4 lut 2017

Yogi zjadł Blazers

 
Nie Dirk Nowitzki, nie Wes Matthews, nawet nie Curry ... Seth Curry, a Yogi Ferrell skradł zwycięstwo Blazers. 32 punkty z 17 rzutów, w tym 9 trójek zabiło nadzieje RipCity. Najlepszy występ w karierze musiał się zdarzyć Yogiemu akurat w Rose Garden. Choć jakby przyjrzeć się obronie Blazers, zwłaszcza jej obwodowej części, to miejsce wyczynu rozgrywającego Dallas już tak nie dziwi.

 
Od samego początku nie wyglądało to dobrze Mavs trafili pierwsze 7 rzutów. Matthews i Ferrell strzelali zza łuku bez opamiętania, RipCity patrzyło zdumione, Paul Allen z otwartymi ustami, kręcąc z niedowierzaniem głową obserwował jak przewaga gości rośnie nawet do 24 punktów. Na rachityczne ciosy Blazers, nieustannie odpowiadał Yogi (6 razy za trzy). Kiedy McCollum trafił buzzer-beatera, zmniejszając przewagę do "tylko" 13 punktów, wydawało się , że nie jest to strata nie do odrobienia.  
 
I rzeczywiście w drugiej połowie Portland ruszyło. Evan Turner był wszędzie, prawie wszędzie efektywny. Pull-upy, gra w post, nawet trójka. W miejsce nieprzydatnego Vonleha do s5 wrócił Aminu. Lillard nadal nie trafiał, ale jego pudła dobijał Plumlee. Po 5 minutach zrobiło się 63:67 . Blazers wrócili. W odpowiedzi oczywiście Ferrell zza łuku. U nas naturalnie Turner tym razem w kombinacji 2+1 oraz   McCollum ponownie z buzzer- beaterem.
 
Jedyny tego dnia celny rzut za 3 Lillarda, step-backi McColluma, trójka  Aminu doprowadziły nas jakoś do crunch-time. Na 3 minuty przed końcem Mavs byli zaledwie jeden punkt przed pościgiem. Ale końcówkę rozegrali Blazers tak jak początek fatalnie. Lillard podaje do Chifa-piłka ląduje w trybunach. Curry ładuje za trzy. Zniknął McCollum, nie odnalazł się nieobecny od startu Liliard.W dwóch kolejnych posiadaniach wariantem nr 1 w ataku Stottsa staje się Al-Farouq "30%za3" Aminu.  Dostał szansę na zdobycie 9 punktów w minutę, zrobił 3.  Jeszcze dalej od sukcesu był w decydującej akcji, kiedy mister Yogi robił swoja 9 trójkę w meczu i zabierał RipCity szansę na 23 zwycięstwo w sezonie. Poniżej  właśnie ta  legendarna obrona Blazers z tej brzemiennej w skutki akcji

 
 
To Dallas wygrało 9 raz w ostatnich 12 meczach i grając ciągle bez Andrew Boguta, ze schodzącym ze sceny Dirkiem są tylko 2 wygrane za tymi, którzy mieli być nową siłą na Zachodzie.
 
51 punktów oddała obrona Blazers umierając na obwodzie. Damian Lillard wyglądał na kogoś rodem... z D-League. Nie wiem , co biorą, co jedzą i piją ludzie, którzy jeszcze parę dni temu rozważali nazwisko Dame'a w kontekście meczu gwiazd? 28 punktów McColluma, 24 Turnera i 14 Aminu nie wystarczają do pokonania ekipy Curry'ego, Setha Curry'ego. Przy takiej nicości w obronie zawsze znajdzie się jakiś Yogi, który splunie RipCity w twarz. Dzisiejsza porażka, a właściwie jej styl, kompletnie rujnują nadzieje związane z tym , co zaczęło tak dobrze wyglądać z końcem stycznia. Pozostaje żyć wspomnieniami
 

 

12 komentarzy:

  1. Oddaj Wesowi co Wesowskie;) 27 punktów to chyba jego rekord w tym sezonie.

    Lillard pokazał, że był człowiekiem, który swoją kandydaturę to All Star rozważał najpoważniej ze wszystkich. Jego akcja na 7 sek do końca pokazała, że ma mentalność (nie, nie przywódcy) syna trenera. Wykozłował sobie piłkę za linię i rzucił jakąś ekwilibrystyczną figurę.
    https://www.youtube.com/watch?v=afus6d_JlyU
    Proponuję ponadto obejrzeć jego obronę w 8:00. Czas zacząć rozmawiać o tym, że podmienili go iluminaci, jak Kaniego Wejsta i Natalie Imbruglię.

    Vonleh, z tego co czytałem, radził sobie całkiem nieźle, a wręcz najlepiej ze wszystkich, dlatego Stotts go posadził:) W 7 minut zrobił 2/3 i 3 zbiórki, to chyba nie tak najgorzej.

    Nie ma się czym exscytować, bo się nic nie dzieje. Nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy10:46

      Przejrzałem tą akcję, Lillard nawet dobrze kombinował bo chciał wyłudzić faul, ale Williams nie jest głupi i nie dał się wkręcić.

      iro

      Usuń
  2. Anonimowy10:36

    Nawet jeśli Blazers sprowadzą kogoś pod kosz to będzie ciągle za mało. Z taką obroną CJ'a i Lillarda to nigdy nie zajedziemy do drugiej rundy. Jeden z nich musi polecieć i pewnie to będzie Lillard. Niestety, ale żałoże się, że kiedy w końcu Blazers się na to zdecydują to jego wartość będzie najniższa od początku kariery.

    iro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy11:05

      Czyli znów apatia bądź lenistwo chłopaków w obronie na obwodzie.?

      MFA

      Usuń
    2. Anonimowy11:23

      To za długo trwa, żeby wyglądało na lenistwo. Myślę, że to po prostu brak umiejętności bronienia. Jak widać, nie da się tego po prostu nabyć, podobnie jak ktoś kto nie ma miary to już raczej nigdy nie będzie miał.

      iro

      Usuń
  3. Alez to był mecz... mowie oczywiscie o play-offs. I ten komentarz....

    OdpowiedzUsuń
  4. nie jest przypadkiem tak, że w klubie już zapadła decyzja o "tankowaniu" i Lillard tylko wypełnia swoje zadanie, a my tutaj zachodzimy w głowę co się dzieje?

    OdpowiedzUsuń
  5. pdxpl18:27

    to byłoby tzw pół biedy. obawiam się jednak, że nasz nr 1 ma słabszy "moment " w karierze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy któryś z "Wielkich" koszykarzy miał aż tak słaby?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pdxpl19:44

      to nie jest aż tak słaby sezon, i Lillard nie jest Wielki tylko wielki;) Wall, K.Irving, Bledsoe przechodzili/przechodzą podobne zalamania

      Usuń
  7. Anonimowy13:43

    Najwyżej będzie Patton w drafcie.

    OdpowiedzUsuń
  8. pdxpl16:55

    Justin Patton byłby dobrym fitem. Oglądamy dzisiaj i komentujemy mecz z OKC, Go Blazers!

    OdpowiedzUsuń