10 lipca 2016

Kac Vegas

Phoenix Suns - Portland TrailBlazers 86:73
Po kilku tygodniach posuchy informacja o możliwości obejrzenia naszych ulubieńców ze stanu Oregon, w dodatku o atrakcyjnej porze 22.00 sobotniego wieczoru, wywołała entuzjazm wszystkich polskich fanów NBA. Niestety, pomimo odwołania z tego powodu meczu o 3 miejsce na EURO-2016, żadna polska telewizja nie zdołała pozyskać praw do transmisji z Las Vegas. A szkoda, dla przyzwyczajonego od miesiąca do piłki kopanej polskiego widza zamiana taka nie powinna być szokująca. W końcu początek meczu z Phoenix Suns miała analogiczny przebieg do polskiego ćwierćfinału – czyli szybkie 1:0, a następnie koszykarze w Vegas kopiowali półfinał Mistrzostw Świata z przed 2 lat, czyli błyskawiczne 5:0. Jak nie można było liczyć na pomoc przysłowiowego Solorza musieliśmy posiłkować się ubiegłorocznymi abonamentami League Pass, co pozwoliło pasjonować się do północy tym widowiskiem.
Letnia Liga może nie jest jakimś wielkim wydarzeniem, o czym świadczy fakt że nawet nasz korespondent wojenny – Lucero, nie wybrał się na to wydarzenie, ale piątka wyjściowa naszych orłów i tak wywoływała przyśpieszone bicie serca. Pat tym razem w stroju sportowym, masywny Montero, a przede wszystkim wracający przebojem do pierwszej piątki Vonleh – gwarantowali niepowtarzalne przeżycia. Noah od pierwszej sekundy wziął ciężar gry na swoje barki, dzięki czemu Blazers pierwsze punkty rzucili już w szóstej minucie meczu. Ale że rywalem był nie kto inny, jak zawsze nieporadne Słońca, to do końca pierwszej, krótszej bo zaledwie 10 minutowej, kwarty udało się zniwelować rosnącą przewagę odwiecznego rywala. Poczucia humoru nie mieli natomiast sędziowie, którzy nie uznali efektownego wsadu jednego Słoneczka na 0,4 przed końcem pierwszej odsłony.

Na początku drugiej kwarty do mikrofonu dorwał się Terry Stotts, który bez ogródek wyznał, co jest tegorocznym celem jego drużyny. Blazers idą na mistrza. W sumie to podejrzewaliśmy taki przebieg wydarzeń, ale może dobrze mówić o tej oczywistości otwartym tekstem. Szczególnie, że jeden z naszych rywali, który notabene fartem nas wyeliminował w maju planuje pozyskanie jeszcze LeBrona Jamesa, Michaela Jordana i Roberta Lewandowskiego.
Tymczasem na parkiecie rozochocił się Montero, a w połowie kwarty (czyli po 15 minutach dowodzenia drużyną) swój pierwszy celny rzut oddał Noah Vonleh – przyszły mistrz NBA. Może rzut to zbyt górnolotne słowo, bo raczej to był zrzut, ale punkty tym razem sędziowie zaliczyli. Do przerwy gorsza drużyna niespodziewanie prowadziła 42:35.
Ciekawostką drugiej kwarty było również to, że wszędobylska kamera wychwyciła przypadkowo rodzinę, sądząc po ubiorze, kibicującą drużynie z Phoenix. Widok niemowlaka ubranego w koszulkę Słońc wywoływał naprawdę przygnębiające wrażenie. Miejmy nadzieję, że młody się szybko nawróci, bo całe życie kibicować drużynie gorszego sortu, to chyba zbyt duża kara za niezbyt rozgarniętych rodziców.

Przerwa to okazja do oceny otoczenia meczowego. Hala, w której rozgrywany był ten pojedynek do specjalnie wyszukanych nie należy. Niewykluczone, że nawet niektóre polskie gimnazja mogą pochwalić się lepszymi obiektami. Dodając do tego, że poziom meczu też bardziej przypominał rozgrywki gimnazjalne, można podejrzewać iż cała impreza ma być podprogową krytyką polskich pomysłów na reformę systemu edukacji. Jak wiadomo obywatele USA, także ci o ciemniejszej karnacji, w ostatnich dniach z wielką troską podchodzą do problemów nękanego przez nową władzę polskiego społeczeństwa. Czy gimnazjalny poziom Ligi Letniej zatrzyma opętanych rządzą zmian polskich decydentów? To pytanie chyba najgłośniej zadaje sobie Vonleh, którego umiejętności naśladowania szkolnych błędów zadziwić mogą nawet najwybitniejszych aktorów Hollywood.

Na początku trzeciej kwarty wsadem popisał się nie kto inny jak Pat – co zapewne zostanie odnotowane w annałach naszej Konfederacji. Niestety to wydarzenie do reszty rozkleiło dyscyplinę taktyczną, przez co Słońca zwiększyły przewagę do 12 punktów (50:38). To było za dużo dla Noaha Vonleha, który postanowił w pojedynku bokserskich wykazać swoją wyższość nad niezdarnym rywalem. Mała bójka w połowie trzeciej kwarty, tego nam też brakowało przez ostatnie tygodnie. Przy koszykarskich popisach pozostał natomiast Pat, który tym razem zadziwił blokiem. Koszykarskim, nie czekoladowym. Jako drużyna respektująca zasadę Fair Play kolejne trzy punkty zalicza koszykarz o nazwisku Fair. Niewiele to daje, bo rywal trafia i na koniec kwarty, po niepotrzebnym faulu potomka Kamila Baczyńskiego, prowadzi już 68:53. 

Za odrabianie strat w IV kwarcie wzięliśmy się tak, że przewaga wzrosła do 19 punktów. Słoneczkom wychodziły nawet rzuty za trzy od tablicy. Dopiero hak Bachynskiego i rzuty Williamsa trochę sprowadziły ich do pionu. Ale na odrobienie strat zabrakło już czasu. Przegraliśmy dość niespodziewanie tą rywalizację, co nie będzie – jak już wiemy – częstą praktykę w tym sezonie. A Phoenix zwycięstwo nad przyszłym Mistrzem NBA zapewne wpisze sobie jako wyczyn dziesięciolecia.

W innym meczu wieczoru, grający z debiutującym Durantem wicemistrzowie NBA polegli dwoma punktami z SAS ....

ptb

5 komentarzy:

  1. Dziś na rozegraniu Napier wiec jedziemy z SAS jak z dziecmi

    OdpowiedzUsuń
  2. The Legend na 4 lata w PTB

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy22:24

    41mln to bardzo duzo jak na tego Bialasa :-), ale chyba nie jest zle, patrzac na 75mln Crabbe.
    Mam nadzieje, ze uda sie zatrzymac Moe Harklessa rowniez, za nie duzy hajs.

    Karol PTB

    OdpowiedzUsuń
  4. Summer league nie da się oglądać..The legend za duze pieniadze dostał.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy23:36

    mamy Kraba :)

    OdpowiedzUsuń