Przejdź do głównej zawartości

Seria

Po zwycięstwie w Oklahomie oczekiwano przedłużenia serii zwycięstw do czterech. Rywal wydawał się na pozór idealny - Philadelphia 76ers. Miało być łatwo i bezproblemowo. Nie do końca tak było. Zresztą analiza ostatnich konfrontacji wskazuje, że to raczej niewygodny rywal.
Początek meczu nie zapowiadał kłopotów. Goście grali na skuteczności 28%. Pierwsza kwarta dała 10-punktowe prowadzenie gospodarzy. Jednak już w drugiej fazie Phila zagrała dużo lepiej. Skuteczność skoczyła im do 74% i rzucili dwa razy więcej punktów. Do przerwy utrzymała się jeszcze przewaga Blazers. Ale "siedemdziesiątki-szóstki" regularnie zbliżały się, aby w III kwarcie objąć prowadzenie 61:62. Goście szybciej rozgrywali piłkę, trafiali z dystansu, często rzucali za trzy. Wygrali więc także II kwartę i przed ostatnią (?) fazą gry prowadzili 76:78.
Dobrze również zaczęli IV kwartę wychodząc na 4-punktowe prowadzenie. Wtedy Blazers odpowiedzieli serią 7:0. Nie załamało to gości i  losy meczu ważyły się do ostatnich sekund. Dokładnie na minutę przed końcem goście objęli minimalne prowadzenie 94:95 i od tego momentu zaczęła się seria błędów taktycznych z obu stron. Najpierw goście przy remisie na 20 sekund przed końcem sfaulowali jeszcze na własnej połowie. Dwa osobiste - piłka dla gości i prosta strata. Blazers mając +2 i kilkanaście sekund wyprowadzili kontrę, zamiast szanować piłkę, która skończył się podaniem na aut. Dali tym samym 76-ers 12 sekund na ostatnią akcję, która też do annałów myśli taktycznej nie przejdzie, ale zakończyła się skuteczną dobitką w ostatniej sekundzie. Remis i dodatkowe 5 minut. 
Dogrywka była wyrównana przez 3 minuty do stanu 104:104. Ostatnie dwie minuty tym razem Blazers rozegrali bez błędów taktycznych i wymęczyli w końcu zwycięstwo nad przedostatnią drużyną Konferencji Wschodniej. Seria 4 zwycięstw to zapewne to, co wielu kibiców Portland oczekiwało od tego zespołu w tym sezonie.

Komentarze

  1. Anonimowy11:52

    Co zatkało a gdzie słowo o Józku. Greg

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy11:55

    Piękny mecz i piękny Nurkić

    ~Danio

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby były jeszcze dwie asysty to może byłaby wzmianka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy12:39

      Sprawdzalem, ze tylko czterech zawodnikow w NBA miało
      fourth double (tak sie pisze?) - miedzy innymi David Robinson.

      Gdyby Stotts dal wiecej pograc Nurkowi, zamiast wpuszczac #@$@ :), to moze by mial.

      Karol PTB

      Usuń
    2. Musiałby walnąć 4 bloki jeszcze. Ciężko

      Usuń
    3. Anonimowy13:09

      Miał na pewno blok odgwizdany jako faul, a faulu nie bylo.
      Mial potencjal na mnostwo blokow.

      Karol PTB

      Usuń
  4. Sosna198212:31

    Nurkicia napędza zemsta. Nie chce zobaczyc Jokicia w playoffach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sosna198213:12

    Bo obejrzeniu dzisiejszego meczu dziękuje Bogom Koszykówki że Oshley nie wziął na pokład OKAFORA. Tragicznie wypadł przeciwko naszej Bestii.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nurkic zagrał MECZ ŻYCIA, wygrał go dla PTB, którzy poza nim zagrali bardzo przeciętnie... Otarł się o quadruple double, zamurowal rim, był absolutnym liderem drużyny. Mamy w końcu CENTRA od nie pamiętam kiedy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale sprawozdawca meczu wyszedł pewnie wtedy na frytki...

    OdpowiedzUsuń
  8. LMA arytmia serca

    OdpowiedzUsuń
  9. PrzemoW20:57

    GSW bez KD mają kryzys... SAS są już blisko ,ale LMA im wypadł. Strata LMA jest mniejsza dla SAS niż KD dla GSW więc jest szansa że SAS skończy na poz nr 1 a wtedy naprawdę wierzę że możemy z nimi powalczyc i wygrać .... przepatrzyłem nasz kalendarz do końca sezonu i po za dwoma grami z SAS to trudno nie ma... liczę na I rundę i wygrany pojedynek z SAS :) Poniesło :) mnie czy jest więcej takich optymistów :)

    OdpowiedzUsuń
  10. znam takich co wierzą dalej w mistrzostwo :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz