21 lis 2015

Powrót do domu i wygrana


Clippers (6-6) @ Blazers (5-9) 91-102


TrailBlazers wrócili do domu po morderczej serii 5 wyjazdowych meczów oraz co gorsza serii 7 kolejnych porażek. Co gorsza? Można by  już teraz zacząć się zastanawiać (choć nie minął jeszcze miesiąc rozgrywek), czy nie lepiej dla drużyny w poszukiwaniu nowego młodego talentu nadal przegrywać, na co wskazywało kilka ostatnich meczy, a zwłaszcza ten w Houston, który nasi pupile przegrali tak frajersko, że pojawiły się już głosy o ukrytym tankowaniu. Blazers jednak dla poprawy humoru samym sobie, kibicom, nam zarówno tym piszącym, jak czytającym bloga, i wszystkim wciąż jeszcze oglądającym mecze PTB zrobili psikusa i wygrali mecz z Los Angeles Clippers. 

Siedem kolejnych meczy przegranych nie nastrajało optymistycznie i liczba fanów zarywających noce dla tej drużyny spada podejrzewam w tempie ekspresowym. Nieobecny stretch four Meyers Leonard swym szytym na miarę garniturem pokazał wszystkim, że plotki o jego rychłym powrocie wciąż jeszcze się nie spełnią. I choć mieliśmy wobec niego szereg zastrzeżeń, że słabo zbiera i nie trafia, to jednak brak zawodnika nie może być dla drużyny żadnym wzmocnieniem i zmniejsza przede wszystkim trenerowi możliwość rozpisania kolejnych zagrywek.

Obie drużyny w tym sezonie rozczarowują. Co do Blazers to wszyscy się tego spodziewali, ale Clippers absolutnie nie wyglądają jak contender. Nie było porywającej koszykówki zatem od początku spotkania, które w przeważającej większości było nudnym widowiskiem. W s5 Portland wychodzi za Leonarda Noah Vonnleh, który dzisiaj np zdobył 4 punkty i 3 zbiórki i wiele nauki przed nim. W ataku bazowaliśmy na pull-up jumperach i oddaliśmy sporo rzutów z mid-range, ponieważ Clippers dobrze bronili obwód, a pod koszem był DeAndre Jordan. Na początku nieskutecznie, zupełnie nic nie trafiał Lillard, podobnie Aminu, który naprawdę dużo rzuca ze średniego  i dużego dystansu, ale niestety takim strzelcem to on nie jest. Jest nim elastyczny McCollum ,ale jemu siedziało w kratkę. Z kolei dobrze półhaki wychodziły Plumlee, a każdy praktycznie niecelny rzut, który mógł wyrwać Ed Davis, wyrywał ofensywną zbiórką i dobitką spod samego kosza. Duże łał dla tego zawodnika, który uzbierał 15 zbiórek, z czego 10 w ofensywie! Do tego dodał 17 punktów w 7/8 z gry i już wiemy, że to jego chcemy mieć w s5 na pozycji nr 4. No ale czy wie to Terry Stotts?

W pierwszej połowie było zatem równo, a najciekawszym momentem była decyzja trenera o taktyce hack-a-Jordan juz w końcówce drugiej kwarty - pewnie po to, by zapewnić sobie jakąś tam przewagę do przerwy. Z tego jednak nic nie wyszło i wynik oscylował cały czas wokół remisu. Po przerwie Blazers bardzo szybko wypracowali sobie 10-punktową przewagę, w znacznej mierze dzięki skutecznym Davisowi i Plumlee. Martwi nieco to, że coraz mniejszą rolę w zespole pełni Mo Harkless. Dostaje coraz mniej od trenera, i przede wszystkim w ogóle swych minut nie wykorzystuje. Może zapracował sobie na to sam przez pierwszą część sezonu regularnie pudłując rzuty o tablicę spod kosza? I dlaczego Pat Connaughton wciąż czeka na debiut, podczas gdy G. Henderson licząc na zaufanie trenera pudłuje niemiłosiernie (dziś 1 na 9 z gry i 3 punkty w 25 minut).

Jak szybko Blazers uzyskali przewagę na początku III kwarty, tak szybko ją stracili w końcówce tej kwarty. Przypomniał o sobie Jamal Crawford, który bach, bach bach za trzy i znowu mamy remis., Taki wynik utrzymał się do samej końcówki meczu. W crunch time odpalił wreszcie killer Lillard. Zapamiętamy sekwencję jego trzech rzutów za trzy z pozycji coraz dalszych od linii, ale wciąż skutecznych. Jak mu usiądzie, to nie ma chyba drugiego takiego zawodnika NBA, który z takich odległości seryjnie trafiając potrafi wysłać drużynę przeciwną mentalnie do szatni. Dodajmy do tego faul w ataku barkiem Griffina na Lilardzie właśnie, przechwyty McColluma i Plumleego oraz skuteczne rzuty wolne Masona (na co tak sie skarżyliśmy wcześniej). Widać zresztą, że pracuje nad tym na treningach - wcześniej trafiał jeden na cztery, teraz dwa na trzy. Gdy przewaga w samej końcówce osiągnęła wynik dwucyfrowy, tym razem już wiedzieliśmy, że meczu nie można przegrać.

Co teraz, Portland TrailBlazers?12 miejsce w konferencji. Wielu kusi opcja liczenia na wysoki numer w drafcie, jednak te seryjne porażki...Chcecie wciąż czytać o tym, jak PTB przegrali mecz? Blog nadal będzie ciekawy, tak jak dotychczas, a jego użytkownicy będą z zainteresowaniem odpalać League Pass? Nawet jednak jeśli wszystko w tej drużynie podczas jednostkowego meczu zaiskrzy to i tak nie ma się co spodziewać dużej ilości wygranych w sezonie, pozwalających na spokojny awans do PO. Za mało tu na razie doświadczenia i zgrania, a może i talentu. Najgorszy chyba scenariusz to taki, że przemkniemy przez ten rok nijako, tu coś wygramy, a potem dwie porażki. Paul Allen i Neil Olshey zatem będą chcieli wykonac jakąś pracę myślową...

Następny mecz  w niedzielę na wyjeździe z tymi drugimi Los Angeles i tam nie stoimy na straconej pozycji



 

45 komentarzy:

  1. O Clyde jednak się nie obraził ;)

    Chociaż mieliby bilans tych gotów z Phili to i tak bym oglądał wszystko jak leci

    Patrząc na fragmenty kiedy Lillard jest mega napompowany po faulu to nie uwierzę ze oni mogą tankowac.

    Clippersi ciency są jak..... to trzeba było wygrać. Teraz czas na Lal które jest uwielbiane w Portland ;)

    Henderson.... chłopie ;) Davis czapki z głów chociaż te jego rzuty to max fuks

    Hydraulik coraz lepiej oby tak dalej a może coś z niego będzie ale Vonleh. ... może i ma potencjał ale nie pokazuje NIC dosłownie NIC

    Alexander to również pomyłka chociaż tak mi się podobał

    Walczymy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Behemot18:48

    Moje plany na ten sezon były takie:
    - zobaczyć jak Lillard sprawdzi się w roli lidera;
    - zobaczyć czy CJ i Leonard będą choć w połowie tak dobrzy jak w serii z Grizzlies;
    - z nowych graczy znaleźć co najmniej jednego grajka, który będzie mógł zostać w bliskiej rotacji w S5 w kolejnych latach;
    - liczyć że Vonleh okaże się stealem;
    - zebrać wysoki numer w drafcie.
    Póki co tylko Vonleh jest niepewny z tych wyżej (gracz do rotacji to Aminu - super pozytywne zaskoczenie dla mnie). Jeśli to wszystko się utrzyma dalej to jestem happy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się pod tym co napisał Behemot.
    Vonleh ma jeszcze czas. Do Leonarda nie mam już cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  4. pdxpl19:49

    chłopaki, Vonleh ma 20 lat, dajmy mu szansę. Naprawdę nie wiemy co się z tego jaja wykluje, w przeciwieństwie do Hendersona , który z racji metryki i talentu żadnej ekipy już nie zbawi. Pamiętacie jak jechaliśmy po Leonardzie...?

    OdpowiedzUsuń
  5. Vonleh ma dopiero 20 lat, wciąż wierzę, że nam odpali..dobrym zmiennikiem zadaniowcem może być Edek Davies.Krabik gra nierówno.C.J spełnia pokładane w Nim nadzieje. Harkless bo dobrym początku wyraźnie zgasł.Myers to nie jest to o co Nam chodzi na pozycji 4,5.

    OdpowiedzUsuń
  6. Krótkie ale dobre (szczegolnie zdjecia) https://www.youtube.com/watch?v=TgJetVTRanE

    OdpowiedzUsuń
  7. Behemot07:47

    A z drugiej strony usa Porzingis miał być dużym talentem, ale niegotowym jeszcze na NBA. Dziś w nocy 24 pkt, 14 zb, 7 blk. Dziękuję bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  8. pdxpl08:07

    nie mielismy sznas go wyjąć w drafcie, ale to , że Olshey z nim rozmawiał dość długo w Las Vegas wystawia GM Blazers dobre swiadectwo.

    OdpowiedzUsuń
  9. Behemot09:28

    Podobny grajek będzie pewnie dostępny w naszym zasięgu. Tylko jeszcze strasznie młody i właśnie podpisał na 5 lat z Maccabi.
    https://www.youtube.com/watch?v=U0Epg_sBZq4

    OdpowiedzUsuń
  10. Znowu będziemy się pasjonować draftem. Myśle, że w kręgu zainteresowania powinien się znaleźć urodzony w Portland Domantas Sabonis.Całkiem dobrze wyglada Troy Williams SF z Indiana University.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy08:36

      "Domantas Sabonis"
      Czy to syn naszego Sabonisa Avrydasa (czy jak tam sie pisze ;-)).

      Super za post! Moze nam Clyde, POR w koncu wynagrodzi wstyd i upokorzenia (szczegolnie po meczu z HOU)...2-0!!!

      Karol PTB

      Usuń
    2. Anonimowy09:09

      tak, to jego syn.

      Usuń
  11. Wodaiogien10:06

    o meczu z Lakers słów kilka:

    http://tiny.pl/ggg61

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdybym potrafil to bym Wam pokazal dzisiejsze zdjecie z Warszawy, ale nie potrafie. W kazdym razie jest o naszym Portland :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy13:06

      Co jest, gdzie jest?

      Karol PTB z War....

      Usuń
    2. Wodaiogien16:10

      na prośbę Lucero wkleiłem jego odkrycie na stronie:

      http://www.wodaiogien.com/#!portland-trailblazers/kn4m2

      Usuń
    3. Behemot16:30

      Kiedyś możnaby się spotkać przy piwie skoro tyle tu osób z WWA.

      Usuń
  13. Anonimowy13:35

    nie bedzie nic o meczu LA Lakers?

    poskus

    OdpowiedzUsuń
  14. pdxpl16:35

    niestety nie wyrabiamy się, najpewniej będzie relacja lączona przy okazji następnych meczow. przepraszamy:/ tutaj znakomity tekst o naszych bliźniakach (jeśli jeszcze nie czytaliście) http://szostygracz.pl/2015/11/24/lillard-mccollum/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy17:00

      Dobry początek tekstu (bo nie mam abonamentu)...
      patrzcie, kto gra pod koszem w DUKE. Jaki anasek...
      https://www.youtube.com/watch?v=DO5Saq4QOZM
      No kto to jest??

      Karol PTB

      Usuń
    2. Anonimowy05:04

      Bracia Plumlle

      Usuń
  15. Jako, iż dzisiaj gramy z tymi ogorkami to archiwum z Chicago (jakby ktoś nie czytal)

    Wstęp:
    1. - Dobrze, iż nie udał się tour z Indiany do New York- po spotkaniu w Madison Garden trzeba byłoby mocno ukrywać się w koszulce Portland ze wstydu. Porażka, styl i przepaść punktowa doprowadziły, iż ledwo, co dotrwałem do końca tego spotkania patrząc na niego z sofy w kierunku TV
    2. - Zarząd klubu podobnie, jak i zapewne większość obserwujących wyczyny Portland nie wytrzymało- efekt zmiany totalne. Trener, pol pierwszej piątki, wymiany itd. Trudno powiedzieć, jaki skutek przyniesie to w najbliższej przyszłość, w każdym razie zmiany były gruntowne i wyraźnie zastosowano terapię szokową.
    Chicago- miasto można pokochać. Czystość, plaże, przestronne ulice (w porównaniu do NY), doskonałe restauracje, dużo terenów zielonych. Jest jednak jeden feler- Chicago Bulls. Moja osobiście najbardziej znienawidzona drużyna NBA od czasów niejakiego MJ. Doszło już do tego, iż w finałach zmuszony byłem kibicować Utah- drużynie, która nijak do mnie nie przemawiała.

    OdpowiedzUsuń
  16. Docieram do United Center trochę z innej stacji niż planowałem, ale dzięki temu spoglądam na dzielnicę szpitalną z monumentalnym obiektem przypominającym klimat Detroit. Przy okazji ściga mnie burza, więc szybkim krokiem docieram pod halę. Tutaj lekkie zaskoczenie- przedstawicieli czarnoskórych koników jakby nie widać. Patrzę w oczy, daje sygnały i nic- oferujących biletów brak. Powoli przypominają się momenty z Niemcy Polska w Klagenfurcie, co prawda w okolicach United Center pola z kukurydzą nie uświadczysz, ale hala położona jest w mniej więcej podobnie „klimatycznym” miejscu. Dwie rundki wokół hali i nawiązanie kontaktu wzrokowego z osobniczką, która mimiką twarzy daje do zrozumienia „ticket”
    50$- tyle kosztowała przyjemność zajęcia miejsca w sektorze 311, czyli pod dachem po skosie. Nie byłem tym faktem zbyt przejęty, wszak pod dachem wstyd będzie mniejszy jeżeli powtórzy się historia z NY czy Bostonu.
    Ludzi przed halą mnóstwo- klimat tłoku zupełnie inny od poprzednich dwóch spotkań. Pajacowanie w stylu amerykańskim w cenie, bo za takie uznaje niektóre tutaj zwyczaje kibicowania. Wejście sprawne, steward z uśmiechem politowania spojrzał na koszulkę rzucając „good luck”, co należało po jego minie rozumieć, „mam nadzieje, że unikniecie kompromitacji”.
    Natężenie Fast-foodów, wszelkiego badziewia w hali maksymalne. Oczywiście wszystko to potęguje moje osobiste nastawienie do Chicago Bulls- uciekam na piętro „biedaków”, które w przeciwieństwie do Titanica położone jest wyżej niż niżej. To co mnie zawsze zastanawia to fakt, iż na tym poziomie są także loże- widok mniej więcej podobny a bilety jak przy boisku.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wejście na sektor i…… tragicznie nie jest. Widok do przeżycia, chociaż przez cały mecz ma się dylemat- spoglądać na boisko czy na transmisję na telebimie. W każdym razie piłkę widać, przy czym nie wyobrażam sobie, jak z tego miejsca można oglądać hokej przy wielkości krążka, jaki jest w nim jakby nie patrząc dość ważnym elementem.
    Prezentacja Bulls całkiem całkiem, pirotechnika rządzi. Przy składzie Portland buczenie. Zaczyna się catering- a to jeden sprzedaje piwo (15$....) a to drugi drze się „ice-cream”. Szczególnie ten drugi osobnik pracował przez całe spotkanie na ulubiony cel, który z chęcią posłalibyśmy trybunę niżej. Z uwagi na ilość widzów gwar w hali o wiele większy niż w Indianie, ale dopingu żadnego. Ten pojawia się dopiero w momencie, kiedy na sektor wchodzi przedstawiciel MCDonalda. O tak, wtedy każdy daje z siebie wszystko krzycząć „Let’s go Bulls”, aby dostać darmowy kupon na zestaw wieśniaka. Żałosne….

    Mecz tymczasem ciągle blisko remisu, o dziwo pierwsza piątka daje radę, nawet mój ulubieniec Felton pogrywa całkiem całkiem. Trenerska roszada jak w NCAA- emocje rozrywają coacha, prezentuje on całkiem inny styl niż Nate. Generalnie dzieje się a 4 kwarta powoli wnosi coraz większe nadzieje. Po 12 minutach można odtrąbić zwycięstwo na trudnym terenie, chociaż trzeba pamiętać, iż Bulls bez swojego lidera to jednak nie jest drużynka aż tak nieziemsko silna. Głośne „dziękujemy, dziękujemy" z sektora 311 słychać najwyżej dwa rzędy niżej.

    OdpowiedzUsuń
  18. Powrót na stację metra przy amerykańskim stylu kibicowania nie miał prawa dostarczyć żadnych emocji. A te niespodziewanie w lekkim stopniu się pojawiły. Pierwsze skrzyżowanie i jeden z kolesi widząc koszulkę Portland wyciąga środkowy palec. Jako, iż Polak gościnny i kulturalny z natury rzeczy- odwdzięczam się tym samym pozdrowieniem. Osobnik zaczepiający zlokalizowany jest w taxi więc szybko znika. Kolejna grupka skupia się na słowach zaczynających się od f oraz b- klimat robi się coraz bardziej zaskakujący oraz przy okazji interesujący. Trudno jednak powiedzieć, aby zbliżał się on do 10% tego, co w kwestii zagrożeń było dostępne w stolicy Bośni czy Belfaście. Niewiele więc sobie z tego robię, ale miło na duszy, iż kraina Chicago pod względem kibicowania nie jest tak wcale sielankowa, jak ogólnie się to utarło na spotkaniach NBA. W sporcie każdy powinien bronić swojego terenu... Podróż na stację dzięki temu mija dość szybko i w miarę interesująco. Tam ostatni bardzo charakterystyczny obrazek- dwa perony, na jednym w stronę downtown przedstawiciel Portland, po drugiej grupka Chicago. Spojrzenia i szybka wymiana uprzejmości. Scena identyczna, jak z filmu Hooligans przy pozdrowieniach West Ham oraz Tottenham. Na uprzejmościach jednak się jednak kończy, nikt nie rusza do ataku, chociaż słowa były mocne i w teorii mogły to zapowiadać. Dzięki tej akcji 5 minutowe oczekiwanie na kolejkę także mija dość szybko, 2 stacje, jedno tym razem sympatyczne pozdrowienie od przechodnia cieszącego się z porażki Bulls i tym razem niespodziewanie można przybyć do miejsca zamieszkania z tarczą.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wodaiogien10:47

    wczoraj też się trochę działo:

    http://www.wodaiogien.com/#!portland-trailblazers/kn4m2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byl drugi rzut za 3 Vonleha, ktory ogolnie mial swoje 5 minut w tym spotkaniu

      Nie wiem jak Wam, ale mnie mecz zajebiscie przypadl do gustu, pomimo skutecznosci. Zaczyna to wygladac dobrze, a taka walka pokazuje tylko, iz o tankowaniu nie ma mowy, chociaz kto wie- moze Lillard specjalnie spudlowal ostatni rzut? (ja w to nie wierze)

      Chyba zaczynamy grac cos w obronie, czy eksperci jednak maja inne zdanie?

      Usuń
    2. Anonimowy13:06

      A nie CJ oddawał TEN ostatni rzut?

      Karol PTB

      Usuń
  20. Wodaiogien13:26

    Lucero miał chyba na myśli rzut osobisty spudłowany przez Lillarda na 20 sekund przed końcem,
    jakby trafił i był remis, zupełnie inaczej możnaby było rozgrywać końcówkę

    OdpowiedzUsuń
  21. Dokladnie rzut osobisty

    Obejrzałem jeszcze raz starcie Hydraulika i nie kumam dlaczego on dostał technicznego a my flagrant

    Generalnie sędziowie dawali wg mnie dupy

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten ogórek Butler chce aby Plumlee zapłacił za niego karę za faul techniczny ;))))

    OdpowiedzUsuń
  23. Wodaiogien12:42

    im więcej kwasów na linii Portland-Chicago tym lepiej
    wojna! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Po raz kolejny przejrzałem sobie z nudów listę przyszłych wolnych agentów. Jest tam kilku topowych wysokich. Już w przyszłym sezonie można bić się w PO. Hibbert + Ryan Anderson i niszczymy :-) Z ciekawych nazwisk jest jeszcze Harrison Barnes, Andre Drummond.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy10:42

      No weź...
      Daj jakiegoś all stara a nie takie czosnki. Z każdym z powyższych zawodników to się mozemy bić o 7-8 lokate na zachodzie i nic więcej.

      DawacDurexa!! Za wszelka cene!

      Karol PTB

      Usuń
    2. All-stara na pozycji 4-5? Masz jakieś realne propozycje? Howard, Horford, Pau Gasol, Al Jefferson, Noah a może David Lee?
      Po cholerę nam Durant skoro mamy Lillarda?
      Nam potrzeba klocka obrońcę pod kosz i PF z 3.

      Usuń
    3. Anonimowy11:20

      Durant ns SF , Lillard na PG.
      A na pozycje wysokiego otrzaskamy Davisa. Moze Alexander sie obudzi ;-)

      Karol PTB

      Usuń
    4. Po pierwsze Durant na nas nawet nie spojrzy. Po drugie mając Lillarda brakuje piłki dla CJa a co dopiero dla Duranta.

      Usuń
    5. Anonimowy15:24

      bardziej realna jest 6 w totka niz Durant w PTB ;) Harrison Barnes, Andre Drummond - sa zastrzezeni czyli odpadają , są zbyt ważni dla tamtych ekip zeby ich ktos pościł. Howard, Horford, Pau Gasol, Al Jefferson, Noah a może David Lee - stare dziady i nie bardzo wiem w czym by nam pomogli - walka o PO to max z nimi.
      Wg idzmy dalej tą drogą a na przyszły offseason iść z maxem dla Hassan Whiteside - jest niezastrzezony albo dogadywać sie z Philly o Noela lub Okafora.

      Usuń
    6. Behemot19:33

      Szansa na Whiteside'a jest obawiam się podobna jak na Duranta. Pół ligi będzie chciało mu w lecie dać maksa. Sprawdziłem tego Hibberta. Nadal broni obręczy na poziomie 41%. To mógłby być dla nas game changer, do tego osiągalny. Z nim i Aminu w S5 nawet przy pozorowaniu obrony przez naszych guardów mogłaby ona wyglądać całkiem przyzwoicie. Do tego ktoś ciekawy z draftu, jakiś filler na ławkę i można powoli piąć się w górę. Noel z Philly to moje marzenie. Make it happen Neil!

      Usuń
  25. Behemot13:16

    Realnie patrząc to... patrzmy na draft ;)
    Chociaż taki Hibbert jeśli jest jeszcze coś wart (raczej nie zaglądam co tam się dzieje w LA) byłby spoko. Jak Legend wróci do formy to Ryan Anderson niepotrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  26. pdxpl21:02

    a mnie po pierwszych meczach irytacji coraz bardziej podoba się Plumlee. IMHO idzie cięgle w górę. tak porównałem jego statsy z Hibbertem i nie wygląda to żle. Oczywiście "człowiek" jest elitarnym rim protectorem, ale co ponadto? Plumlee istnieje po obu stronach parkietu. Oczywiście zgadzam się- Noel to byłoby coś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Behemot21:11

      Good for him, ale i tak wolałbym RHJ. Daje radę chłopak. Hibbert jest w obronie elitarny. Lepiej mieć jeden elitarny skill niż dwa przyzwoite.

      Usuń
  27. pdxpl21:37

    Mason może zrobić postęp w obronie Zwróc uwagę jak Hibbert jest zblazowany i chimeryczny. nie ma zadnej pewności , że RHJ osiągnie poziom Aminu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Behemot04:11

    Swoją drogą Każdy z Al'ów też by świetnie pasował. Jedyne czego Blazers brakuje w ataku to gra w post. Z każdym z nich byliby w pierwszej piątce ligi w ofensywie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Al Horford w przyszłym roku w Blazers. to byłoby ciekawe. Jestem za

    OdpowiedzUsuń