13 lip 2016

Złoty rzut z Utah

Portland TrailBlazers - Utah Jazz 92:89 2/OT
Jeżeli ktoś wyśmiewał Letnią Ligę to meczem Blazers-Jazz dostał jak obuchem w głowę. Był to kawał porządnej koszykówki: rzuty za trzy, wsady, kombinacyjne akcje, a przede wszystkim dreszczowiec w końcówce z pomysłowymi rozwiązaniami taktycznymi, tudzież z idiotycznymi błędami (Montero zapisze się w naszej pamięci tym meczem po wsze czasy).
Mecz o atrakcyjnej porze, którą wyczaił Lucero, czyli o 22.30 tuż przed nocną burzą w Warszawie zgromadził w naszym lokum 100% frekwencję. Co więcej mieliśmy nawet gościa z Krakowa. Wiem, że jesteśmy jedyną rodziną na świecie, która w komplecie ogląda Summer League, ale tym razem dostaliśmy od losu zasłużoną nagrodę.


Od początku mecz był emocjonujący, a w obu drużynach dostrzec można było determinację do osiągnięcia sukcesu. Moja teoria jest taka, że przed meczem właściciele założyli się o Mo Harklessa - kto wygrywa bierze ten nie chciany jak na razie owoc za czapkę gruszek.

W pierwszej piątce pojawił się pozyskany Layman, który momentami zadziwiał akcjami stawiającymi go w gronie kandydatów na zmiennika samego Meyersa "The Legend" Leonarda, ale momentami jeszcze kiepścił. Skutecznością błysnął rezerwowy Fair, a odrobinę chaosu w tą uporządkowaną grę Blazers wnosił P. Jackson. Uczciwie trzeba przyznać, że naprawdę solidny mecz zagrali Vonleh i bohater ostatniej akcji Pat "złoty rzut" Connaughton. Już jego trójka na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry miała załatwić sprawę (zrobiło się 82:78), ale waleczni Jazzmani wyrównali czterema osobistymi, a w końcówce nawet mieli piłkę meczową.

Dogrywka nie była wymarzonym przez nas rozwiązaniem - zarezerwowaliśmy lokum jedynie do 24.00 - trzeba było negocjować jeszcze jedną godzinę ze zmęczonym już gościem z Krakowa.
Dobra wiadomość była taka, że dogrywka Summer League trwa jedynie 2 minuty, ale z drugiej strony obie drużyny były tak zdeterminowane wizją darmowego Harklessa, że co rusz brały czas.

Dogrywka nie pozostawiała jednak złudzeń, który zespół jest koszykarsko dojrzalszy, prowadzenie 87:82 po minucie gry wydawało się załatwiać sprawę. Ale Utah się nie poddawało. Trójka i tylko 2punktowe prowadzenie. Taktyczny faul na Montero - 4 sekundy do końca. Montero - na swoje nieszczęście - trafia oba osobiste żeby za trzy sekundy zrobić największą głupotę życia, która w zgodnej opinii polskiej grupy decyzyjnej pozbawi go kontraktu na następne lata. Otóż ten Pan na 1.2 przed końcem zdecydował się sfaulować rywala przy rzucie za 3 punkty. Zrobił to gdy jego zespół prowadził 4 punktami. Gdybyśmy nie wiedzieli że głupota, to byśmy myśleli że prowokacja. Jazzmani wiedzieli co zrobić z takim prezentem, trafione dwa osobiste, trzeci celowo spudłowany, dobitka i remis. Kolejna dogrywka. Niektórzy z naszej ekipy nie wytrzymali ciśnienia i udali się na spoczynek.

Nastawiliśmy się już na siedzenie do rana, a zupełnie nas nie zastanowiło zamieszanie przed rozpoczęciem kolejnej fazy meczu. Najpierw sędziowie zarządzili 5 minutową dogrywkę, potem jednak zmienili na 2 minutową. Nawet nie wiedzieliśmy jak ważna jest pierwsza akcja. Na szczęście Utah wyrzuciło piłkę na aut, a w odpowiedzi Pat "złoty rzut" Connaughton trafił absurdalną trójkę, którą zdobył swój przydomek. Po tej akcji bowiem koszykarze udali się do szatni, a transmisja szybko się skończyła. Zasada złotej bramki (nie stosowana już nawet w piłce nożnej) jak widać przeniknęła do Letniej Ligi.

Wpakowaliśmy się szczęśliwi z Lucero do auta i pojechaliśmy na Wiejską świętować pierwszy tegoroczny triumf w Letniej Lidze.


ptb


1 komentarz:

  1. Behemot22:47

    Jedyna rodzina, która ogląda w komplecie SL - padłem :)

    OdpowiedzUsuń