrzymać przewagi. McCollum ma jeszcze ogromnie duzo do poprawienia w grze "na piłce". W sumie jednak sporo optymizmu po tym meczu. Do PO przystepujemy z pozycji " nie ma nic do stracenia" LAC czy OKC nie mogą tego powiedzieć. I to bedzie przewaga PTB, oby nie jedyna;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tutaj macie maly bonus z miasta

    https://www.youtube.com/watch?v=DsG1YVeBsP4

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Behemot20:18

      niebrzydko.

      Usuń
    2. Bilet na cały sezon za koszem w sektorze 100 kosztuje z tego co się dowiedziałem na FB 7500$. Jest trochę kasy

      Usuń
  6. Przegraliśmy przez bezmyślne (albo nie jest w formie) klepanie piłki McColluma. Doradziłbym Stottsowi większe wykorzystywanie Robertsa na 1 gdy Lillard siedzi na ławce, Cj wtedy powinien grać (tak jak przy Lillardzie) na 2. W ogóle nasi podstawowi obrońcy są zbyt wyeksploatowani bo jeśli rotacja wśród frontcourtu wygląda dobrze to z tyłu niestety bieda i to jest wina trenera.

    OdpowiedzUsuń
  7. Behemot19:20

    Ważny mecz w nocy. Zwycięstwo dałoby dużo spokoju na końcówkę sezonu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy23:47

    ale my juz awansowalismy do play-off. terminarze naszych rywali sa takie ,ze tam jeszcze kazdy gra z kazdym. Rakiety z Dallas i Oklahoma,Utah z Dallas i SAS, Memphis z GSW (2 razy) SAS i Dallas. Wiec sami sie powykanczaja. Nam zostala walka o 5 miejsce

    poskus

    OdpowiedzUsuń