3 gru 2014

Game-winner Robina Lopeza. Blazers wyrywają zwycięstwo w Denver



Plusy tego meczu są następujące: Blazers doprowadzili do crunch-time przegrywając nawet 14 punktami, nie popełnili głupiej straty na 28 sekund do końca i nie mieli w drużynie J.J Hicksona. Minusem - i to sporym - jest to, że od jakiegoś czasu Blazers sami proszą się o porażkę.

Po raz kolejny drużyna Terry'ego Stotts bardzo późno weszła w mecz. To niebezpieczna tendencja i nic nie zapowiada aby miała się zmienić. Blazers po słabej pierwszej kwarcie w której dali sobie rzucić 31 punktów, przegrywali 8 i grozili Nuggets wielkim nic.

Zaczęli mocno, bo od szybkiego prowadzenie 9-3 wykorzystując mismatche, wymuszając straty i  ciesząc się z gorącego Aldridge'a, który w pierwszej kwarcie miał 14 punktów z 11 rzutów. Nuggets jednak szybko zaczęli gonić dzieląc się piłką, asystując przy ponad połowie celnych rzutów, penetrując pomalowane oddając rzut albo podając do partnera.

Po 12 minutach mogło już być po meczu, ale Blazers mieli przewagę na pozycji numer cztery i Aldridge'a, który w całym meczu rzucił 39 punktów z 30 rzutów i miał 11 zbiórek. Nuggets próbowali bronić go 7-footerem Mozgovem, ale oprócz bloku w 4 kwarcie, Rosjanin nie był w stanie go zatrzymać. Ten rzucał z mid-range, pracował w post-up, penetrował po pompkach, na które nabierał się obrońca i miał kluczowe podanie do Robina Lopeza na zwycięski rzut. Do przerwy zdobył więcej niż połowę wszystkich punktów Blazers mając Usage na poziomie 57%.

Blazers nie powtórzyli 84 punktów rzuconych Nuggets w pierwszej połowie kilka tygodni temu, bo nie trafiali za trzy. Pierwszy celny rzut z dystansu oddali dopiero w trzeciej kwarcie, gdy na chwilę atak Blazers przejął Steve Blake. Nuggets dobrze bronili obwodu, w całym meczu Blazers trafili tylko 5 z 22 rzutów z dystansu i to pokazało jak wiele dla ofensywy Blazers znaczy celna trójką.

Słabo zagrał Wesley Matthews. Potrzebował 15 rzutów na 15 punktów i był tylko 1 na 10 zza łuku. Problemy z faulami ograniczyły Damiana Lillarda który w 4 kwarcie rzucił tylko 2 punkty i nie mógł agresywnie bronić Ty'a Lawsona oraz Arrona Afflalo w najważniejszym fragmencie meczu.

Jednak Lillard w ostatnich kilku minutach trzeciej kwarty robiąc samodzielny run 8-0 z niesamowitym rzutem za trzy z faulem i dwoma asystami do Aldridge'a i Kamana, doprowadził Blazers do 2 punktów straty na 2 minuty do końca. Jednak Blazers jeszcze raz nie mogli zaufać swojej obronie i Nuggets po ciężkiej walce na tablicach odskoczyli na 7 punktów.

Obrona Blazers pojawiła się dopiero w 4 kwarcie i zatrzymała Nuggets na 18 punktach zmuszając ich do oddawania niewygodnych rzutów z mid-range i dystansu zamykając pomalowane. Na 1:46 do końca Blazers prowadzili 103-101 po niezbyt mądrym goaltendingu Hicksona. Jednak Nuggets szybko zdobyli punkty grając do ustawionego w low-post na prawej stronie Afflalo, który miał na plecach 5 fauli Damiana Lillarda.

W kolejnym posiadaniu Aldridge nie trafił jumpera z lewej strony, a Ty Lawson w kontrze spudłował niekontestowany rzut za trzy. Blazers mieli piłkę po zbiórce Batuma (4 punkty, 4 zbiórki 13 asyst) i akcję na prowadzenie. Matthews nie trafił za trzy ze szczytu, Hickson zebrał piłkę i Ty Lawson dostał kolejną szansę na wyjście na prowadzenie.

Blazers spokojnie wrócili do obrony, Lillard przeszedł na Afflalo, Batum krył Lawsona, a Aldridge i Lopez skupili się na ochronie paint. Lawson uciekł na zasłonie Batumowi, ale miał przed sobą ponad 200 centymetrów Robina Lopeza i za szybko rozpoczął sekwencję rzutówą. Chroniąc sie przed błędem kroków podał piłkę w kierunku Wilsona Chandlera stojącego delikatnie obok szczytu, ale Wesley Matthews przeczytał zamiar Lawsona i przeją piłkę, dając Blazers możliwość rozegrania pełnego posiadania i wygrania meczu. 

Terry Stotts wziął czas, Blazers mieli 16 sekund na zagrania akcji . Lillard dostał piłkę na 9 metr, pobawił sie chwilę z Wilsonem Chandlerem i szybko minął zarówno jego (zasłona Aldridge'a) jak i Darrella Arthura. Fantastycznie zachował się w tej akcji Robin Lopez, który swoim ciałem zastawił Hicksona i wyczyscił obręcz Lillardowi, ten jednak nie trafił, ale Blazers po wybiciu piłki przez Chandlera mieli ponad 4 sekundy na rozegrania kolejnej akcji. 

Batum spod kosza podał do wychodzącego po piłkę na 6 metr Aldridge'a, a ten zagrał do robiącego sobie miejsce i ustawionego w dogodnej pozycji Lopeza, który sprytnie wziął na plecy Hicksona i zdobył Sexiest Game Winnera Ever.


Następny mecz w czwartek. Do Rose Garden przyjedzie Indiana Pacers. Godzina 4:00.

7 komentarzy:

  1. Szczęśliwe (ale i wymyślone przez Stottsa) zwycięstwo. To, co muszę dodać, to:
    Wspaniały LMA i jego staty oraz ostatnie podanie do Lopeza. Blake i Lopez - fantastyczna skuteczność. Lillard - ten człowiek nie pęka nigdy...
    Batum - pomińmy milczeniem jego występ, 4 pkt i 25% skuteczności z gry, potrzebujemy czegoś więcej?...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tym razem to nawet ja się zdenerwowałem na Batuma :) dobrze ze przynajmniej miał 13 asyst, ale rzutowo to jest TRAGEDIA

    Nie podoba mi się też gra Freelanda niby coś gra, niby coś zbiera, ale wszystko to wygląda jakoś niepewnie. T-Rob pomimo wszystko robiłby to podobnie :)

    Jak Lillard nie trafił tego ostatniego rzutu to tez nie mam pojęcia, ale na plus super rozpisana akcja na ostatnie sekundy. Stotts wraca do gry

    Kaman, do tej pory naprawdę solidny, chyba trochę łapie zadyszkę, dzisiaj miał kilka smiesznych zagrań z wywrotką na linię końcową na czele :). Nie jednak tego złego- nie Kaman to do roboty zabrał się Blake

    Generalnie zakładałem że może być mecz w plecy więc jest dobrze, szkoda że Chicago nie wyrwało zwycięstwa Dallas 9nie to abym lubil Chicago) no i jak UTAH mogło przegrać wygrane zawody?

    OdpowiedzUsuń
  3. pdxpl17:17

    Na SF mamy dziurę tymczasem V. Claver powoli nie wytrzymuje, i trudno mu się dziwić http://www.hoopsrumors.com/2014/12/claver-pushing-blazers.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pdxpl20:32

      a tutaj z kolei efekty działalności dziennikarskiej CJ McColluma podczas rekonwalescencji http://www.theplayerstribune.com/elite-guards-101/

      Usuń
  4. Solidna porcja emocji w tym spotkaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No i jak zyc bez Victora? Ja wiem ze on jest inteligentny ale bardziej nadaje sie na asystenta niz zawodnika

    jak Crabbe wszedl do rotacji jest w niej WolnyLad to widac Victor rzuca na treningach swoje 20%

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy00:52

    A nielubiany Batum kontestował ostatni rzut rywala...
    Za same te długie łapska należy mu się S5
    RIPCITIZEN

    OdpowiedzUsuń