Gdzieś w połowie decydującej kwarty Royce O'Neale przechwycił koszmarne podanie Toumaniego Camary i trafił trójkę, dającą Suns dwucyfrowe prowadzenie. Blazers nie mogli złapać rytmu w ataku. Na przełomie trzeciej i czwartej kwarty przez 6 minut nie trafili nic. Mogło być po meczu. Deni Avdija miał inne zdanie. Zacząć ciąć obronę Suns tymi swoim klasycznymi wjazdami pod kosz i dokładał im z linii. 14 punktów w najważniejszym momencie sezonu. Kiedy lider nie zawodzi.
Na 4 minut przed końcem, w krytycznym momencie Tiago Splitter zdjął kompletnie zagubionego w ofensywie Clingana. Na parkiet wszedł Jerami Grant, dla którego był to pierwszy mecz od 27 marca i do tego momentu raczej tylko irytował w tym spotkaniu. Tymczasem trafił dwie tróje z tego samego rogu, potem zablokował kontrę Suns i w ostatniej akcji wybił Goodwinowi piłkę na dobitkę. Bez Granta to nie musiało się tak skończyć. Krytykowany po wielokroć, często słusznie, sprzedawany w każdym okienku transferowym Grant okazał się szarą eminencją wieczoru w Arizonie.
Dobre zawody Jrue Holidaya 21punktów, niezłe szukającego rytmu Sharpe'a- 12 punktów. Toumani Camara zgodnie z przewidywaniami miał furę roboty w obronie- 4 przechwyty, co odbijało się znacząco na efektywności w ataku. Clingan z 11 zbiórkami, w tym 6 na atakującej desce i 3 blokami wygrał moim zdaniem match-up z Markiem Williamsem, mimo że gracz Suns był lepszy ofensywnie. Świetne, ale tylko 17 minut Scoota Hendersona, bo Splitter cały czas szukał mocy w ataku. W drugiej kwarcie to głownie dzięki defensywie Scoota- 2 przechwyty i blok Blazers zrobili czternastopunktową przewagę.
I wreszcie Tiago Splitter. Według mnie rozwiązaniem tej końcówki, rotowaniem graczy, wygrał sobie posadę na kolejny sezon.
Było w tym meczu przeciętnie, jak w pierwszej kwarcie, gdzie chyba spięci jeszcze Blazers ratowali się trójkami 6/17. Było bardzo dobre defensywnie 12 minut przed przerwą. Było tragicznie między 33 a 43 minutę, kiedy do kosza Phoenix nie wpadało prawie nic, a Dillon Brooks prężył się i robił te swoje głupie miny. Skończyło się dobrze, bo to Blazers, a nie Suns mieli dziś składzie All-Stara. Dzięki Deni.
Tyle na gorąco, bo chyba pierwszy raz z takimi emocjami od tamtego rzutu Lillarda. Chrzanić tankowanie, chrzanić pick w drafcie. W tym wszystkim chodzi przecież o rywalizację i emocje. A te w końcu, po latach smuty wróciły do Portland.
Poniedziałek, San Antonio, 3.00. Go Blazers!

I to jest prawdziwy sport, swoją drogą chyba tylko Deni i trener wierzyli że uda się po tej trójce jeszcze w tym meczu powalczyć
OdpowiedzUsuńCzytając regularnie to forum można było w ciemno obstawiać, że Jeremi Grant przyczyni się do zwycięstwa
OdpowiedzUsuńSwoją drogą oglądanie na TVP vs relacja oryginalna to totalna porażka
OdpowiedzUsuńNie było, aż tak źle.Nie było p. Noculaka
UsuńNapiszę po raz kolejny Tiago Spliter wykorzystał szansę. Na blogu były wpisy o tym, że Blazers są w szarym ogonie w różnych statystykach i nie wygrywają z mocnymi rywalami. Przychodzi taki mecz jak dzisiaj i to nie ma totalne znaczenia. Blazers byli lepsi w rzutach za 3, wygrali deskę i rozdali więcej asyst. Dla młodych graczy Blazers udział w play off to będzie bezcenne doświadczenie, a dla kibiców mam nadzieję trochę emocji.
OdpowiedzUsuńPytanie czy to zasługa Splittera. Nie zareagował na kryzys przełomu III i IV kwarty. Nie wykorzystał sytuacji problemów z faulami kluczowych zawodników Suns. Mecz wygrały mu dwie indywidualności: Avdija i Grant, którzy wzięli sprawy w swoje ręce, a nie były to jakieś akcje rozpisane przez trenera. Moim zdaniem z innym trenerem ta drużyna byłaby lepsza.
UsuńSkad wiesz ze nie zareagowal, siedxiales mu na ramieniu? Przeciez brooks spadl za faule.
UsuńZobacz sobie jak rotowal graczami w crunch, schodzac do small ballu. O kluczowej zmianie clingan<--->Grant wspomnialem w tekscie. Moxesz nie chciec splittera, ale zechciej spojrzec na fakty
brak punktu przez 5 minut to jednak jest brak reakcji
UsuńNie, to jest indolencja w ataku. Trener bral czas,reakcja byla, ale nieskuteczna
UsuńNie ma przypadku w 3 ostatnich wygranych meczach "o play off", w tym dwóch na wyjeździe. Ze słabym trenerem to by nie wyszło.
UsuńJa tam lubię komentarz pana Spiaka, ale oczywiscie wersja amerykanska lepsza
OdpowiedzUsuńObejrzałem drugi raz w oryginale, to jednak dwa różne spotkania...
UsuńOstatnia akcja miód wiele mówiąca o Blazers. Po pierwsze daliśmy wreszcie piłkę temu, któremu się należała a po drugie atmosferę pokazała ławka - lepiej to wygląda niż za czasów machającego mistrzowsko ręcznimiem Mayersa
Ten mecz powinien komentować W. Michałowicz snuł by naracje o akcjach wektorowych i tranzycyjnych drużyny z Portlandu. Zapewne usłyszelibyśmy nawiązania historyczne, o tym, że ponad 100 lat temu w Oregonie miały miejsce regularne strzalaniny. Oczywiście byłoby też słynne ,, ulala" w sytuacji totalnej konsternacji spowodowanej niekonwencjonalnym zagraniem któregoś z zawodników.
UsuńAlbo Borek. Wtedy byłaby "ostro bita piłka".
UsuńJak już Blazers zeszli z zalegającego picku do Bulls, i zagrają w PO, oczywiście wszystkie RĘCE NA POKŁAD! Obejrzałem mecz w powtórce.-. To co zapamiętam - test oka - dobrze wyglądał Henderson, mniej podobał mi się Sharpe, zwłaszcza w mini movement. Znakomity mecz w obronie, to jest zasługa Bjorkgrena. Wiadomo kto wygrał mecz - ONE MAN ARMY.
OdpowiedzUsuń